Koncert i horror Stelmetu – co za deszcz trójek!

Share on facebook
Share on twitter

Aż 14 trafionych rzutów z dystansu i bardzo gra w obronie dały Stelmetowi wygraną 85:82 z francuskim Nanterre 92. W międzyczasie mistrzowie Polski zapewnili kibicom dodatkowe emocje, tracąc 22 punkty przewagi.

Przemysław Zamojski / fot. BCL

W takich butach trafia Stephen Curry – możesz i Ty! >>

Wszyscy widzimy idącą w górę formę Stelmetu pod okiem Andreja Urlepa, ale aż takiego koncertu skuteczności w ataku, jak w 1. połowie meczu, nie spodziewał się nikt. Gospodarze trafili doskonałe 8 z 11 rzutów za 3 punkty, zaczęli nawet od 8-9 z dystansu. Bronili też znacznie lepiej, neutralizując najgroźniejszych strzelców Nanterre (Schulera i Invernizziego), dzięki czemu do przerwy było aż 43:31 dla zielonogórzan.

Szczególnie dobrze (była wtedy nawet seria 11:0) mistrzowie Polski wypadali grając zestawem zmienników z Edo Muriciem, Thomasem Kelatim i Adamem Hrycaniukiem. Błyskotliwa asysta „Tomka” do „Bestii”, obok kanonady z dystansu, była przebojem pierwszej połowy.

I tak można było mówić o pewnym niedosycie. „Tylko” 11 oczek przewagi było efektem aż 6 strat popełnionych w 2. kwarcie przez Stelmet, nieco za bardzo rozluźniony szybkim objęciem kilkunastopunktowego prowadzenia.

Było dobrze? To po przerwie Stelmet zagrał jeszcze lepiej. Rywale i kibice patrzyli z niedowierzaniem, a kolejne trójki (jeszcze 4…) wpadały. Po tym, gdy Przemysław Zamojski trafił nawet rzut z 9 metrów o tablicę, a rozluźniony Vladimir Dragicević baletowym krokiem ośmieszył obronę było już 23 punkty przewagi (61:38) dla polskiej drużyny!

Ale i tak doszło do horroru.

Francuzi w połowie ostatniej części, po akcjach Jamara Wilsona, zbliżyli się nawet na 3 punkty – Stelmet po czwartym i piątym przewinieniu Łukasza Koszarka zaczął grać chaotycznie, a trójki, jak to one, w pewnym momencie przestały wpadać.

Na niecałe 2 minuty przed końcem było już tylko 2 oczka różnicy, ale i w ataku, i obronie, dobre akcje zagrał Dragicević (17 pkt.), a z rozgrywaniem w roli zastępczej jedynki świetnie poradził sobie Kelati. Celna trójka Muricia (4/6 w meczu) dała 7 punktów przewagi i przypieczętowała zwycięstwo gospodarzy.

E tam przypieczętowała… Zielonogórzanie raz jeszcze się pogubili, raz jeszcze roztrwonili przewagę. Na szczęście rzut Heiko Schaffartzika na dogrywkę z własnej połowy był niecelny.

Dzięki czwartej wygranej z rzędu Stelmet jest coraz bliżej osiągnięcia upragnionego awansu z grupy do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Gwarancję sukcesu da zwycięstwo w ostatnim meczu – we wtorek, 6 lutego w czeskim Nymburku. Przy takiej formie zielonogórzan na przyszły tydzień można czekać z optymizmem.

Pełne statystyki z meczu TUTAJ >>

W takich butach trafia Stephen Curry – możesz i Ty! >>




POLECANE