Koszykówka i piłka nożna – podwójne mistrzostwo magistra Jańczyka

Share on facebook
Share on twitter

Taka kariera dziś jest nie do powtórzenia – Wiesław Jańczyk w barwach ŁKS Łódź zdobył mistrzostwo Polski w koszykówce (1953) i piłce nożnej (1958), grał w reprezentacji kraju.

ŁKS Łódź, mistrz Polski z 1953 roku. Wiesław Jańczyk – czwarty od lewej (w okularach)

Szukasz butów retro – sprawdź w Sklepie Koszykarza >>

Nieco bliższa była mi piłka, ale koszykówkę też kochałem – wspomina 86-letni dziś były sportowiec swoją ciekawą karierę.

Sport był dla mnie wszystkim. Mieszkałem w Łodzi, przy dzisiejszej Manufakturze. Kiedyś była tam fabryka Poznańskiego, w której pracowała moja matka. Z okolicznych bloków familijnych było blisko na przyfabryczne boisko, na którym stały kosze. Chodziliśmy tam z chłopakami pograć albo w kosza, albo w piłkę nożną – opowiada.

28 punktów w decydującym meczu

Szybciej dostrzeżono go w koszykówce. Z małego A-klasowego KS Bawełna Jańczyk trafił do występującego w pierwszej lidze Włókniarza. Tak w stalinowskiej dobie ujednolicania nazw zespołów i zrzeszeń nazywano wówczas Łódzki Klub Sportowy. Zaczęła się jego kariera na najwyższych szczeblach rozgrywek.

Miałem 175 cm wzrostu, grałem na pozycji skrzydłowego. Wtedy w koszykówce nie było wielkoludów. Zawodnik powyżej 180 cm był uważany za wysokiego.

W koszykarskiej sekcji Włókniarza, który po październikowych przemianach w 1956 roku znów nazywał się oficjalnie ŁKS, występował w latach 1951-58. Z nią świętował w 1953 roku swój pierwszy mistrzowski tytuł. Był czołowym strzelcem zespołu i bohaterem decydującego meczu z CWKS (potem Legia) Warszawa.

O podziale medali rozstrzygał turniej z udziałem czterech czołowych drużyn ligi, rozegrany w dniach 23-25 stycznia w hali wystawowej nr 2 Targów Poznańskich. Włókniarz pokonał najpierw Spójnię Gdańsk 58:55, potem miejscową Stal 43:40, chociaż na dwie minuty przed końcem przegrywał 39:40, a nie obowiązywał wówczas limit czasu na rozegranie akcji.

Pamiętam, że przed finałowym meczem w Poznaniu z emocji prawie nie spaliśmy. Sytuacja była taka, że gdybyśmy przegrali z Legią, nie bylibyśmy nawet wicemistrzami. Zajęlibyśmy trzecie miejsce. Leżeliśmy w łóżkach do późnej nocy i rozważaliśmy różne warianty.

Nazajutrz ŁKS przypieczętował sukces pewną wygraną z CWKS 56:45. Jańczyk był w tym spotkaniu klasą dla siebie. Zdobył aż 28 punktów, połowę uzyskanych przez zespół. W całym turnieju był też jego najlepszym strzelcem – łącznie 47 pkt.

Wówczas nie było jeszcze rzutów trzypunktowych, teraz łatwiej jest dojść w meczu do 28. Byłem praworęczny, miałem niezły rzut. Przeciętnie uzyskiwałem w lidze ponad 10 punktów, to nie było źle w sytuacji, gdy drużyny zdobywały z reguły 50-60. Po finałowym turnieju w Poznaniu byłem nawet przez pewien okres w kadrze narodowej koszykarzy.

Wiesław Jańczyk w akcji

Łódź pełna koszykówki

Mistrzowską drużynę ŁKS prowadził urodzony w Kownie trener Andrzej Kulesza. Zespół był spadkobiercą zlikwidowanej kilka lat wcześniej YMCA. Grali w nim wówczas także m.in. Józef  „Ziuna” Żyliński, później znakomity szkoleniowiec, Stanisław Michalski, potem aktor teatralny i filmowy czy reprezentant kraju Wiesław Maciejewski, który jednak w finałowym turnieju nie wystąpił, gdyż otrzymał akurat powołanie do służby wojskowej, w czym upatrywano celowe osłabienie ekipy rywali przez resort obrony, liczący na sukces CWKS.

W spotkaniu z Legią niespodziewanie zaczęliśmy prowadzić od początku. Publiczność była za nami, mimo że nie byliśmy ich drużyną i że miejscowa Stal poprzedniego dnia została przez nas pokonana w samej końcówce. Mecz o złoto wygraliśmy wówczas wyraźnie – przypomina Jańczyk, który jako jeden z pierwszych koszykarzy w kraju rzucał jednorącz z wyskoku.

Moim atutem był rzut z półdystansu, z wyskoku szczególnie. To było wówczas novum. Kozłowałem piłkę i nagle zamiast biec dalej, szedłem do góry i rzucałem. To mi dawało sporą przewagę, bo kryjący mnie rywal nie był w stanie zrobić tego samego ruchu, zablokować mnie. Pobiegł krok dalej, a ja już byłem w górze.

W okresie powojennym koszykówka w Łodzi była bardzo popularna. Przed ŁKS mistrzostwo Polski zdobywały w 1948 roku prowadzona przez Kuleszę YMCA (z Żylińskim, przedwojennym reprezentantem Polski Jerzym Dowgirdem czy znanymi potem trenerami Tadeuszem Ulatowskim i Władysławem Maleszewskim) oraz w 1950 i 1952 roku Spójnia (z grającym trenerem Dowgirdem i Bohdanem Przywarskim).

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale był sezon, gdy na najwyższym szczeblu grały aż trzy łódzkie drużyny – w rozgrywkach 1953/54  w lidze występowały ŁKS, Sparta (Ogniwo) oraz Spójnia.

Z Brychczym na Camp Nou

Sezon koszykarski kończył się najpóźniej w marcu i zaczynał się piłkarski. Uzdolniony sportowo Jańczyk zawsze mógł przyjść na trening futbolistów, potrenować, zagrać w rezerwie, latem jeździł z piłkarzami na obozy.

Bywało, że jesienią w południe grałem w piłkę nożną, a o 19 szedłem jeszcze rozegrać mecz koszykówki. Kilkanaście minut pobiegałem, kilka punktów dorzuciłem. Nigdy nie spadłem z boiska za faule. Miałem – w piłce nożnej też to było ważne – zdolność antycypacji. Czytałem intencje przeciwnika, więc przechwytywałem podania rywali i biegłem do kontry. Pamiętam, że zabierałem piłkę reprezentantom Polski. Byłem też bardzo szybki na krótkim dystansie, miałem błyskawiczny start do piłki. I w koszykówce, i w piłce nożnej była to doskonała broń.

Nie zostawiając koszykówki, Jańczyk z czasem coraz bardziej skłaniał się ku futbolowi. Zwłaszcza że tu też przyszły sukcesy.

Zespół ŁKS z nim w składzie awansował w 1953 roku do najwyższej klasy rozgrywkowej – pierwszej ligi. Rok później wywalczył wicemistrzostwo kraju, a w wygranym przez beniaminka meczu z Ruchem Chorzów (5:1) Jańczyk nie dał pograć słynnemu Gerardowi Cieślikowi. W 1957 ŁKS zdobył Puchar Polski i zajął trzecie miejsce w lidze, a w 1958 sięgnął po pierwszy w historii klubu tytuł mistrzowski. W drużynie prowadzonej przez Władysława Króla występowali m.in. przedwojenny reprezentant Stanisław Baran, Henryk Szczepański, Leszek Jezierski czy Władysław Soporek, król strzelców tamtych rozgrywek.

ŁKS Łódź – mistrz Polski z 1958 roku. Wiesław Jańczyk – trzeci z prawej w górnym rzędzie

29 września 1957 roku Jańczyk wystąpił w piłkarskiej reprezentacji Polski w wyjazdowym spotkaniu z Bułgarią, które biało-czerwoni zremisowali 1:1, a bramkę zdobył Lucjan Brychczy. Podróż do Sofii była częścią o wiele atrakcyjniejszej wyprawy. „Po drodze” drużyna poleciała przez Amsterdam i Paryż do Barcelony, gdzie 24 września rozegrała mecz na otwarcie słynnego stadionu Camp Nou. Polacy wystąpili pod szyldem reprezentacji Warszawy. W ogromnym upale przegrali z FC Barcelona 2:4 (2:1).

Grający trener Polonii Melbourne

Mistrzowski tytuł z piłkarzami ŁKS Jańczyk, absolwent gimnazjum i liceum handlu zagranicznego w Łodzi, zdobył już jako magister ekonomii. Grając w koszykówkę i piłkę nożną znajdował jeszcze czas na dzienne studia w tamtejszej Wyższej Szkole Ekonomicznej. Pracę obronił w 1957 roku.

Pamiętam, jak po zdobyciu mistrzostwa w Poznaniu wsiedliśmy zaraz w pociąg i wrócili do Łodzi. Ja z miejsca poszedłem na uczelnię. Koledzy-studenci i asystenci patrzyli na mnie zaskoczeni. Wcześniej jakoś nikt się specjalnie mną nie interesował, ale wówczas dziwili się: „Jak to – macie mistrzostwo Polski, a ty nie świętujesz, tylko przyszedłeś na zajęcia?”

W 1959 roku był jednym z pierwszych pięciu piłkarzy, którzy wyjechali z Polski do polonijnego klubu w Australii. Przez siedem lat był grającym szkoleniowcem Polonii Melbourne, prowadził także reprezentację stanu Victoria.

Chodzili też za mną koszykarze, namawiali, żebym wrócił do gry, ale nie dałem się skusić.

W Australii, z przerwami, przebywał do 1974 roku. Po powrocie do kraju kupił mieszkanie w Warszawie i wkrótce znalazł zatrudnienie w… ambasadzie australijskiej. Pracował tam prawie 20 lat jako rzeczoznawca handlowy.

Koszykówka czy piłka nożna: która dyscyplina była ważniejsza?

Ojciec był piłkarzem, przed wojną też wystąpił jeden raz w reprezentacji, więc była to dla mnie kontynuacja. W koszykówkę w rodzinie nikt nie grał. Na początku była trochę dla mnie terra incognita. W piłkarskim ŁKS trener Król i inni pamiętali mojego ojca. Sądzę, że bliższa sercu była mi piłka nożna. Chociaż kochałem koszykówkę, bardzo dobrze mi się w niej wiodło, miałem wielu przyjaciół – mówi Wiesław Jańczyk.

Marek Cegliński

Szukasz butów retro – sprawdź w Sklepie Koszykarza >>

POLECANE

Po ostatniej fali zwolnień, odejść i zawieszeń w składzie BM Slam Stali zostało 5 graczy na poziomie ekstraklasy. Już jutro, w sobotę, ostrowianie zagrają w Dąbrowie Górniczej. Debiut Łukasza Majewskiego w roli trenera zapowiada się więc dość egzotycznie.