Kyle Korver – jak dobry może być w Cavs?

Share on facebook
Share on twitter

Swoje lata ma i ostatnio trafiał rzadziej, ale w kontekście obrony mistrzowskiego tytułu Kyle Korver wygląda jak idealne uzupełnienie układanki Tyronna Lue w Cleveland.

Kyle Korver (fot. wikimedia)
Kyle Korver (fot. wikimedia)

NBA, PLK – znasz się na koszu, wygrywaj w zakładach! >> 

5 maja ubiegłego roku w meczu numer 2 play-offowej serii przeciwko Atlanta Hawks, trafiając 25 trójek, Cleveland Cavaliers ustanowili nowy rekord NBA. Teraz ich konferencyjny rywal postanowił pomóc im w poprawieniu tego wyniku i w zamian za zawodzącego Mike’a Dunleavy’ego oraz wybór w pierwszej rundzie draftu 2019 wysłał do nich swojego superstrzelca – Kyle’a Korvera.

W marcu skończy 36 lat. Młodszy już nie będzie, a po operacji prawego łokcia, którą przeszedł latem 2015 roku, także jego najsilniejsza broń, czyli rzut z dystansu, mocno straciła na skuteczności. Z 49,2 proc. z rozgrywek 2014/15 w obecnej kampanii zszedł do 40,9 proc.

W Cleveland będzie miał jednak znakomitą szansę, aby jeszcze raz wynieść swoją grę na wyższy poziom. Bo choć statystyki miał ostatnio nieco słabsze, to nie można zapominać, że Hawks są już przecież zupełnie innym zespołem niż ten, który w 2015 roku miał aż czterech przedstawicieli w Meczu Gwiazd, w tym właśnie Korvera. W minionym sezonie nie było już DeMarre Carrolla. Przed tym z kolei odeszli Al Horford i Jeff Teague.

Koledzy kreowali mu mniej dobrych sytuacji rzutowych. W rozgrywkach 2014/15 prawie 30 proc. jego rzutów z dystansu oddanych zostało z otwartych pozycji (obrońca znajdował się w odległości 122-183 cm od rzucającego). W tym sezonie było to już niecałe 23,5 proc.

Wciąż jednak z wynikiem 1,55 punktu na posiadanie znajduje się na szczycie klasyfikacji strzelców w sytuacjach spot up (biorąc pod uwagę zawodników, którzy kończą w ten sposób co mecz więcej niż jedno posiadanie i rozegrali w tym sezonie przynajmniej 5 spotkań). Co ciekawe, drugi w tym zestawieniu jest jego nowy kolega z zespołu Channing Frye (1,53).

Nie wiadomo, jak duży wpływ na pogorszenie się skuteczności Korvera zza łuku miał zabieg chirurgiczny. Na pewno jakiś miał, ale ten szalenie pracowity koszykarz wciąż ten element szlifuje i teraz w otoczeniu takich graczy jak LeBron James, Kyrie Irving i Kevin Love ta broń znów może okazać się dla rywali zabójcza.

W 32 meczach rozegranych do tej pory dla Hawks 20,1 proc. jego prób zza linii 7,24 metra stanowiły najłatwiejsze rzuty, tzw. wide-open, czyli oddawane w sytuacjach, kiedy obrońca znajduje się w odległości większej niż 183 centymetry. Kiedy spojrzymy na zadaniowców w obozie Cavs, zauważymy, że u oddanego Dunleavy’ego było to 27,8, w przypadku J.R. Smitha – 28,4, a u Channinga Frye’a aż 39,2 proc.

Przez 13 lat, które Kyle Korver spędził w lidze, niektórzy trenerzy zdążyli już nauczyć się, jak ograniczać jego możliwości. W nowej rzeczywistości bronienie przeciwko niemu, przeciwko Cavaliers będzie jednak nieporównywalnie trudniejsze.

Mając w drużynie przeciwnej LeBrona Jamesa, wiesz, że aby próbować skutecznie bronić, musisz z czegoś zrezygnować – albo z podwojenia „Króla”, albo z rzetelnego pilnowania jednego z pozostałych zawodników. W przypadku Cavs obie te opcje oznaczać mogą niedługo pewne samobójstwo. Cavs już wcześniej budzili postrach na obwodzie, ale ustawienie Irving-Korver-James-Love-Frye przypomina już wręcz pluton egzekucyjny.

To są buty gwiazd NBA – możesz takie mieć >>

Co do Korvera są dwie podstawowe wątpliwości – wiek oraz rzeczywiste możliwości rzutowe po operacji. Cavaliers jednak ryzykują niewiele. Oddali wprawdzie kawałek swojej przyszłości w postaci pierwszorundowego picku, ale dla nich liczy się przede wszystkim to co teraz, obrona tytułu i wywalczenie z Jamesem jak najwięcej kolejnych.

Gorszy niż Dunleavy nowy nabytek raczej nie będzie, a może dzięki znakomitym warunkom stworzonym mu przez „Wielką Trójkę” wreszcie uda mu się dołączyć do prestiżowego klubu 50-40-90 (grono zawodników, którzy w całym sezonie osiągnęli skuteczności na poziomie 50 proc. z gry, 40 za 3 pkt. i 90 z linii rzutów wolnych). W 2015 roku minął się z nim dosłownie o włos (odpowiednio 48,7, 49,2 i 89,8 proc.).

Mateusz Orlicki

NBA, PLK – znasz się na koszu, wygrywaj w zakładach! >> 

POLECANE