Kryzys trwa – Stelmet bez obrony i wygranej w Belgii

Share on facebook
Share on twitter

Mistrzowie Polski byli faworytem meczu ze Spirou Charleroi, ale przegrali w kiepskim stylu 69:86. W Lidze Mistrzów mają bilans 2-4.

(Fot. basketballcl.com)
(Fot. basketballcl.com)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Mecz zaczął się dla mistrzów Polski nawet obiecująco. Niezłe pierwsze minuty miał Armani Moore, energetyczny po obu stronach boiska. Gracze Stelmetu wykorzystywali dość beztroską obronę Spirou, łatwo budując przewagę. Szybkie 7 punktów po wejściu na boisko zdobył James Florence i po 1 kwarcie zielonogórzanie prowadzili nawet 27:20.

Sęk w tym, że Stelmet bronił jeszcze znacznie słabiej od gospodarzy. Belgijski zespół wciąż miał otwarte pozycji do rzutów z dystansu, a na dodatek zdarzył mu się dobry strzelecko dzień. Spirou trafiło 7 z 8 pierwszych rzutów za trzy. W ataku brylował zwłaszcza DJ Richardson, który już do przerwy miał na koncie 17 oczek (6/7 z gry).

W barwach Stelmetu zadebiutował Vladimir Dragicević, zaczął od ładnej asysty, wykończył też firmową akcję pick’n’roll, ale zwracał niestety uwagę powolnością w obronie. Wyraźnie nieprzygotowany fizycznie Czarnogórzec w tym momencie nie stanowi jeszcze jakiegoś wyraźnego wzmocnienia. Skończył mecz z 7 punktami, 5 zbiórkami i 2 stratami.

Do przerwy rozpędzone Spirou prowadziło 47:41. Po zmianie stron Stelmet nieco poprawił się w obronie, ale dla odmiany coraz większe problemy miał z ofensywą. Nieporadność w ataku widać było zwłaszcza pod koszem – nieprzydatny był Zajcew, wykończenia akcji brakowało Djurisiciowi. Po trzech kwartach strata sięgała już 11 oczek.

W końcówce jeszcze na chwilę wróciła nadzieja – po trójce Moore’a na 3 minuty przed końcem Stelmet przegrywał tylko 5 punktami. Jednak fatalnie ustawiona zona na całym boisku zakończyła się punktami za darmo dla Spirou. Potem to sami zielonogórzanie stratami (zupełnie nieodpowiedzialny Florence) pozbawili się szans na odrobienie różnicy, a gospodarze dobili ich jeszcze kilkoma szalonymi trójkami.

Spirou trafiło w meczu 16 z 26 rzutów z dystansu (62%) – świadczy to na pewno o klasie belgijskiego zespołu, ale również o dalekiej od ideału obronie Stelmetu. Za wiele z tych rzutów było oddawanych bez obrońcy, dzięki czemu rywal mogli złapać rytm i rozbujać się na dobre.

W barwach mistrza Polski przyzwoicie wypadł tylko Przemysław Zamojski (11 pkt., 3-7 z dystansu), niezłe momenty mieli Moore i Julian Vaughn (5/7 z gry), który kilka razy przydał się pod koszem. Jednak generalnie, zarówno cała drużyna, jak i poszczególni zawodnicy nadal grają gorzej, niż można ich było o to podejrzewać.

Pełne statystyki z meczu TUTAJ>>

RW

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

POLECANE