Kiedy Kielce żyły koszykówką, a Cersanit bił Żalgiris

Share on facebook
Share on twitter

Igor Milicić prowadził grę, nad obręczami latał Derrick Hayes, Włodzimierz Szaranowicz komentował zwycięski mecz z Anwilem w TVP 1. Lata 90. to był świetny okres kieleckiej koszykówki.

Derrick Hayes i Stanisław Dudzik na turnieju w Dubaju (fot. archiwum prywatne Stanisława Dudzika)

Szukasz butów retro – sprawdź kolekcję w Sklepie Koszykarza >>

Koszykówka w Kielcach znów musi się odradzać. Od kilkunastu lat w mieście działa szkolący dzieci i młodzież Młodzieżowy Klub Koszykówki, a w II lidze grają nawet dwa zespoły – AZS UJK Kielce oraz AZS Politechnika Świętokrzyska-Galeria Echo Kielce. Ten drugi zespół prowadzi trener Stanisław Dudzik. Człowiek, który doskonale pamięta czasy, gdy Kielce naprawdę żyły koszykówką.

Do siedmiu razy sztuka!

W latach 70. Tęcza Kielce przez sześć sezonów grała w II lidze, ale potem w mieście nie było żadnej ligowej drużyny. Kielecki Klub Koszykówki powstał dopiero w 1991 roku na bazie uczniów szkoły podstawowej nr 27. Dzięki NBA w telewizji publicznej koszykówka była modna także w Kielcach, drużyna czyniła stałe postępy i w 1995 roku, po reorganizacji rozgrywek i turnieju barażowym w Kościanie, Mitex – pod taką nazwą występował zespół – znalazł się w II lidze.

Drużyna Dudzika z miejsca stała się czołowym zespołem na tym poziomie – już w pierwszym sezonie miała szansę awansu do ekstraklasy, po jej poszerzeniu grała w turnieju barażowym o dodatkowe miejsce. W kolejnych rozgrywkach 1996/97 miała aż trzy szanse na awans do ekstraklasy, ale za każdym razem przegrywała. Najpierw 1-2 w finale II ligi z Unią Tarnów, potem 0-2 w barażu z 10,5 Poznań, a w końcu, gdy znów zdecydowano o powiększeniu ekstraklasy, 1-2 w kolejnym barażu z PKK Szczecin.

W następnym sezonie znów się nie udało – tym razem w finale play-off lepszy był AZS Lublin (2-0), a w barażu Zastal Zielona Góra (2-0). Dopiero czwarty rok gry w gronie drugoligowców i siódme podejście do I ligi zakończyło się powodzeniem.

Przed tamtym sezonem 1998/1999 drużyna zmieniła nazwę na Cersanit Nomi Kielce. Wszystko za sprawą Michała Sołowowa, który wspomagał drużynę od początku jej istnienia. – Z każdym rokiem zawodnicy grali coraz lepiej, potrzebowali też więcej pieniędzy, a tego akurat im nie żałowałem. Wiadomo, że aby wejść do pierwszej ligi, należy mieć dobrych koszykarzy, co pociąga za sobą koszty. Dlatego też postanowiłem jeszcze bardziej zainwestować w klub – mówił Sołowow w rozmowie z „Basketem”.

Trener Dudzik opowiadał natomiast o gruntownej przebudowie zespołu. – W porównaniu z ubiegłym sezonem opuściło nas 10 zawodników. Ci, którzy przyszli, będą pomocni. Robert Szczerbala to bardzo dobry rozgrywający z pierwszoligowym stażem, który potrafi prowadzić grę. Michaił Diedow jest z kolei bardzo sprawny, dobrze rzucający i uniwersalny. Marcin Kuzian kiedyś już posmakował ekstraklasy i umie walczyć na swojej i rywala tablicy. Chcemy zająć jak najwyższe miejsce w tabeli.

„Ekstraklasa jest już nasza!”

Do drużyny w trakcie rozgrywek dołączyli także dwaj Amerykanie – Derrick Hayes i Leon Derricks, którzy szybko stali się czołowymi graczami zespołu. A ten nie zawodził, w rundzie zasadniczej wygrał aż 25 z 30 meczów.

W play-off Cersanit najpierw w ćwierćfinale bez problemu rozprawił się z drużyną Wisły Kraków, wygrywając 2-0. W półfinale przyszło się zmierzyć z drużyną Start Galla Lublin. – Grało się nam wtedy ciężej niż później w finale. Pierwszy mecz przegraliśmy w Lublinie po takim dziwnym spotkaniu. Natomiast dwa pojedynki w Kielcach wygraliśmy dosyć pewnie – wspominał Dudzik.

W finale ze Stalą Stalowa Wola było już spokojnie – 75:60 oraz 81:72 dla Cersanitu. Decydujący o awansie mecz wzbudzał w Kielcach ogromne zainteresowanie – biletów zabrakło już w czwartek, na godzinę przed spotkaniem nie było już wolnych miejsc. Ludzie siedzieli na schodach, niektórych wpuszczano na balkony nad parkietem, łącznie przybyło około półtora tysiąca kibiców.

„Ekstraklasa jest już nasza!”, „Dziękujemy, dziękujemy!”, „Stasiu Dudzik, Stasiu!” – skandowali kibice, a kiedy zabrzmiał ostatni gwizdek, publiczność oszalała. Na parkiet posypały się papierowe szarfy, w górę pofrunęły balony, strzeliły korki od szampanów, zawodnicy podrzucali swojego trenera.

(fot. archiwum prywatne Stanisława Dudzika)

Myślę, że wszyscy, którzy tego dnia byli obecni w hali, zapamiętają ostatnią akcję meczu. Leon Derricks miał rzuty osobiste. Drugiego nie trafił, ale piłkę złapał Derrick Hayes, tak z pół metra nad obręczą, i ją dobił – przypomina Dudzik.

Przed debiutanckim sezonem 1999/2000 w Lech Basket Lidze drużyna Cersanitu została mocna wzmocniona. Przede wszystkim doszło do zmiany na stanowisku szkoleniowca – Dudzika zastąpił Jugosłowianin Stefan Tot, Polak został jego asystentem. Trzon zespołu z poprzedniego sezonu został utrzymany, a udało się pozyskać także nowych graczy: Chorwata Igora Milicicia, Serba Vlatko IIicia, Amerykanina Richmonda MvIvera Jr. oraz kadrowiczów Kordiana Korytka, Wojciecha Żurawskiego i Piotra Misia.

Anwil pokonany w TVP 1

W pierwszym spotkaniu w I lidze beniaminek z Kielc spotkał się z innym beniaminkiem, czyli Brokiem Czarnymi Słupsk. Na to spotkanie biletów zabrakło już na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Wypełniona po brzegi hala sportowa przy ul. Żytniej nie przyniosła jednak szczęścia kielczanom. „Delfiny” – przydomek pochodził od logo Cersanitu – po fatalnej grze na tablicach i widocznym braku zgrania przegrały z rywalem znad morza aż 60:82.

Ale na historyczne zwycięstwo koszykarze Cersanitu nie musieli długo czekać. W drugiej kolejce zwyciężyli na wyjeździe po dogrywce z drużyną Pogoń Ruda Śląska 69:68. „W ostatnich sekundach przy stanie 68:69 z gry rzucał Andrzej Pluta, ale zablokował go Derrick Hayes” – relacjonowała „Gazeta Wyborcza”.

Od tej wygranej „Delfiny” rozpoczęły serię siedmiu zwycięstw z rzędu, a po wygranej z Bobrami Bytom beniaminek został nawet liderem! Drużyną świetnie kierował duet Hayes – Milicić, wspomagany przez Ilicia i Korytka. Z kielczanami zaczęli liczyć się wszyscy, a hala na Żytniej pękała w szwach. Chętnych na bilety było dużo więcej niż nieco ponad 1200 miejsc na trybunach.

Szlagierowo zapowiadało się spotkanie sensacyjnego lidera ligi z Kielc z ówczesnym mistrzem Polski Zepterem Śląskiem Wrocław. W rozegranym w połowie listopada meczu 9. kolejki „Delfiny” nie podjęły jednak walki. Wrocławianie okazali się poza zasięgiem i przerwali zwycięską passę podopiecznych Tota wygrywając w Kielcach 85:64. Mimo tak niekorzystnego wyniki kieleccy kibice nie wychodzili zawiedzeni. W końcu mogli oglądać najlepszy zespół w Polsce, z takimi gwiazdami jak Adam Wójcik, Maciej Zieliński, czy Joe McNaull.

Kilka tygodni później kielczanom udało się jednak pokonać u siebie wicemistrza – Anwil Włocławek. Cersanit zwyciężył 87:85, a emocjonujący do ostatnich sekund mecz transmitowała TVP 1 z komentarzem Włodzimierza Szaranowicza. Na 10 sekund przed końcem na 85:85 wyrównał Edgars Sneps, ale w ostatniej akcji kielczan zwycięskie punkty zdobył debiutujący przed własną publicznością Deon Watson. Rzut Igora Griszczuka z połowy był niecelny.

Wygrana z mistrzem Euroligi!

(fot. archiwum prywatne Stanisława Dudzika)

Po I rundzie zasadniczej kielczanie plasowali się w czołówce, a kibice już snuli plany dotyczące drugiej części sezonu. Jednak w przerwie świątecznej podopieczni Tota wybrali się na bardzo silnie obsadzony XI Turniej Wielkiego Ramadanu w Dubaju.

„Wyborcza” pisała o tym turnieju tak: „Zespół, który w ubiegłym sezonie grał jeszcze w drugiej lidze, a teraz jest rewelacyjnym beniaminkiem Lech Basket Ligi, w eliminacjach imprezy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich poniósł tylko jedną porażkę. Odniósł natomiast aż pięć zwycięstw, wygrywając z czołowymi drużynami Europy i pokonując reprezentacje narodowe”.

Ogromnym sukcesem kielczan było zwycięstwo w pojedynku z ówczesnym mistrzem Euroligi, litewskim Żalgirisem Kowno. Obie ekipy spotkały się także w finale imprezy, ale w nim „Delfiny” musiały uznać wyższość litewskiej drużyny, która wygrała 53:27. Drużyna Stefana Tota swoją postawą w Dubaju potwierdziła, że mimo iż nie ma w swoim składzie gwiazd, na parkiecie tworzy świetnie rozumiejący się i zgrany kolektyw, a wysoka lokata w pierwszej lidze nie jest przypadkowa.

Niestety, egzotyczny wyjazd spowodował problemy koszykarzy Cersanitu właśnie w lidze. Przez wylot na turniej do Dubaju „Delfiny” nie rozegrały dwóch spotkań: z Hoopem Pekaes Pruszków i Brokiem Czarnymi Słupsk. Mecze miały być przeniesione na inny termin, ale o ile drużyna z Pruszkowa się na to zgodziła, tak ta ze Słupska już nie.

Doszło do ostrego sporu na linii Słupsk – Polska Liga Koszykówki – Kielce. Krzysztof Łaszkiewicz w monografii „Polska koszykówka męska 1928-2004” pisze o zaistniałej sytuacji następująco: „Winą, za brak porozumienia w kwestii ustalenia terminu przełożonego w związku z eskapadą Kielczan do Dubaju meczu w Słupsku, możnowładcy zespołu z Kielc obwiniali rządzących PLK i działaczy ze Słupska. Ci zaś, bardziej byli zainteresowani walkowerem i kwotą 200 tys. złotych zadośćuczynienia w związku z brakiem dochodów z planowanego meczu, niż porozumieniem z rywalem” . Ostatecznie walkower został przyznany Czarnym.

O krok od sensacji

Ta sytuacja i punkty stracone bez gry na pewno miały pewien wpływ na postawę drużyny Cersanitu w drugiej części sezonu zasadniczego. Drużyna grała w kratką mecze lepsze przeplatała z tymi słabszymi. Dodatkowo kontuzji doznał lider drużyny Igor Milicić, którego zastępował sprowadzony z Unii Tarnów Vojkan Bencić.

Kielczanie przegrywali pojedynki z teoretycznie słabszymi od siebie rywalami i zajęli przed play-off siódme miejsce w lidze – słabe, jak na początek sezonu, ale bardzo dobre, jak na beniaminka. W ćwierćfinale rywalizacji o mistrzostwo Polski przyszło się im zmierzyć z drugim po sezonie zasadniczym Hoopem Pekaes Pruszków.

Przed tą serią niewielu ekspertów spodziewało się tak zaciętej rywalizacji – do wyłonienia zwycięzcy rywalizacji między Kielcami, a Pruszkowem potrzeba było aż pięciu meczów. W pierwszych dwóch spotkaniach w Pruszkowie gładko zwyciężyli gospodarze 80:63 i 77:64, ale w Kielcach to „Delfiny” odniosły dwa zwycięstwa: 83:61 oraz 81:78 i sensacyjnie wyrównały stan rywalizacji na 2-2.

Decydujący mecz o awansie do półfinałów rozegrano w Pruszkowie. Podopieczni Stefana Tota przegrali to spotkanie już bardzo wyraźnie, 75:90. „Wyborcza” pisała o nim tak: „Patrząc na niedzielny mecz, trudno było uwierzyć, że pruszkowianie mogli przegrać w Kielcach dwa razy. Po serii rzutów Hayesa goście prowadzili 13:7. Kolejne 9 minut przegrali jednak 4:21 i do końca nie potrafili poważniej zagrozić gospodarzom”.

Gdzie byłyby „Delfiny”?

Kielczanom pozostała walka o miejsca 5-8 i europejskie puchary. Cersanit przegrał jednak z Pogonią Ruda Śląska 68:76 i 85:91 – „Delfinom” pozostał bój o siódme miejsce. W dwumeczu udało się im pokonać Czarnych i niejako zrewanżować się za wcześniejsze porażki na boisku i przy „zielonym stoliku”. Pierwszy mecz zakończył się zwycięstwem kielczan 74:62, w drugim musieli uznać wyższość rywala 56:59. Jednak zaliczka z pierwszego meczu wystarczyła do wywalczenia siódmego miejsca .

Z perspektywy czasu Stanisław Dudzik ocenia ten wynik jako małe rozczarowanie: – Wydaje mi się, że zawodnicy zdawali sobie sprawę, że było ich stać na więcej. Przed sezonem nikt nie znał wartości pozostałych zespołów. W trakcie sezonu i już po nim wiedzieliśmy, że zaprzepaściliśmy szansę przynajmniej na grę w pucharach. To było naprawdę do zrobienia…

Niestety, pierwszy sezon Cersanitu w ekstraklasie, był zarazem jego ostatnim. Główny sponsor Michał Sołowow wycofał się ze wspierania kieleckiego sportu, a władzom klubu oraz miasta nie udało się znaleźć nowego sponsora strategicznego dla drużyny. Zespół nie przystąpił do rozgrywek, a czołowi zawodnicy drużyny odeszli grać w innych klubach.

Drugi z ówczesnych beniaminków, Czarni Słupsk, w ekstraklasie gra nieprzerwanie do dziś, sięgał nawet po brązowe medale. Kto wie, gdzie byłyby dzisiaj kieleckie „Delfiny”, gdyby w 2000 roku klub zdołał pozostać w ekstraklasie…

Koniec Cersanitu nie oznaczał jednak całkowitego końca koszykówki w Kielcach. Na bazie zawodników z Kielc stworzono trzecioligowy Lafarge Nida Gips, który szybko wywalczył awans do II ligi. Po zakończeniu sezonu 2003/2004 drużyna zmieniła nazwę na UMKS Kielce.

W sezonie 2011/2012 drużynie udało się awansować do I ligi. Po roku został ponownie zdegradowany do II ligi, ale tam po raz kolejny był blisko awansu. Jednak pomimo zaproszenia do gry szczebel wyżej, w 2014 roku UMKS Kielce nie został zgłoszony do żadnych rozgrywek z powodów finansowych.

Teraz kosz w Kielcach znów się odradza. I znów m.in. za sprawą Stanisława Dudzika.

Maciej Wadowski, Michał Filarski

Szukasz butów retro – sprawdź kolekcję w Sklepie Koszykarza >>

Trener Stanisław Dudzik z ekipą, która wywalczyła awans do ekstraklasy (fot. archiwum prywatne Stanisława Dudzika)

NBA

Pięknie jest znów przeżywać wielkie koszykarskie emocje w wypełnionych po brzegi halach. W pojedynku Euroligi Zenit okazał się lepszy od Żalgirisu, ale zwycięzcami okazali się wszyscy uczestnicy imprezy organizowanej przez PolskiKosz.pl. Kowno nie zawodzi!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Był jednym z najlepszych polskich zawodników w tym okienku reprezentacji, pod koszem zachodnich zrobił wiele dobrego. Olek Balcerowski ze swoich występów przeciwko Izraelowi i Niemcom może być zadowolony, a kibice pytają – czemu kadra nie polegała na nim bardziej?
29 / 11 / 2021 12:07
Ważne zwycięstwo zaliczyli we wtorek zawodnicy GKS-u Tychy, którzy na własnym parkiecie wygrali 88:77 z drugą drużyną TBS Śląsk Wrocław. To już ósma wygrana z rzędu tyskiego zespołu, który z bilansem 11-1 jest liderem tabeli 1. ligi.
1 / 12 / 2021 13:09
Ostatnia kolejka Euroligi była jedenastą w trwającym sezonie – oznacza to, że za nami blisko jedna trzecia rundy zasadniczej, można więc powoli pokusić się o pierwsze typowania. Na wyraźnych liderów wyrastają Real Madryt i FC Barcelona, ale za ich plecami tworzy się mała grupa pościgowa. Zawodzą jak na razie obrońcy tytułu – Anadolu Efes Stambuł oraz zawsze groźne i mierzące wysoko CSKA Moskwa.