• Home
  • NBA
  • Kevin Durant na czwórce, czyli Piątka Śmierci vol. 2

Kevin Durant na czwórce, czyli Piątka Śmierci vol. 2

Share on facebook
Share on twitter

Golden State Warriors zabójczo skuteczny pluton egzekucyjny mieli już w poprzednich dwóch sezonach. Teraz w miejsce zawodzącego ostatnio Harrisona Barnesa wstawią Kevina Duranta i aż strach pomyśleć, co z tego wyjdzie.

Kevin Durant (Fot. FIBA.com)
Kevin Durant (Fot. FIBA.com)

Słynna Piątka Śmierci Steve’a Kerra to niskie ustawienie z Draymondem Greenem na pozycji środkowego, Harrisonem Barnesem jako silnym skrzydłowym oraz Stephenem Currym, Klay’em Thompsonem i Andre Iguodalą na obwodzie. Choć tak naprawdę ta piątka to jeden wielki obwód, wszak rywale żadnego z tych graczy nie mogli zostawiać za łukiem bez opieki.

W sezonie zasadniczym, przebywając razem na parkiecie, wspólnie z dystansu trafiali bowiem 53,5%, co było najlepszym wynikiem w lidze, biorąc pod uwagę piątki, które rozegrały ze sobą przynajmniej 100 minut. Jednak statystyką najlepiej oddającą wartość tej ekipy jest efektywność ofensywna, według której w rozgrywkach 2015/16 zdobywała ona średnio aż o 47 punktów więcej na sto posiadań niż jej przeciwnicy!

Teraz zabierzmy z tego ustawienia Barnesa, który w ostatnich trzech, decydujących o porażce meczach finałów spudłował 12 z 15 rzutów za 3 pkt., i powstałą lukę uzupełnijmy o Kevina Duranta. Otrzymujemy skład złożony z czterech uczestników ostatniego Meczu Gwiazd i zawodników, którzy na koniec fazy zasadniczej znaleźli się w trzech najlepszych piątkach sezonu, plus MVP finałów z 2015 roku. Na papierze tak silnego składu w NBA nie ma i można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że nigdy nie było. A trener Warriors sam w niedawny wywiadzie z Monte Poolem z CSN Bay Area potwierdził, że naturalnie nadal będzie z takiego rozwiązania korzystał.

– Będziemy grać Draymondem na piątce i Kevinem na czwórce. I myślę, że może to być świetny zestaw także w kontekście defensywy – mówił Steve Kerr. – Ale nie jest to ustawienie, którym grasz 48 minut. To piątka na krótkie zrywy. […] W ustawieniach kończących zarówno pierwszą, jak i drugą połowę, przeważnie mieliśmy Harrisona na czwórce. Teraz w to miejsce wstawimy Kevina i to się prawdopodobnie nie zmieni. Ale nie będziemy trzymać ich wszystkich razem na parkiecie dłużej niż 15 minut w meczu.

Podejście Kerra jest zrozumiałe i w ogóle w nadchodzącej kampanii możemy spodziewać się większej kontroli nad czasem spędzanym na boisku przez jego gwiazdy. Dopiero co przegrał przecież walkę o tytuł po play-off, w którym problemy ze zdrowiem mieli chociażby Curry, Iguodala i Andrew Bogut. Szczególnie ograniczone minuty powinniśmy zaobserwować w przypadku tego drugiego, który jest z całej Piątki Śmierci najstarszy (32 lata, drugi Curry ma 28).

Na boisko tradycyjnie powinien wychodzić z ławki. Boguta w wyjściowym składzie zastąpi bowiem Zaza Paczulia. I choć w rezerwach Warriors wciąż będą mieli właśnie „Iggy’ego” czy Shauna Livingstona, to w tym sezonie nie ma co oczekiwać ponownego bicia rekordu. Bardziej spodziewamy się, że Kerr wyciągnie wnioski z minionych rozgrywek i idąc za przykładem Spurs czy Cavs, kosztem słabszego bilansu w rundzie zasadniczej będzie próbował oszczędzać swoich graczy.

Co do grania Durantem na czwórce, to widzieliśmy już tego trochę jeszcze w Oklahoma City Thunder. Trener Billy Donovan stosował to rozwiązanie chociażby w finałach Konferencji Zachodniej właśnie przeciwko Warriors. I trzeba zauważyć, że piątka Durant – Ibaka – Waiters – Roberson – Westbrook była drugim pod względem czasu spędzonego na boisku (59 minut w 6 meczach) ustawieniem OKC w tamtej serii i średnio na 100 posiadań była o 25 punktów lepsza niż rywale. O tym, jak to wyjdzie w praktyce, oczywiście dopiero się przekonamy. Niemniej w teorii wyobrażenie o nowej Piątce Śmierci ma prawo wywołać gęsią skórkę.

Mateusz Orlicki, @M_Orlicki