• Home
  • NBA
  • LaVar Ball zraził gigantów, ale o jałmużnę prosić nie będzie!

LaVar Ball zraził gigantów, ale o jałmużnę prosić nie będzie!

Share on facebook
Share on twitter

Ani Nike, ani Adidas, ani Under Armour – żadna z tych trzech wielkich marek nie podpisze kontraktu z Lonzo Ballem. Ale spokojnie, jego tata, LaVar, ma już przygotowany plan B.

Lonzo i LaVar Ball (fot. Wikimedia Commons)

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

Tak się tworzy historię! Dzięki biznesowej strategii LaVara Balla jego najstarszy syn już na dwa miesiące przed draftem stracił zainteresowanie wszystkich trzech potentatów na rynku koszykarskiego obuwia. W przypadku głównego kandydata do ścisłej czołówki naboru to pierwsza taka sytuacja w historii.

O tym, że Nike, Adidas i Under Armour definitywnie wycofały się z negocjacji w sprawie umowy sponsorskiej, poinformował sam LaVar, a informację tę potwierdziły także m.in. źródła ESPN związane ze wszystkimi trzema firmami. Głównym powodem takiego obrotu spraw była postawa Lonzo seniora, który od początku zapowiadał, że ktokolwiek będzie chciał podpisać kontrakt z Lonzo, w pakiecie musi wziąć także dwóch jego braci, LiAngelo oraz LaMelo, którzy nie rozegrali nawet jeszcze meczu na poziomie akademickim.

Mało tego, nie dość, że głowa rodu chce w ten sposób opchnąć komuś typowego kota w worku, to na dodatek oczekuje w zamian wynagrodzenia w wysokości miliarda dolarów. To kwota, jaką według spekulacji za swoją dożywotnią umowę z Nike otrzymać ma LeBron James. Co prawda, Ballów jest trzech, ale nie zmienia to faktu, że to pomysł z gatunku science fiction. Mimo że LaVar łaskawie zadeklarował, iż może rozłożyć płatność na 10 rocznych rat po 100 milionów.

Od początku mówiliśmy, że nie szukamy umowy sponsorskiej – tłumaczył w rozmowie z ESPN. – Szukamy porozumienia na zasadzie kooperacji marek, prawdziwego partnera. Ale oni nie są na to gotowi, ponieważ nigdy nie stosowali podobnego modelu. Ale hej, przemysł taksówkarski też nie był przygotowany na Ubera.

Takie podejście do sprawy to oczywiście kontynuacja dawno już obranej przez LaVara strategii. Otworzył własną firmę Big Baller Brand i wprowadził już do sprzedaży odzież (koszulki, bluzy, czapki) sygnowane rodzinnym logiem. W ofercie naturalnie brakuje jeszcze butów, ale podczas rozmów z wcześniej wspomnianymi koncernami 48-latek prezentował już prototyp pierwszego modelu przeznaczonego dla Lonzo.

Wyobraźcie sobie, jak bardzo bogaci byliby Tiger, Kobe, Serena, Jordan czy LeBron, gdyby odważyli się robić swoje własne rzeczy. Nikt nigdy nie miał własnej marki przed przejściem na zawodowstwo. My mamy, a że mam trzech synów, to jest to tym bardziej opłacalne.

Po odmowie ze strony trzech branżowych gigantów nie ma jednak zamiaru się zrażać i już wdrożył plan awaryjny. Potencjalnych partnerów szukać będzie teraz w Chinach, a jako głównych kandydatów wymienia firmy takie jak Peak, Li-Ning oraz Anta.

Ryzyko w biznesie może się oczywiście opłacić, ale problem LaVara Balla polega na tym, że przez jego zachowanie oraz wypowiedzi w mediach mało kto w tym biznesie traktuje go poważnie. I to już na samym starcie karier jego synów. Jest oczywiście szansa, że jeszcze kiedyś mu za to podziękują, ale póki co zamiast przemyślanej rozgrywki uprawia zwykły hazard i uchodzi bardziej za szaleńca niż biznesmena.

MO

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>