Kulka: O finale nie myślimy, Anwil pozostaje groźny

Kulka: O finale nie myślimy, Anwil pozostaje groźny

- Po poprzednim sezonie zapytałem trenera Kamińskiego nad czym powinienem pracować w wakacje. Odpowiedział bez wahania: „Kula, rzucaj, rzucaj i jeszcze raz rzucaj. A później wróć na halę i rzucaj!”. No to rzucałem. Warto było - mówi Grzegorz Kulka, jeden z najlepszych graczy Legii, która już poniedziałek może awansować do wielkiego finału.
Grzegorz Kulka / fot. A. Romański, plk.pl

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

PolskiKosz.pl: W tegorocznym play-off Legia pisze historię na naszych oczach. Pięć kolejnych zwycięstw to imponująca seria. Co decyduje o tym, że wasza drużyna – zaledwie szósta w sezonie zasadniczym – ogrywa w decydujących meczach wszystkich jak leci?

Grzegorz Kulka: Może to banalne stwierdzenie, ale przede wszystkim fakt, że tworzymy zespół przez wielkie Z. Tak naprawdę czułem, że jesteśmy w stanie dokonać czegoś wyjątkowego już od dwóch miesięcy. Z każdym kolejnym meczem graliśmy coraz lepiej i czuliśmy się bardziej skonsolidowani. Wyniki nie zawsze o tym świadczyły, bo jeszcze zdarzały nam się porażki. Ale to poczucie siły tylko osło. Teraz, w kluczowym momencie sezonu, wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. 

Jesteście dosłownie krok od awansu do wielkiego finału. Dla Pana, rodowitego warszawiaka, to musi być chyba wyjątkowe uczucie? 

Pewnie, choć najbardziej cieszy mnie to jednak pod kątem sportowym. Przecież jeszcze właściwie dwa lata temu nie miałem pewnego miejsca w składzie żadnego z klubów Energa Basket Ligi. Gdy zastanawiałem się co zrobić ze swoją karierą przed sezonem 2019/20, kilku trenerów budujących składy drużyn mogło mi zaoferować co najwyżej rolę 4-5 gracza podkoszowego w rotacji. Wówczas, po wielu latach siedzenia na ławce rezerwowych, postanowiłem się przenieść do niższej ligi. To była świetna decyzja. 

Trener Legii Wojciech Kamiński po podpisaniu kontraktu z Panem latem 2020 roku potrafił w nieoficjalnych rozmowach przekonywać, że widzi w Panu koszykarza, który może osiągnąć nawet poziom Aarona Cela. Panu też o tym wówczas wspominał?

Nie (śmiech). Przekonywał mnie tylko, że jego zdaniem moje miejsce jest w Energa Basket Lidze i da mi szansę, bym to udowodnił. Słowa dotrzymał. 

Odgrywa Pan ważną rolę w rotacji Legii już drugi rok. Zrobił Pan w tym czasie znaczący postęp w skuteczności. Za trzy rzuca Pan w tym sezonie o 10 procent lepiej niż w rozgrywkach 2020/21, a na linii rzutów osobistych poprawił Pan jeszcze bardziej – o 15 procent, do imponującego, szczególnie jak na gracza podkoszowego, poziomu ponad 90. Jak do tego doszło?

Wszystko zaczęło się podczas spotkania kończącego poprzedni sezon. Zapytałem wówczas trenera Kamińskiego nad czym powinienem pracować w wakacje. Odpowiedział bez wahania: „Kula, rzucaj, rzucaj i jeszcze raz rzucaj. A później wróć na halę i rzucaj!”. No to rzucałem. Przez całe wakacje – oczywiście poza pracą na siłowni – nie robiłem praktycznie niczego innego. 

Ile rzutów dziennie Pan oddawał?

Nie liczyłem, ale trenowałem je pewnie średnio po 2,5 godziny dziennie. Głównie w Ostrowie Wielkopolskim, w towarzystwie Shawna Kinga, Mateusza Zębskiego, Marcina Dymały i Szymona Ryżka. „Kula, ile ty możesz tak rzucać? Może pograłbyś trochę w basket?” – pytali mnie czasami. „Mój trener powiedział, że w kosza to ja już umiem grać. Kazał mi rzucać. To rzucam” – odpowiadałem. Warto było. 

Było jakieś urozmaicenie tego rzucania?

Czasami przechodziłem do rzutów z półdystansu. Ale rzadko. Generalnie wakacje spędziłem za linią rzutów za 3. 

Biorąc pod uwagę pańskie ostrowskie koneksje pokonanie Stali w ćwierćfinale musiało smakować wyjątkowo. Jak bardzo?

Oj, bardzo, bardzo. Ale nawet nie ze względu na to, że z Ostrowa pochodzi moja narzeczona, a kilka lat temu spędziłem w Stali jeden sezon. Może i niewiele wówczas grałem, ale zajęcia z trenerem Rajkoviciem bardzo mi pomogły. Satysfakcja była duża głównie z tego powodu, że pokonaliśmy niebywale groźny zespół posiadający w składzie chyba siedmiu graczy, z których każdy mógł rzucać za 3 ze skutecznością powyżej 40 procent. Musieliśmy być czujni do samego końca. 

Obecnie, podobnie jak w ćwierćfinałowej rywalizacji ze Stalą, prowadzicie z Anwilem po dwóch wyjazdowych meczach 2:0. Macie lekkie deja vu?

My naprawdę koncentrujemy się tylko na kolejnym meczu. Wiemy, że mamy przewagę i wszystkie karty w ręku, ale zdajemy sobie też sprawę, że Anwil pozostaje groźny i w każdej chwili może wyjąć jakiegoś asa z rękawa. Nie możemy sobie pozwolić na najmniejszy błąd. 

Jak bardzo w stworzeniu takiego monolitu pomogły wam występy w europejskich pucharach? 

Miały niebagatelny wpływ. Przedmeczowa rozgrzewka to dla mnie zazwyczaj dość powolny proces. Ale gdy przed pierwszym meczem w pucharach zobaczyłem po drugiej stronie w składzie ekipy Oradei kilku graczy znanych z parkietów PLK, momentalnie poczułem się gotowy do gry. To byli koszykarze, którzy w naszej ekstraklasie odgrywali role zdecydowanie bardziej znaczące ode mnie. Miałem i im, i sobie coś do udowodnienia. Wszyscy mieliśmy. Nikt na nas nie stawiał, nawet rozmawiając o tylko o potencjalnym wyjściu z fazy grupowej. Nauczyliśmy się grać w roli underdoga. Obecnie to procentuje. Przecież w play-off też w żadnej serii nie jesteśmy przecież faworytem. 

Przegraliście dopiero w półfinale FIBA Europe Cup z Reggio Emilia. Czego zabrakło? 

Kilku drobiazgów, ale walczyliśmy tą ekipą jak równy z równym. Przecież rywalizacja skończyła się dopiero po dwóch meczach i dogrywce. Bezcenne doświadczenie. Na długo zapamiętam ile asyst w meczach z nami rozdawał Andrea Cinciarini. I jak spektakularne były. Włoski zespół był naprawdę bardzo mocny. 

Mocniejszy od Śląska Wrocław, który w drugiej fazie półfinałowej wciąż jest bliższy awansu?

Myślę, że porównywalny. Ale nie namówi mnie Pan na rozmowy o naszym potencjalnym starciu z kimkolwiek w wielkim finale. Póki co jesteśmy w półfinale, a nasz rywal w poniedziałek nie złoży broni bez walki. Czeka nas arcytrudne wyzwanie. Nie mniejsze niż w starciu ze Stalą. 

Jedno pytanie w sprawie wielkiego finału muszę jednak zadać: czy, biorąc pod uwagę waszą rosnącą popularność, nie byłoby dobrym pomysłem, aby – w razie awansu – decydujące mecze rozgrywać na Torwarze? Hala na Bemowie nie mieści obecnie pewnie nawet połowy chętnych do oglądania waszych meczów. 

Bardzo, ale to bardzo się z tego cieszymy. Chcielibyśmy, aby koszykówka na dobre podbiła serca warszawiaków. Ale hala w Bemowie to nasza twierdza, w tym sezonie na pewno jej nie opuścimy. Natomiast, gdyby nasza popularność wciąż rosła, przenosiny na Torwar w przyszłości byłyby fajnym pomysłem. 

Ile osób z pana rodziny i grona przyjaciół zasiądzie w poniedziałek na trybunach hali przy ul. Obrońców Tobruku? 

Nie mam pojęcia, bo przecież bilety sprzedały się na pniu. Ja miałem do dyspozycji jedynie 10 wejściówek. Rozdałem je najbliższym. 

Jesienią został Pan przez Igora Milicicia powołany do szerokiego składu reprezentacji Polski, ale w meczach o punkty zagrali inni. Czy po serii ze Stalą trener kadry coś panu napomknął o nadchodzącym powołaniu przed meczami eliminacji do mundialu?

Nie. Ale osobiście pogratulował awansu każdemu z zawodników Legii, więc i mnie nie ominął. Na temat ewentualnego powołania się jednak nawet nie wspomniał. Będę cierpliwie czekał na swoją szansę. 

Rozmawiał Michał Tomasik

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

POLECANE

Początek września przejdzie do historii polskiej koszykówki. Mamy nadzieję, że również ze względu na zwycięstwa biało-czerwonych w mistrzostwach Europy. Jesteśmy pewni, że ze względu na najlepszy wyjazd koszykarski, jaki fani polskiego basketu kiedykolwiek widzieli – „EuroBasket Trip 2022”.

tagi

Podkoszowy duet Adam Hrycaniuk – Adrian Bogucki brzmi oryginalnie i na pewno będzie bardzo ciekawił kibiców. Polski środkowy, który ostatnio próbuje też sił w koszykówce 3×3, postanowił zostać na jeszcze jeden sezon w Arce Gdynia.
8 / 08 / 2022 19:46

NBA

Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
– Mam nadzieję, że Spurs okażą się klubem, który postawi na Jeremy’ego jako na zawodnika ataku. Że trenerzy przygotują dla niego sety, że będą w niego inwestować pod tym względem – mówi ekspert PolskiKosz.pl Radosław Hyży po wyborze reprezentanta Polski w drafcie przez zespół z San Antonio.
24 / 06 / 2022 20:26
Początek września przejdzie do historii polskiej koszykówki. Mamy nadzieję, że również ze względu na zwycięstwa biało-czerwonych w mistrzostwach Europy. Jesteśmy pewni, że ze względu na najlepszy wyjazd koszykarski, jaki fani polskiego basketu kiedykolwiek widzieli – „EuroBasket Trip 2022”.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Gościem Kamila w najnowszym odcinku podcastu jest Michał Baran, były zawodnik wielu klubów 1. ligi, głównie na Podkarpaciu. Kopalnia anegdot o niższych ligach koszykarskich oraz m.in. informacje o rosnącym w siłę klubie Wilki Rzeszów.
1 / 08 / 2022 23:22
W lutym dał się we znaki reprezentacji Polski w meczach eliminacyjnych, a wcześniej dobrze pokazał się chociażby na tle Legii Warszawa – Janari Joesaar, bo oni mowa, został nowym zawodnikiem Anwilu Włocławek. Reprezentant Estonii ma za sobą grę w lidze VTB, lidze hiszpańskiej, a ostatni sezon spędził w niemieckim Medi Bayreuth.
22 / 07 / 2022 10:16
Początek września przejdzie do historii polskiej koszykówki. Mamy nadzieję, że również ze względu na zwycięstwa biało-czerwonych w mistrzostwach Europy. Jesteśmy pewni, że ze względu na najlepszy wyjazd koszykarski, jaki fani polskiego basketu kiedykolwiek widzieli – „EuroBasket Trip 2022”.
18 / 07 / 2022 20:54