Kamil Wania: Żywiołowe okazywanie emocji

Share on facebook
Share on twitter

Reprezentacje Polski kobiet i mężczyzn zajęły 5. miejsca w niedawnych mistrzostwach świata niesłyszących w Lublinie. O turnieju i specyfice prowadzenia takich zespołów opowiada Kamil Wania, trener naszej kadry.

Reprezentacja Polski niesłyszących (trener Kamol Wania pierwszy z prawej) / fot. 2019 World Deaf Basketball Championships

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 

Pamela Wrona: Reprezentacje Polski w koszykówce niesłyszących kobiet i mężczyzn zajęły piąte miejsca na mistrzostwach świata. Czy jest Pan zadowolony z takiego wyniku?

Kamil Wania: Z pewnością jest to bardzo duży sukces dla koszykówki niesłyszących w Polsce. W szczególności, jeśli popatrzymy wstecz i weźmiemy pod uwagę, że najlepszym osiągnięciem na poprzednich mistrzostwach, zarówno tych, które odbyły się 4 jak 8 lat temu, były miejsca 11-12.

Wcześniej drużynie męskiej nigdy nie udało się dojść do ćwierćfinału na tak ważnym wydarzeniu. Znalezienie się w czołowej ósemce wiąże się już ze stypendiami dla zawodników. Tym bardziej jesteśmy zadowoleni z tego wyniku. To jest nasz pierwszy sukces na tej imprezie.

Dla kadry żeńskiej był to historyczny pierwszy występ na mistrzostwach Świata i do razu udało jej się wywalczyć bardzo dobry wynik.

To było wielkie wydarzenie dla Polski, która była gospodarzem. Jak wyglądały przygotowania i sam turniej?

Mistrzostwa Świata niesłyszących są imprezą cykliczną, odbywającą się co 4 lata. W poprzednich edycjach gospodarzem były Tajpej, Konya oraz Ateny. Tym razem padło na Lublin, który nie raz już gościł niesłyszących sportowców i sprawdził się w roli organizatora ze względu na dobrą infrastrukturę obiektów sportowych. Warto zaznaczyć, że w Lublinie znajduje się też siedziba Polskiego Związku Sportu Niesłyszących.

Miasto gościło w sumie 25 zespołów – 15 męskich i 10 żeńskich, a mecze rozgrywane były w dwóch halach – Globus oraz MOSiR. Cały turniej był zorganizowany profesjonalnie i myślę, że jako gospodarz pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony.

Pochodzi Pan z Gliwic. Jak trafił Pan do Stowarzyszenia Osób Niesłyszących MIG, a następnie do polskiej reprezentacji?

W 2012 roku w Gliwicach powstał klub MIG oraz sekcja koszykarska, założona przez mojego tatę. Pomysł ten zrodził się głównie ze względu na mojego niesłyszącego brata, który tak jak ja, jest zagorzałym fanem koszykówki i grał ze mną w gliwickich drużynach GTK i AZS.

Po założeniu drużyny niesłyszących w Gliwicach rozpoczęła się moja przygoda ze sportem głuchych. Zakończyłem wtedy swoją karierę zawodniczą i przeniosłem się na ławkę trenerską. Od czterech lat jestem związany z 3-ligową drużyną AZS-u Gliwice. Z drużyną MIG-u natomiast wielokrotnie triumfowaliśmy w zawodach organizowanych na szczeblu krajowym.

Myślę, że z tego właśnie powodu dostałem szansę, aby sprawdzić się na nieco wyższym poziomie. Początkowo jako drugi trener, a od tego roku jako główny selekcjoner kadry.




Jaka jest specyfika Pana pracy? Jak prowadzi się zespół, w którym występują osoby z wadami słuchu?

Jak się można domyśleć, podstawowym sposobem komunikacji na linii trener -zawodnik jest język migowy. Jednak nie tylko. Ważnym aspektem komunikacji w tym przypadku jest również żywiołowe okazywanie wszelkich emocji i szybkie reagowanie na to, co dzieje się na boisku. Trzeba cały czas żyć z zespołem, być blisko linii.

To w jaki sposób przekazuje swoim zawodnikom indywidualne wskazówki w dużej mierze zależy od stopnia wady słuchu jaką posiadają, a także poziomu umiejętności danego gracza.

Różny poziom umiejętności poszczególnych zawodników, to kolejna trudność z jaką trzeba się zmierzyć. W drużynie bowiem są gracze, którzy na co dzień mają styczność z koszykówką ligową, ale są też tacy, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tym sportem i dobrze rokują na przyszłość.

Czy czasem trzeba korzystać z tłumacza?

Wszystkie treningi, odprawy, czasy, zagrywki czy schematy wyjaśniane są w oparciu o język migowy. Dużo pomaga rozrysowywanie poszczególnych zadań na tablicy lub wspólne analizowanie filmów video.

W razie trudności z komunikacją można poprosić też o tłumacza, ale nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania z prostych względów. Są momenty, kiedy trzeba pobudzić zespół i w bardzo krótkim czasie przekazać niezbędne informacje, na przykład podczas przerwy lub czasu.

Wolę mieć bezpośredni kontakt z zespołem oraz pełną kontrolę nad tym, co przekazuje moim zawodnikom. Są też inne zalety takiej komunikacji, pomaga to na pewno zbudować większe zaufanie. Z tego powodu sam ciągle uczę się i doskonalę swój język migowy.

W pracy trenera, na każdym poziomie rozgrywkowym można spotkać się z różnego typu trudnościami. To co nastręcza najwięcej problemów w koszykówce niesłyszących, to opanowanie sposobu komunikacji między zawodnikami na boisku.
Nawet najprostsze obrony pick&rolli muszą być trochę inaczej skonstruowane, wszystko trzeba zaplanować wcześniej, ponieważ zawodnicy nie są w stanie przekazać szybkiego komunikatu werbalnego podczas rozgrywania akcji.

fot. 2019 World Deaf Basketball Championships

Z tego powodu trzeba było opracować zasady, tudzież system, którego konsekwentnie się trzymamy podczas rozgrywanych meczów. To jest coś zupełnie innego niż w tradycyjnej koszykówce.

Jako trener, jestem zawsze blisko linii, aby móc zakomunikować, jakiego systemu obronnego się trzymamy w danej akcji. Muszę szybko reagować, a każdą akcję ekspresyjnie pokazywać jeśli chcemy zaskakiwać swoich przeciwników.

Wszystko jednak musi być wyćwiczone wcześniej. Im więcej meczów zagramy, tym lepiej będzie nam to wychodziło w przyszłości.

Jak wyglądają ligowe rozgrywki w sezonie regularnym?

Wszyscy zawodnicy na co dzień trenują w swoich klubach ze słyszącymi kolegami, a rozgrywki niesłyszących opierają się tak naprawdę na trzech imprezach w ciągu całego roku. Są to Mistrzostwa Polski, Puchar Polski oraz Puchar Europy, w którym uczestniczą najlepsze zespoły z poszczególnych krajów. Na zawody przyjeżdżają zawodnicy, którzy są dyspozycyjni i zakończyli swoje ligowe starcia.

Finał każdej z imprez rozgrywany jest zazwyczaj w ciągu trzech dni. Wcześniej odbywają się kwalifikacje w postaci turniejów organizowanych w mniejszych grupach.




Został Pan członkiem projektu ,,Szkoła Trenerów PZKosz 2018-2020”. Na czym on polega i jaki ma związek w kontekście koszykówki osób niesłyszących?

Uczestniczenie w projekcie zorganizowanym przez PZKosz, to na pewno możliwość doskonalenia swoich trenerskich umiejętności na najwyższym poziomie. Wszystkie wykłady prowadzone są bardzo profesjonalnie, jest dużo nowinek ze świata koszykówki, które trzeba stopniowo przyswajać, a potem umiejętnie wykorzystać.

Taką właśnie szansę dostałem podczas Mistrzostw Świata Niesłyszących. Starałem się dobrze przygotować zespół i część tego, czego nauczyłem się w szkole trenerów z pewnością mi się przydała.

Mamy historyczne 5. miejsce na mistrzostwach świata, jednak wciąż popularność koszykówki niesłyszących, tak jak i na wózkach, nie jest zadowalająca. Sądzi Pan, że dzięki takim sukcesom, z upływem czasu, choć trochę zwiększy się zainteresowanie?

Koszykówka w Polsce ogólnie nie jest zbyt popularnym sportem, tym bardziej jeśli chodzi o sekcje osób niesłyszących.

Trudno powiedzieć, czy w przyszłości zainteresowanie wzrośnie. Uważam, że problem nie leży w tym, czy są sukcesy czy ich nie ma, bardziej chodzi o popularyzowanie tego sportu. Przed mistrzostwami świata, ani nawet po, w mediach nie było zbyt dużego zainteresowania całą imprezą, czy nawet naszym małym sukcesem. Szkoda, bo niektóre mecze były naprawdę ciekawe i przysporzyły wielu emocji, szczególnie te z Hiszpanią czy Argentyną.

Wydaje mi się, że w Polsce brakuje osobnego działu czy portalu, który zajmowałby się sportem niesłyszących. Trzeba zaznaczyć, że sport niesłyszących i niepełnosprawnych to dwie różne rzeczy. Widać to wyraźnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że organizowane są dwie olimpiady, osobno dla niepełnosprawnych, i osobno dla tych z wadami słuchu.

Na tej drugiej poziom jest wyższy, ponieważ są to ruchowo sprawni zawodnicy, zdarzają się tacy, którzy reprezentują jednocześnie swój kraj w regularnej kadrze. Dobrym przykładem jest tutaj były słoweński koszykarz Miha Zupan, który grał nawet w Eurolidze.

To wszystko powoduje, że różnice w poziomie rozgrywanych meczów zacierają się i tak naprawdę ciężko dostrzec różnice osobie z zewnątrz. Finałowy mecz mistrzostw stał już naprawdę na bardzo wysokim poziomie.

Pamela Wrona, @Pamela_Wrona




POLECANE

Pozycja Anwilu Włocławek na czele listy jest na początku sezonu niezagrożona. Na drugim miejscu widzimy Arkę Gdynia, nieco dalej Polski Cukier. Najsłabiej w tym momencie wyglądają zespoły z Gliwic, Radomia i Starogardu Gdańskiego.