Kawhi Leonard – nawet Popovich się nie poznał!

Share on facebook
Share on twitter

Dziś to bezapelacyjnie jeden z kilku najlepszych graczy NBA, ale w drafcie Pacers wybrali go dopiero z 15 numerem. Nie poznali się na talencie, ale i sami Spurs też uważali g za ryzyko.

(Fot. Wikimedia Commons)
(Fot. Wikimedia Commons)

Niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Niby taki doświadczony, niby koszykarski geniusz, a nawet Gregg Popovich nie do końca wiedział, na co się pisze, wymieniając w 2011 roku George’a Hilla na Kawhi’ego Leonarda.

Dziś wszyscy już zdają sobie sprawę, z jakiej gliny lider San Antonio Spurs jest ulepiony. Jednak sześć lat temu jego możliwości nie dla wszystkich były tak oczywiste. Jeszcze w styczniu 2011 roku Draft Express w swoich przeddraftowych przewidywaniach trzymał go w okolicach 30. miejsca. Dopiero gdy poprowadził uczelnianą drużynę San Diego State do etapu Sweet Sixteen krajowego turnieju NCAA, jego notowania wyraźnie wzrosły.
Mimo to w naborze został wybrany dopiero jako piętnasty. Warto przypomnieć, że przed Leonardem swoje nazwiska z ust Davida Sterna usłyszeli wówczas m.in. Jan Vesely (6) czy Jimmer Fredette (10).

Oficjalnie wybrali go Pacers, ale jeszcze tej samej nocy wraz z prawami do Erazema Lorbeak i Davisa Bertansa został wymieniony za George’a Hilla i wylądował w San Antonio.

– Z pewnością wtedy jeszcze tego nie widziałem – wspomina teraz tamto lato Gregg Popovich w rozmowie z portalem The Score. – Widzieliśmy jego wymiary, atletyzm, etykę pracy, sposób, w jaki trenuje, to jak gra, jego wytrzymałość, więc podjęliśmy decyzję. Jednak kiedy zrobiliśmy wymianę, byliśmy tym bardzo poddenerwowani, bo naprawdę nie wiedzieliśmy z czym mamy do czynienia. Byliśmy świadomi tego, z czego rezygnujemy, bo George Hill był dla nas świetny, ale potrzebowaliśmy większych gabarytów, dlatego R.C. (Bufford – GM Spurs), ja i Denny Ferry (w tamtym czasie wiceprezes ds. operacji koszykarskich) postanowiliśmy zaryzykować.

Teraz już wiadomo, że ryzyko to bardzo się opłaciło. Leonard zaczynał wprawdzie bez specjalnych fajerwerków. W debiutanckim sezonie skróconym przez lokaut w 69 meczach 34 razy wyszedł w pierwszej piątce i w 24 minuty spędzane na boisku notował średnie na poziomie 7,9 pkt., 5,1 zb., 1,1 as. i 1,3 prz.

W kolejnych latach grał już więcej i z każdym rokiem robił kolejne postępy. Co sezon dodaje do swojego wachlarzu kolejne walory. Wraca jeszcze lepszy, skuteczniejszy i mądrzejszy o nowe doświadczenia.

W wieku 25 lat ma na koncie mistrzowski pierścień, statuetkę MVP finałów oraz dwie nagrody dla najlepszego obrońcy sezonu. W minionym sezonie zaliczył debiut w Meczu Gwiazd, od razu w pierwszej piątce. W tym roku wystąpi w niej po raz drugi. Ze średnią 25,4 punktu (48,8 proc. z gry, 41 proc. z dystansu) jest aktualnie 10. strzelcem w lidze, a oprócz tego co mecz dokłada także 5,7 zb., 3,2 as. i 1,8 prz.

Dziś Gregg Popovich już wie, że sześć lat temu podjął najlepszą decyzję z możliwych. Dziś wszyscy już o tym wiedzą.

Mateusz Orlicki

Niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

POLECANE