Krzysztof Roszyk: Najpierw obrona!

Krzysztof Roszyk: Najpierw obrona!

Share on facebook
Share on twitter
- Dużo jako zawodnik i człowiek (bo wtedy jeszcze nie myślałem, że będę trenerem) wyniosłem od Saso Filipovskiego - mówi Krzysztof Roszyk, asystent trenera w Treflu Sopot, były zawodnik klubów PLK i reprezentant Polski. Opowiada o swojej karierze i filozofii gry oraz podejściu do pracy trenerskiej.
Krzysztof Roszyk, fot. A. Romański, plk.pl

Nowa oferta powitalna PZBUK – darmowy zakład 50 zł.! >>

Aleksandra Golec: Pierwsze realne minuty w ekstraklasie dostałeś dopiero w wieku 25 lat w Polonii Warszawa, ale potem i tak udało się zaliczyć jeszcze kilkanaście sezonów w czołowych klubach PLK. Jak to było w ogóle możliwe?

Krzysztof Roszyk: Ciężka praca. Na pewno duża w tym zasługa trenera Dariusza Szczubiała, który wypatrzył mnie, a później ściągnął do Polonii Warszawa. U trenera Szczubiała zadebiutowałem zresztą, jeszcze jako zawodnik pierwszoligowej Alby Chorzów, w reprezentacji Polski. To był rok 2002, mecz z Holandią podczas towarzyskiego turnieju w Hali 100-lecia w Sopocie.

Zawsze mówiło się o Tobie, że jesteś dobrym obrońcą. Co to oznacza w praktyce, jakie są cechy dobrego obrońcy?

W moim przypadku kluczowe było przygotowanie fizyczne i scouting. Zawsze analizowałem, w jakich sytuacjach dany rywal lubi grać, a gdzie nie chce się znaleźć. Dziś często jest tak, że młody chłopak chce wejść w mecz przez atak. Mnie trenerzy zawsze mówili na odwrót – najpierw obrona, a atak przyjdzie sam. 

Z czasem trochę z rozsądku oraz ponieważ trenerzy zauważyli, że skutecznie realizuję zadania w obronie, poszedłem właśnie w tym kierunku. To mi to odpowiadało, tym mogłem wypracować sobie czas na boisku, co było korzystne, i dla mnie, i drużyny.  

Grałeś i trenowałeś z wieloma wybitnymi strzelcami, legendami wręcz! Którego shootera najtrudniej było kryć i zatrzymać?

Nigdy nad tym nie myślałem, bo każdy zawodnik był inny – ciężko porównać grę na treningu przeciwko Milanowi Guroviciowi z bronieniem Thomasa Kelatiego czy Donatasa Slaniny. Gurovic był wyższy, występował bardziej na pozycji 3, Thomas grał więcej z piłką. Slanina był niesamowitym strzelcem i graczem, który potrzebował niewiele wolnego miejsca, by złożyć się do rzutu. 

Na pewno w ostatecznym rozrachunku bardzo pomogła mi gra na treningach przeciwko takim zawodnikom, bo zmuszała do pełnego zaangażowania, dzięki czemu łatwiej było na meczach reagować na różnego rodzaju sytuacje. Nigdy nie miałem możliwości z nim trenować, ale trudno było mi ograniczać Qyntela Woodsa. On oprócz warunków fizycznych miał lekkość w grze i dużo swobody na boisku. 

Trzeba dodać tutaj, że wszyscy ci gracze byli świadomi swoich umiejętności, więc czasem nawet dobra obrona nie wystarczyła, żeby ich zatrzymać. Rywalizacja z każdym z nich była jednak zawsze z korzyścią dla obu stron – bardzo się szanowaliśmy, nikt nigdy nie odpuszczał. 

Czy zgadzasz się z opinią, że w obecnych czasach broni się zdecydowanie słabiej?

To raczej gra w ataku się zmieniła, zawodnicy są teraz bardziej wszechstronni, mają więcej możliwości, a do tego trzeba dostosować obronę całego zespołu. Czy patrząc na styl obrony Stelmetu możemy stwierdzić, że w tym sezonie kiepsko bronili? Absolutnie nie. Widać tam system i zaangażowanie całego zespołu.

Liga z czasów Twojej kariery oraz teraz – co zmieniło się najbardziej? 

Trzeba byłoby to policzyć, ale chyba zaplecze finansowe czołowych zespołów było większe. Niektóre drużyny mogły pozwolić sobie na podpisanie wielkich nazwisk. Prokom Trefl Sopot, w którym grałem w sezonie 2007/08, miał gwiazdy europejskiego formatu, na jakie teraz klubów nie byłoby stać. 

Zainteresowanie było dużo większe niż dzisiaj, być może łatwiej było o kibica, bo atrakcji było mniej. Na pewno inna była też młodzież, która pomimo tego, że nie miała takich możliwości jak teraz to miała swoich koszykarskich idoli.

Realia budżetowe i popularność drużyn spadły, niektórych z ówczesnych klubów, z którymi identyfikowały się całe regiony już zresztą nie ma. Oczywiście, koszykówka teraz też jest inna, trenerzy mają dostęp do wielu pomocy i scouting jest na innym poziomie… 

Właśnie – Turów, Polonia, Czarni – połowę kariery grałeś w klubach, które zaliczyły upadki… Do których miejsc masz szczególny sentyment?

Jako zawodnik zawsze starałem się związać z klubem na dłużej, chciałem być częścią projektu i dać bliskim oraz sobie czas na aklimatyzację. Tak naprawdę, to przez te wszystkie lata, poza pierwszą ligą w Chorzowie, występowałem tylko w Zgorzelcu, Warszawie, Słupsku i Trójmieście. I do każdego z tych miejsc mam duży sentyment.

Zgorzelec leży blisko mojego rodzinnego Bolesławca, więc czułem się tam jak w domu. Polonia zainaugurowała kolejny etap w mojej karierze i dała mi wiarę, że idę w dobrym kierunku. W Słupsku klimat zawsze sprzyjał koszykówce. Na pewno wyjątkowy był Sopot w sezonie 2007/08 z racji tego, że mogłem zadebiutować w Eurolidze i znaleźć się w otoczeniu naprawdę dobrych zawodników. 

Trójmiasto do dzisiaj jest mi bliskie, bo tutaj na co dzień mieszkam – w Sopocie mogłem zakończyć karierę zawodniczą i zacząć nową, jako trener.

Udało Ci się zapracować na grę w reprezentacji. Eurobasket 2009 – jak wspominasz tamtą kadrę i w ogóle swoje przygody z reprezentacją?

Na ten temat powiedziane zostało już bardzo dużo, na pewno meczami we Wrocławiu narobiliśmy sobie i kibicom wielkiego apetytu. Łódź nie była już taka dobra w naszym wykonaniu, ale zespoły z którymi przyszło nam się zmierzyć naprawdę miały dobrych zawodników i sportowo to potwierdziły.

Do samego turnieju wszyscy chyba mamy sentyment, ja sam, czasami, kiedy wyskoczy mi propozycja na YouTubie, chętnie wracam do trzech trójek z rzędu Michała Ignerskiego, wsadu Davida Logana i szalonego zwycięstwa z Litwinami. Ciary przechodzą!

Praca z jakimi drużynami jest dla sztabów trenerskich bardziej wymagająca i dlaczego? Młodzieżowymi czy zawodowymi?

Praca z młodzieżą to długi proces. Poza warsztatem, ważne są predyspozycje pedagogiczne. Do nastolatków trzeba mieć odpowiednie podejście, a w ostatecznym rozrachunku najważniejszy jest rozwój nie tylko na boisku, ale także poza nim i przygotowanie młodego człowieka do dorosłego życia. W sporcie młodzieżowym można spotkać trenerów, których można podzielić na szkoleniowców i wynikowców. Ważne jest, żeby w tym wszystkim zachować odpowiednie proporcje.

Trzeba też rozgraniczyć pracę z młodzieżą w klubie i bycie trenerem w kadrze juniorów, bo do reprezentacji trafiają ściśle wyselekcjonowani chłopcy, którzy wyróżniają się pod wieloma względami. Praca w reprezentacją na pewno jest intensywna – na imprezie głównej trenerzy mają dużo obowiązków i mało czasu. Organizacja jest tutaj kluczowa, zawodnicy rozgrywają mecze dzień po dniu, ale nawet jeśli walczy się o awans do wyższej dywizji, to presja nie jest odczuwalna tak, jak w ekstraklasie. Praca w kadrze młodzieżowej to też fajna odskocznia od koszykówki zawodowej.

Na co dzień w klubie tych obowiązków jest dużo więcej: scouting, trening, przygotowanie do meczów, indywidualna praca z poszczególnymi zawodnikami. Wydaje mi się, że to jednak bardziej wymagające zajęcie i inny rodzaj stresu.

Jak zmienia się młodzież przychodząca do koszykówki i uprawiająca ją w wieku nastolatka? Czy jest bardzo inaczej w porównaniu z Waszymi czasami?

Młodzież dziś na pewno jest dużo bardziej rozproszona. W naszych czasach nie mieliśmy smartfonów, aplikacji i ciągłego dostępu do Internetu, a sport był zarówno rozrywką, jak i przepustką do dobrej przyszłości. Teraz młodzieży trudno się skupić, nie potrafią sami ze sobą pracować, często czekają na instrukcje i ćwiczenia podane na tacy. Kiedyś wystarczyło tylko wolne od szkoły, piłka i boisko. 

Obecnie pracujesz jako asystent w seniorach, jesteś też asystentem w kadrze U18, kiedy przyjdzie czas na krok dalej i funkcję pierwszego trenera? 

Jestem zwolennikiem systematyzowania sobie działań. Mam swoje role w sztabie szkoleniowym w Treflu Sopot,  przy reprezentacji Polski do lat 18, na nich się teraz skupiam i je chcę wykonywać jak najlepiej. Jeśli w przyszłości pojawią się nowe wyzwania,  to na pewno będę na nie gotowy.    

Z którego (swojego) szkoleniowca czerpiesz najwięcej jako trener?

Trudne pytanie, bo tak naprawdę o tym, że chce być trenerem, zacząłem myśleć 3-4 lata przed tym, gdy skończyłem grać. Jeśli więc pytasz, z których szkoleniowców czerpię najwięcej, to z tych, z którymi pracowałem na samym końcu swojej kariery, czyli trenerzy: Adomaitis, Kemzura i Maskoliunas, u którego byłem przez rok asystentem. Z Dariusem mam zresztą do dziś kontakt i zawsze mogę liczyć na jego pomoc.

Jako, że jestem asystentem i moja praca w głównej mierze polega na scoutingu, to trzeba tutaj wymienić trenera Romana Tymańskiego, dzięki któremu nabyłem tę umiejętność, gdy jeszcze byłem zawodnikiem w gdyńskim zespole. 

Trenerzy mieli różne temperamenty i podejścia do ludzi, ale jedna cecha była spójna – każdy z nich był sprawiedliwy. To na co sobie każdy zawodnik zapracował na treningu, to mu trener oddał w meczu. 

Dużo jako zawodnik i człowiek (bo wtedy jeszcze nie myślałem, że będę trenerem) wyniosłem od Saso Filipovskiego. Z Saso pracowaliśmy od podstaw każdego dnia, treningi były intensywne i długie, a do tego dochodziły jeszcze meetingi. Jak teraz sobie to przypominam to naprawdę nie wiem, jak wtedy wytrzymywałem… Na tym polegał jego geniusz, że swoją wiedzą, zaangażowaniem i tym, jaką był osobą, budował autorytet. U niego zrozumiałem, że jeszcze ważniejsza niż sam cel, jest droga, czyli praca, którą wykonujemy każdego dnia. To pozwoliło mi spojrzeć inaczej nie tylko na boisko, ale i moje życie pozasportowe. 

Jak oceniasz ten sezon w Treflu w wykonaniu młodszych, polskich graczy?

Wszyscy nasi młodzi zawodnicy wykonali w tym sezonie bardzo dobrą pracę – od chłopaków z roczników 2001/2002 – Daniela, Benka, Błażeja i Sebastiana – zaczynając. Pozytywne było również to, że organizm Michała Kolendy szybko zregenerował się po kontuzji (duża w tym zasługa Tobiasza Grzybczaka) i starszy Kolendziak mógł szybko wrócić do gry. Jest on ważną częścią naszej gry po obu stronach boiska. 

Łukasz Kolenda miał pracowite lato, wrócił do nas, kiedy przygotowania trwały, widać było po nim, że nie jest w rytmie meczowym i treningowym. Potrzebował czasu, żeby zaadaptować się fizycznie i psychicznie. Z każdym kolejnym miesiącem jego gra wyglądała coraz lepiej. Mikołaj Kurpisz wykorzystywał pozytywnie czas, który dostawał na boisku. Wykonał też dużo dobrych rzeczy na treningach, a uważam, że przeskok z pierwszej ligi jest spory. 

W grze tych chłopaków widać, że nie boją się odpowiedzialności, adrenalina ich nie  paraliżuje, tylko pozytywnie działa na ich rozwój.

Zawodnicy samodzielnie trenują w domach, a przynajmniej powinni. Co w trakcie przymusowej przerwy robią trenerzy?

Spokojnie, w zaciszu domowym, możemy realizować rzeczy, na które nie mieliśmy czasu w trakcie sezonu. Mam tu na myśli oglądanie meczów, klinik, zawodników. Najważniejsze jest jednak chyba to, że możemy być blisko naszych rodzin i zrekompensować im czas, którego nie mamy zwykle w trakcie sezonu.

Aleksandra Golec, @aemgie

.

POLECANE

James Florence w Ostrowie Wielkopolskim – jak do tej pory, naszym zdaniem to jest największe wydarzenie trwającego sezonu transferowego. Za hit można uznać także kontrakt Geoffa Groselle’a w Zielonej Górze, ale i nowe kluby Jakuba Karolaka czy Adriana Boguckiego.

tagi

Czterdziestka na karku, ale miłość do koszykówki wygrywa. Filip Dylewicz zagra jeszcze jeden sezon w koszykarskiej ekstraklasie. Podpisał kontrakt z Asseco Arką Gdynia i liczy na pobicie rekordu występów na parkietach PLK.
3 / 07 / 2020 15:39

NBA

Pierwszym meczem po wielkie przerwie będzie mecz orlando Magic – LA Clippers. Koszykówka NBA w nieoficjalnym wydaniu już 22 lipca. To właśnie wtedy w Orlando zostaną rozegrane pierwsze mecze rozgrzewkowe. Każdy zespół ma zagrać w trzech takich sparingach.
5 / 07 / 2020 10:09
Trwająca już prawie cztery miesiące przerwa w rozgrywkach NBA może być dla niektórych zespołów korzystna. Anthony Davis uważa, że Los Angeles Lakers, dzięki pauzie, mają jeszcze większe szanse na zdobycie w tym roku mistrzostwa.
4 / 07 / 2020 15:30
Mnóstwo zmian, znani gracze i debiutanci, kluby ze zmienionym obliczem. Aktualizowane codziennie informacje o oficjalnych kontraktach w koszykarskiej ekstraklasie – niezbędnik kibica PLK w tym nietypowym sezonie ogórkowym.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Trwa tworzeniu planu na stworzenie ligi 3×3 już w czerwcu – w porannym programie w Polsat Sport zdradził prezes PZKosz, Radosław Piesiewicz. Przy braku sportu na żywo taka inicjatywa wydaje się być racjonalna i może przynieść wiele korzyści.
1 / 05 / 2020 11:53
Coraz więcej sygnałów mówi o tym, że igrzyska olimpijskie Tokio 2020 zostaną przełożone w związku z panującą epidemią koronawirusa. Nie będzie więc raczej turnieju reprezentacji Polski 5×5 w Kownie oraz eliminacji zespołu 3×3. Realny staje się scenariusz, że najbliższe mecze koszykówki zobaczymy dopiero jesienią.
23 / 03 / 2020 12:34