PRAISE THE WEAR

King Szczecin bezbłędny we własnej hali! Obejmuje prowadzenie w derbowej serii

King Szczecin bezbłędny we własnej hali! Obejmuje prowadzenie w derbowej serii

King Szczecin znów zaczyna serię od wygranej, w derbowej rywalizacji ze Spójnią prowadzi 1:0 po wygranej we własnej hali 104:86. Matt Mobley z meczu na mecz jest coraz lepszy!

fot. Marcin Mierzejewski

Pierwszy mecz półfinałowy Kinga ze Spójnią, pierwsza derbowa seria podczas fazy play-off od sezonu 2018/19. Stargardzianie, których niemal nikt nie spodziewał się w 1/2, teraz będą chcieli sprawić drugą sensację w tym roku. Z pewnością nie należy ich skreślać, pokazali w rywalizacji z Anwilem, że nawet po dwóch porażkach są w stanie się podnieść i wygrać kolejne trzy spotkania. Co więcej, w tym sezonie w Szczecinie pierwszy raz w historii triumfowali. Poza tym, że obie drużyny właśnie zaczęły walkę o finał, dodatkowo mieli szansę stworzyć piękne koszykarskie, derbowe święto. Kibice na trybunach także!

Kluby Kibica obu zespołów przed rozpoczęciem spotkania rozpoczęły dopingować swoich ulubieńców, rozpalając Netto Arenę przed pierwszym gwizdkiem. Zdecydowanie bardziej motywująco zadziałało to na gospodarzy, którzy od samego początku agresywnie atakowali kosz i trafiali z dystansu. 14 punktów zdobyte w zaledwie 3,5 minuty, trener Sebastian Machowski przerwał ten serial punktowy przerwą na żądanie.

Od tego czasu jego drużyna zaczęła dominować. Przez ich szyki obronne nie dało się już tak łatwo przejść, a w ofensywie przy niemal każdym posiadaniu znajdowali wolnego gracza, który z łatwością umieszczał piłkę w koszu. Kompletnie zapomnieli o gorszym wejściu w mecz, w kolejnych minutach wrócili do gry. Tylko znów mistrzowie Polski bezbłędnie rozpoczęli kwartę, zdobywając 9 “oczek” z rzędu, a w kolejnych fragmentach nie do zatrzymania był Matt Mobley. Amerykanin po jeszcze nieprzekonującej do siebie serii z Legią, w której jednak małymi kroczkami rósł, dziś był ważnym ogniwem w ataku Arkadiusza Miłoszewskiego.

Tym razem timeout szkoleniowca Spójni na nic się zdał, rozpędzona szczecińska maszyna wykorzystywała wszelakie błędy defensywy Spójni, a przewaga jedynie rosła – w pewnym momencie nawet 16 punktów (49:33). “Trójki” Bena Simonsa oraz Karola Gruszeckiego przed przerwą zbyt wiele nie zdziałały, bo z drugiej strony nie mieli żadnej odpowiedzi na ataki Mobley’a. Ekipa Sebastiana Machowskiego znana z żelaznej defensywy dziś straciła swoje DNA, przez pierwsze 20 minut dała sobie rzucić aż 56 punktów. To główny powód tak sporej straty 17 “oczek” przed drugą połową.

Andy Mazurczak rozpoczął drugą połowę od celnej “trójki”, powiększył przewagę do 20 punktów i wydawać by się mogło, że drużyna ze Szczecina będzie kontrolowała wynik do końcowej syreny. Nic bardziej mylnego! Stargardzianie bardzo dobrze trafiali zza łuku, lecz wciąż mieli problemy z defensywą. A bez niej już raczej nie mieli czego szukać w dzisiejszym starciu. Atak funkcjonował należycie, nawet Wesley Gordon pod obręczą brylował!

Tylko dalej, wciąż bez dobrej obrony, także bez przełomu w trzeciej odsłonie. Odrobili trzy “oczka”, tracąc aż czternaście przed decydującymi 10 minutami (80:66). Tony Meier zakończył kwartę rzutem z dystansu, chociaż trener Sebastian Machowski krzyczał z ławki: mamy dwa faule do wykorzystania! Pomimo zrywów, Spójnia z każdą minutą była dalsza od wygranej. To za mało, by odrobić straty w starciu z mistrzami Polski. 6 minut przed końcem spotkania zza łuku przymierzył Zac Cuthbertson, chwilę później gwóźdź do trumny efektowną dobitką wbił Michale Kyser. Dziś nieco mniej widoczny niż w serii z Legią, za to naprawdę kluczowy zawodnik Kinga w walce podkoszowej.

Gdy losy meczu był już znane, worek z punktami otworzył nam się na dobre. Obecni miejscowe kibice liczyli już wyłącznie na przekroczenie bariery 100 punktów, to po asyście Morrisa Udeze zapewnił nie kto inny jak Matt Mobley – dziś autor 19 punktów (8/14 z gry, 3/7 za 3). Najlepszym strzelcem szczecinian, jak i całego spotkania, był Zac Cuthbertson (20 punktów, 6/10 z gry i 3/6 za 3). Oczywiście, nie sposób nie wspomnieć o Andrzeju Mazurczaku, który zanotował 18 punktów (8/11 z gry) i “tylko” 3 asysty. Coraz więcej rozgrywający powołany do szerokiego składu reprezentacji Polski bierze gry na siebie w kontekście oddawania rzutów. To także przynosi upragnione sukcesy Kingowi. To oni byli głównymi postaciami pierwszej wygranej w półfinale.

Dla Spójni najwięcej punktów zdobył lider Devon Daniels (19 punktów, 7/13 z gry), 14 “oczek” dorzucił Wesley Gordon. Pomimo porażki wciąż są w grze w serii do trzech zwycięstw, we Włocławku pierwsze spotkanie także przegrali wysoko, różnicą 19 punktów, dziś osiemnastu. Za dwa dni, w poniedziałek o tej samej porze (tj. 20:00) kolejny mecz tej serii!

George Clooney

Błażej Pańczyk

obserwuj na twitterze

Autor wpisu:

George Clooney

Błażej Pańczyk

obserwuj na twitterze

POLECANE

tagi

Aktualności

16 lat i… koniec. Tyle musieli czekać kibice z Bostonu na kolejne mistrzostwo swojej ukochanej drużyny. Dokładnie w tym dniu w 2008 roku Celtics zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo. Przyznać trzeba jednak, że tym razem zrobili to w wielkim stylu, ponosząc w tych Playoffs tylko trzy porażki. Finał z Dallas, który miał być bardzo zacięty, skończył się tak zwanym „gentleman sweep”, czyli 4:1.
18 / 06 / 2024 12:31
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami