Docelowo w PLK i I lidze miał obowiązywać model 16+16, najbliższy sezon miał być przejściowym. Ale ze względów finansowych i politycznych zespołów może być jeszcze więcej.
PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>
Jeśli chodzi o spadki i awanse w sezonie 2016/17, to wszystko już wiemy – z PLK do I ligi zdegradowane zostały Polfarmex Kutno i Siarka Tarnobrzeg, awansowała Legia. Natomiast z I ligi spadły Noteć Inowrocław, AZS AGH Kraków i rezerwy Rosy Radom, w których miejsce awansowały R8 Basket Kraków, Śląsk Wrocław i KK Warszawa.
Rachunek jest prosty: 16-1+2-3+3=17. Ale to, że w przyszłym sezonie I liga będzie liczyć właśnie 17 drużyn, wcale nie jest pewne.
Rok temu PZKosz przyjął założenie, że w związku z otwarciem PLK na spadki, sezon 2017/18 może być przejściowym. Zamiast 16 zespołów, do których związek chce w I lidze dążyć, dopuszczalne będą rozgrywki właśnie z 17 drużynami – w takim układzie do II ligi wyjątkowo spadałyby cztery zespoły, a weszłyby z niej trzy.
To jednak ustalenia sprzed roku, które wcale nie muszą wejść w życie. W przyszłym tygodniu w PZKosz odbędzie się spotkanie z klubami, wysłuchane zostaną ich koncepcje i pomysły. W związku spodziewają się też, że zgłoszą się też dodatkowe chętne kluby do gry w I lidze.
Wszystko dlatego, że w wielu miastach obowiązuje dość sztywny podział pieniędzy na kluby sportowe – kasa jest wydawana według poziomu lig, a niezależnie od dyscyplin. Różnice między dotacjami na I i II ligę zdarzają się duże, w niektórych miastach sięgające nawet 500 tys. złotych. I dlatego są kluby, dla których spadek lub tkwienie w II lidze oznaczają marazm lub zmierzch funkcjonowania.
To dlatego rok temu GTK Gliwice tak bardzo zależało na utrzymaniu miejsca w I lidze mimo spadku. W II lidze klub dostałby o wiele mniejsze pieniądze niż np. piłkarki ręczne Sośnicy Gliwice, mógłby utknąć tam na lata. A mówiąc o piłce ręcznej warto zauważyć, że męskiej I lidze gra aż 28 drużyn podzielonych na dwie grupy. Podobnie ma być u kobiet. Innymi słowy – piłkarzom ręcznym “łatwiej” o miejską kasę niż koszykarzom.
Dlatego możliwe, że podział I ligi na grupy – gdyby zgłosiło się np. 20 drużyn – zostałby przedyskutowany także w koszykówce. Kto – poza 17 drużynami, które w tej chwili mają do tego prawo – mógłby chcieć grać w I lidze? Takie ambicje na pewno mają w Wałbrzychu, Lublinie czy Pelplinie, na pozostaniu na tym poziomie zależałoby też Noteci Inowrocław czy Rosie Radom. Kto wie, może zgłosiłyby się także inne ośrodki.
Rozszerzenie wpisywałoby się w politykę PZKosz, który od kilku lat administracyjnie promuje ośrodki, w których są lub mogą się pojawić większe pieniądze. No i bardzo ważną, być może nawet najważniejszą kwestią jest to, że rozszerzanie lig to po prostu dobrych ruch pod względem politycznym. Wciąganie na wyższy poziom klubów, którym sportowo się to nie należy, zwiększa liczbę „wdzięcznych” ośrodków, co potem przekłada się na głosy w wyborach na prezesa PZKosz.
ŁC