PRAISE THE WEAR

King odzyskał moc wygrywania u siebie! Udany powrót “Kiko” do Szczecina

King odzyskał moc wygrywania u siebie! Udany powrót “Kiko” do Szczecina

Pełna kontrola meczu, choć brak wyraźnej przewagi Kinga w meczu z Zastalem. Świetny Avery Woodson zaprowadził mistrzów Polski po szóste ligowe zwycięstwo z rzędu, właśnie pokonali zielonogórzan 95:84. Świetny powrót do Szczecina Pawła Kikowskiego!

fot. Krzysztof Cichomski/King Szczecin

Mistrzowie Polski, będący na fali, gościli walczący o utrzymanie Zastal bez niedawno zakontraktowanego A.J. Englisha z powodu narodzin dziecka. Teoretycznie King powinien to wykorzystać i przedłużyć serię pięciu zwycięstw z rzędu, zaś dla ich rywali każdy kolejny mecz jest na wagę złota w kontekście utrzymania. Dzięki wygranej szczecinianie mogliby umocnić swoją pozycję w TOP 4, z kolei zielonogórzanie mieli okazję odskoczyć na dwa mecze – w praktyce trzy – od ostatniego w tabeli Sokoła Łańcut. Obie drużyny grały o coś, każda miała jasno wyznaczony cel! 

Gospodarze od samego początku kontrolowali tempo meczu, choć w dość powolnym tempie się rozkręcali. Być może wczesna pora rozgrywania spotkania wpłynęła na ospałe poczynania obu zespołów. Koszykarze Zastalu nie odstawali od mistrzów Polski, świetne wejście z ławki dał Paweł Kikowski, który w ekspresowym tempie załadował dwie “trójki” w hali, którą zna od podszewki. To dzięki niemu trzymali krótki dystans do Kinga, który mógł liczyć na świetnie dysponowanego Avery’ego Woodsona – w samej pierwszej kwarcie zaaplikował 11 z 17 punktów drużyny – w całym meczu dwa razy więcej (22), najwięcej na parkietach Orlen Basket Ligi.

Sporym utrudnieniem w dzisiejszym spotkaniu był brak czasu na rozegranie akcji na zegarze nad koszem, z powodu awarii był on postawiony obok kosza. Szczecinianie w drugiej kwarcie złapali nieco większy wiatr w żagle, zaczęli trafiać zza łuku i dominować w strefie podkoszowej. Dzięki świetnemu początkowi tej odsłony meczu zakończonym serią 14:4 odskoczyli rywalom na 12 “oczek”, lecz goście odpowiedzieli siedmioma punktami z rzędu. Obie drużyny grały falami, mało było w ich poczynaniach jakiejkolwiek stabilności. 

Tuż przed zejściem do szatni zielonogórzanie zgubili rytm, co ekipa Arkadiusza Miłoszewskiego dobrze wykorzystała. Znów zbudowali zaliczkę, choć cały czas nie potrafili na dobre uciec od Zastalu. Dużo więcej ofensywy urozmaiciło nieco spotkanie, w którym wszystko jeszcze było otwarte. Goście podeszli do tego spotkania heroicznie i z wiarą sprawienia kolejnej sensacji w tej kolejce, będąc wspierani przez sporą rzeszę zielonogórskich kibiców. 

Po zmianie stron w dalszym ciągu co goście odrobili, to King odzyskał ponownie. Gra punkt za punkt dawała więcej korzyści drużynie prowadzącej, która w każdej chwili mogła wrzucić wyższy bieg i zacząć budować zaliczkę. Tak też się stało, chwila nieuwagi w obronie rywali starczyła, by tego dokonać – prowadzili w pewnym momencie różnicą 15 “oczek” (61:46). Dyktowali warunki spotkania, lecz “Zastalowcy” próbowali kąsać rywali rzutami z dystansu. To im się udawało, głównie za sprawą duetu polskich strzelców Kikowski & Woroniecki. Pomimo nieznacznego powiększenia przewagi przez Kinga cały czas nie odstawali i walczyli, odrabiając w międzyczasie kilka punktów.

Bez A.J. Englisha drużyna z Zielonej Góry grała znacznie szybciej, żywiołowo i na krok nie ustępowali rywalom. Przed decydującymi 10 minutami tracili 10 “oczek”, szczecinianie nie byli dziś w stanie poważnie zagrozić Zastalowi. Co zbudowali w początkowej fazie spotkania to utrzymywali, bez stworzenia większego zagrożenia i zbudowania solidnej przewagi. Zdecydowanie zaczęli czwartą kwartę, w której po cichu pewnie zaczęli przechylać szalę zwycięstwa na swoją stronę. Z drugiej strony rękę na pulsie utrzymywał “Kiko”, dla którego powrót na “stare śmieci” był szczególny. Rozegrał najlepszy mecz w sezonie, zdobywając 26 punktów, w tym 7/11 za “trzy”. 

King mimo przejmowania meczu cały czas nie mógł być pewny końcowego sukcesu. Spore problemy stwarzał im Paweł Kikowski, który w najmniej oczekiwanym momencie zaskakiwał ich celną “trójką”. Tyle że koszykówka to sport zespołowy, a w najważniejszych momentach mógł liczyć jedynie na siebie. Kolektyw ze Szczecina, z Andym Mazurczakiem jako generałem, finalnie pokazał swoją wyższość, dwoma “trójkami” z rzędu Zac Cuthbertson w końcówce zamknął mecz. Goście podjęli próby gonitwy, tyle że za późno. Zza łuku trafiali jeszcze Paweł Kikowski oraz Novak Musić, ale jedynie zmniejszyli rozmiary porażki.

Finalnie King dokonał formalności i w problemach umocnił swoją pozycję w czołowych lokatach Orlen Basket Ligi, będąc dopiero trzecią drużyną w lidze z 15 wygranymi w sezonie. Szósta wygrana z rzędu, trzecia we własnej hali, co na początku rozgrywek było wręcz niespotykane. Świetny występ Avery’ego Woodsona, który zaliczył swój osobisty rekord sezonu w Polsce (22 punkty, ⅝ za 3), 15 punktów Morrisa Udeze, jeden mniej autorstwa Zaca Cuthbertsona. Bliski double-double był Andy Mazurczak, autor 9 punktów i 10 asyst. 

Zastal musi szukać swoich szans gdzie indziej, przegrał czwarty mecz z rzędu i cały czas ma mecz przewagi – w praktyce dwa – nad Sokołem Łańcut, który tego samego dnia podejmować będzie Stal Ostrów Wielkopolski. Fantastyczny mecz Pawła Kikowskiego nie starczył (26 punktów, 7/11 za 3), po 13 punktów dołożyli… Polacy – Marcin Woroniecki oraz Michał Kołodziej. Dzisiaj słabo dysponowani obcokrajowcy w Zastalu, polscy zawodnicy zdobyli 62 z 84 punktów drużyny. Czterech z pięciu najlepszych strzelców zespołu to właśnie oni. Dosyć wymowna statystyka…

George Clooney

Błażej Pańczyk

obserwuj na twitterze

Autor wpisu:

George Clooney

Błażej Pańczyk

obserwuj na twitterze

POLECANE

tagi

Aktualności

Los Angeles Lakers pokonali na wyjeździe New Orleans Pelicans 110:106. Tym sposobem “Jeziorowcy” zapewnili sobie awans do play-offów, a w pierwszej rundzie zmierzą się z Denver Nuggets. Z kolei Pelicans zagrają o ósme miejsce na zachodzie z Sacramento Kings, którzy rozbili Golden State Warriors aż 118:94. Dla “Wojowników” porażka oznacza koniec sezonu.
17 / 04 / 2024 6:38
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami