Los Angeles Clippers zadziwiają – świetna passa trwa!

Share on facebook
Share on twitter

Wygrali 9 z ostatnich 10 meczów! Kto przed sezonem przypuszczał, że po jednej czwartej rozgrywek to właśnie Los Angeles Clippers będą na pierwszym miejscu na Zachodzie? Doc Rivers i jego zespół są jedną z największych niespodzianek tego sezonu.

fot. wikimedia commons

To są buty LeBrona Jamesa – możesz w nich zagrać! >> 

LA Clippers właśnie wygrali po raz czwarty z rzędu – zwycięstwo 133-121 w Sacramento przeciwko Kings było już 9 w ostatnich 10 spotkaniach. Ekipa z Los Angeles z bilansem 15-6 jest dziś samodzielnym liderem konferencji zachodniej, a do wygranej w Sac-Town poprowadzili niezawodni w trwających rozgrywkach Tobias Harris oraz Montrezl Harrell.

Wielokrotnie udawało się bowiem Clippers budować sporą przewagę nad Kings tylko po to, by gospodarze wracali do spotkania. W końcu to właśnie Harris oraz Harrell pozwolili swoimi zagraniami odetchnąć kibicom Clippers. „To był jeden z takich meczów, w których wiele drużyn dałoby za wygraną, ale nie my. Taki właśnie mamy zespół i dlatego jesteśmy tacy dobrzy” – mówił Doc Rivers.

Harris zakończył zmagania z 28 punktami na koncie, trafiając 11 z 17 rzutów (w tym 3 z 5 prób zza łuku). Harrell dołożył 24 oczka (8/10 FG) z ławki, a jeszcze czterech zawodników Clippers zdobyło co najmniej dziesięć punktów. Marcin Gortat przez problem z faulami zagrał tylko 18 minut, ale w tym czasie spisał się bardzo solidnie, zapisując na konto 9 punktów i 5 zbiórek.

To spotkanie było zresztą kolejnym dowodem na to, że w zespole siła. Clippers nie mają w składzie ani jednego zawodnika kalibru all-star, lecz mimo to potrafią wygrywać i robią to kolektywem. W zasadzie każdy gracz z rotacji, począwszy od pierwszoroczniaka Shaia Gilgeous-Alexandera, a skończywszy na Bobanie Marjanoviciu, daje drużynie naprawdę duże wsparcie.

Dodajmy do tego także fakt, że prócz posiadania w zespole kilku znakomitych strzelców (jak Danillo Gallinari czy Lou Williams), trener Rivers może także korzystać z takich defensywnych specjalistów jak Avery Bradley czy Patrick Beverley. Cała ta mieszanka – obrony z atakiem, młodości z doświadczeniem – zdaje się działać wręcz idealnie w pierwszej części tego sezonu.

Na ten moment to Clippers są więc drużyną numer jeden w Los Angeles, a jakby tego było mało to kibice mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość. Niezależnie od tego, czy Clippers utrzymają tak dobrą formę, klub z Miasta Aniołów – mając sporą elastyczność finansową – jest poważnym kandydatem dla najlepszych wolnych agentów, jacy latem przyszłego roku pojawią się na rynku.

Tomek Kordylewski

To są buty LeBrona Jamesa – możesz w nich zagrać! >> 




POLECANE