Karol Jaśko: Zarazić koszykarską pasją!

Share on facebook
Share on twitter

– Andrzej Pluta powiedział mi kiedyś: „Znajdź własną drogę oraz miejsce w koszykówce i nigdy się nie zatrzymuj. Bądź najlepszą wersją samego siebie”. To on jest moim wzorem do naśladowania – mówi Karol Jaśko, trener indywidualny oraz szkoleniowiec w Basket KOSiR Kobierzyce, i pasjonat koszykówki.

Trener Karol Jaśko z podopiecznymi / fot. KOSiR Kobierzyce

Kolekcja Mitchell & Ness – NBA za jakim tęsknisz! >>

Zapraszam na rozmowę z człowiekiem, który żyje koszykówką 24/7 i ma do opowiedzenia swoją własną historię – Karol Jaśko.

LUDZIE BASKETU #10

Pamela Wrona: Bez wątpienia jest pan osobą, która żyje koszykówką. Jak doszło do tego, że koszykówka stała się tak ważna?

Karol Jaśko: Zdecydowanie tak jest! Żyję basketem bardzo mocno. Wszystko miało swój początek, gdy w 1996 roku zobaczyłem jak Michael Jordan ogrywa Gary’ego Paytona w Finałach NBA, a następnie moja Mama zabrała mnie do kina na „Kosmiczny Mecz” z Jordanem w roli głównej, który natychmiast stał się dla mnie wzorem do naśladowania, moim własnym bohaterem (śmiech).

Od tego momentu koszykówka jest ze mną każdego dnia. W wieku 9 lat postanowiłem zagłębiać się coraz mocniej w ten sport i tak to wszystko trwa do dziś.

Kiedy postanowił pan spróbować swoich sił jako trener?

Tak naprawdę to, że będę trenerem odkryłem w sobie dosyć wcześnie, bo już w szkole podstawowej często organizowałem swoim rówieśnikom składy, rozprowadzałem ich po pozycjach i generalnie mogę powiedzieć, że od małego brzdąca rozstawiałem wszystkich po koszykarskich kątach (śmiech).

Gdy byłem nastolatkiem, zauważyłem u siebie, że wielką frajdę sprawia mi zostawanie po własnych treningach i oglądanie innych. Tak zacząłem zapisywać treningi w zeszytach, a następnie próbowałem przenieść je na swoje koszykarskie działania -jestem maniakiem tej gry i zwykle bywało tak (i przyznaję, mam tak do dziś), że zanim coś wprowadzę do młodzieży, zamykam się sam na sali i na sobie sprawdzam to, co zamierzam im pokazać.

Wiadomo, że to jest głównie technika indywidualna, bo na tym skupiam się najbardziej w swojej pracy. Chociaż nie ukrywam, NBA, Euroligę czy naszą polską koszykówkę staram się śledzić na bieżąco – przede wszystkim pod kątem taktycznym. Zapisuję różne istotne rzeczy, zatrzymuję się w kluczowych momentach meczu. Dla mnie jest to inwestycja w siebie. Zaczynam od młodzieży, ale chcę się też w tym czasie jak najlepiej przygotować, być może do kolejnych wyzwań w moim koszykarskim życiu

Prowadzi pan treningi dla dorosłych oraz treningi indywidualne. Skąd jeszcze bierze się pana wiedza w tej dziedzinie?

Nie ukrywam też, że często pytam znanych zawodników, czy trenerów o różne ważne i ciekawe aspekty gry. Uważam, że tak to powinno wyglądać. Dziś jest łatwiejszy dostęp do pozyskiwania informacji czy nauki, dlatego trzeba z tego korzystać.

Jak wygląda pana dzień?

Rozpoczyna się zwykle bardzo wcześnie. Oczywiście poświęcam czas swojej rodzinie, a następnie lecę na halę, gdzie czekają na mnie treningi indywidualne oraz z moimi 4 grupami, które prowadzę w Baskecie Kosir Kobierzyce.

Staram się tutaj, w Kobierzycach, stworzyć kulturę pracy koszykarskiej. Co to znaczy? Z moimi zawodnikami często umawiamy się przed lekcjami, albo gdy mają tak zwane „okienka” między zajęciami, na treningi indywidualne. Muszą mieć świadomość, że nie da rady wchodzić na wysokie poziomy pracując tylko tyle, ile jest zapisane w grafiku klubowym. Musi być poświęcony „extra czas” i tak właśnie robię! Może nie jesteśmy ośrodkiem, który bije się o medale Mistrzostw Polski, ale nie taki jest nasz cel.

Co jest zatem waszym celem?

Chcę dać piłkę do koszykówki każdemu, kto chce spróbować swoich sił w tej dyscyplinie sportu, a tych najlepiej rokujących wysyłać do klubów, w których będą mieć po prostu większą szansę rozwoju. I to też jest nie lada wyzwanie, aby taki mój wychowanek w momencie, gdy trafi do dużego klubu, był na to gotowy!

Obecnie jest pan trenerem sekcji Basket GCKiS, gdzie współpracuje Pan z dziećmi. Jaka jest główna idea tych treningów?

Idea Basketu KOSiR Kobierzyce jest przede wszystkim umożliwienie gry w koszykówkę każdemu. Oczywiście należy to rozsądnie podzielić, adekwatnie do poziomu i wieku. Mam grupy dzieci 6-9, 10-13, 14-16 lat oraz grupę dorosłych, gdzie można już fajnie pograć w basket, więc ta kultura koszykarska rośnie. Organizujemy też turnieje, mecze, różnego rodzaju eventy, jeździmy na obozy, a tych najlepszych chcemy wypuszczać do większych ośrodków koszykarskich.

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>

Załóżmy, że odwiedza Pana chłopiec z rocznika 2005 i chciałby nauczyć się grać w koszykówkę. Co Pan może zaoferować? Jak wyglądają treningi?

Takiemu adeptowi mogę zapewnić to, że jako trener dam z siebie wszystko, żeby on stal się lepszy. Ale nie ukrywam, że będę wymagał, żeby on też był mocno w to „wkręcony” i zaangażowany, może starał się poprzez swój rozwój podwyższać poziom nie tylko swój, ale i mój jako coacha.

Zatrzymując się przy dzieciach. Jak powszechnie wiadomo, praca z dziećmi nie należy do łatwych. Pana zdaniem, trudniej jest nauczyć prostych nawyków oraz podstaw koszykówki dzieci, czy jednak dorosłych?

Jeśli chodzi o fundamenty, to wiadomo, że u dorosłego, który ma nie najlepsze nawyki, gdyż pewnych rzeczy nie robił tak jak należy wcześniej, jest znacznie trudniej uczyć podstaw. A może nie „trudniej”, bo ja nie lubię tego słowa i raczej go nie stosuję, ale myślę, że nauka dorosłych, odnośnie techniki, wymaga większej cierpliwości i pokory do pewnych spraw.

Natomiast tak ogólnie, nie chciałbym generalizować, która praca jest trudniejsza. Po pierwsze dlatego, że jestem na początku swojej koszykarskiej drogi i nie powinienem się wymądrzać tylko pracować, a po drugie, myślę, że praca trenera wymaga wiele roboty, bez znaczenia na jakim szczeblu się pracuje.

Jakiś czas temu Andrzej Plutą powiedział mi mądrą rzecz: „znajdź swoją drogę i miejsce w koszykówce, ale nigdy się nie zatrzymuj. Bądź najlepszą wersją samego siebie”. Śmiało mogę powiedzieć, że to on jest moim wzorem do naśladowania. Te słowa przyświecają mi każdego dnia podczas mojej pracy trenera.




Co jest dla pana najważniejsze w pracy trenera?

W pracy trenera najważniejsze jest dla mnie to, że po prostu jestem w koszykówce i mogę się w tej dyscyplinie realizować. Każdy ma swoją drogę i swoje miejsce. Moje jest w Kobierzycach, gdzie moją misją jest zarażanie pasją i wychowywanie koszykarzy. Być sobą, rozwijać się, na każdym treningu rozpalać w sobie ten ogień jeszcze bardziej.

Najbardziej zależy mi na tym, aby jak najwięcej moich wychowanków wkroczyło na poziom zawodowy. Nie ukrywam, że mam takie marzenie, abym to ja poprowadził taki zespół na jakimś wyższym i bardziej profesjonalnym szczeblu. Ale o tym na razie nie mówię głośno, ponieważ duże marzenia wolą ciszę. Trzeba je realizować czynami, a nie słowami.

Na czym się koncentrować w szczególności, zaczynając nauczanie koszykówki?

Przede wszystkim należy skupić się na fundamentach i podstawach szkolenia koszykarskiego, ponieważ są to pierwsze kroki młodego koszykarza i bardzo, ale to bardzo ważne, aby te kroki stawiał prawidłowo! A więc technika i jeszcze raz technika. Ja osobiście jestem zdania, że każde ćwiczenie powinno odbywać się z piłką w rękach!

Jakie błędy popełniają trenerzy najmłodszych?

Nie chce oceniać innych, to nie moja rola. Mogę tylko powiedzieć na własnym przykładzie i ze swojego doświadczenia, jakie ja popełniałem błędy. Na pewno, tak jak wspominałem, priorytetem w początkowym szkoleniu jest kształtowanie prawidłowych elementów techniki indywidualnej. Błędem jest, gdy chcemy za szybko przejść poziom wyżej w treningu i wprowadzać jednostki, na które grupa nie jest gotowa, np. stawianie zasłon, ćwiczenie zastawiania czy wprowadzanie obrony strefowej.

Trzeba uważnie monitorować, jak grupa się rozwija. Jaki jest jej potencjał, czy jest szybko- czy późno rozwojowa. Nie wolno uczyć „step backów” kogoś, ktoś ma problem z lewym dwutaktem na przykład.

Krąży opinia, że nasze dzieci i młodzież są mniej sprawne od tych z innych krajów i przez to potem mamy mniej sukcesów. Czy zgadza się z takim poglądem?

Coś w tym jest, że mamy problem, gdy trzeba się mierzyć z rówieśnikami z zagranicy, ale to jest naprawdę szeroki temat do rozmowy. Ja uważam, że o tym powinni debatować i wypowiadać się bardziej doświadczeni trenerzy ode mnie.

Jaka intensywność, dawka zajęć w tygodniu na początek jest optymalna?

Wszystko zależy od tego, jakie roczniki prowadzimy. U nas w Basket KOSiR Kobierzyce jest taki schemat: najmłodsi, czyli „basket mania” tj. grupa 5-9 lat ćwiczy 3 razy w tygodniu. Grupa „mini koszykówki” również 3 razy, plus tzw. trening bonusowy, czyli zbieram wtedy dana liczbę zawodników z zespołu i trenujemy te rzeczy, z którymi w tygodniu mieliśmy problem. Grupa „młodzik-kadet” trenuje 4 razy w tygodniu i też jest wprowadzony wspomniany trening bonusowy. Uważam, że to jest odpowiednia liczba treningów dostosowana do poziomu grup, które prowadzę.

Co robić poza treningami koszykarskimi, aby młody człowiek podnosił sprawność?

Pracować, pracować, pracować! Cały czas powtarzam swoim zawodnikom, że kluczem jest to, co robimy poza treningami. Małe rzeczy robią wielką różnicę, a więc piłka pod pachę, „d-man” przed sobą i trenujemy!

Pamela Wrona, @PulsBasketu

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>

 




POLECANE