Luigi Lamonica: Sędzia jest jak nauczyciel

Share on facebook
Share on twitter

– Mam bardzo dobre relacje z zawodnikami i z trenerami. W trakcie meczu nie jesteśmy wrogami. Jednak każdy z nas ma swoją, inną robotę do wykonania i czasami zdarzają się konflikty – mówi Luigi Lamonica, najsłynniejszy sędzia koszykarski w Europie.

Żeljko Obradović i Luigi Lamonica / fot. Euroleague

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>

Jan Delmanowski: To Pana pierwszy przyjazd do Polski w charakterze instruktora. Co skłoniło Pana w końcu do przyjazdu na Camp sędziowski?

Luigi Lamonica: Przede wszystkim – Jakub Zamojski zapraszał mnie już wiele razy, natomiast z uwagi na moje liczne obowiązki związane z sędziowaniem we Włoszech, gdzie w tym czasie odbywa się wiele turniejów, nie mogłem wcześniej skorzystać z zaproszenia. Teraz, kiedy z uwagi na limit wieku, nie sędziuję już we Włoszech, mogłem w końcu przyjechać i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, ponieważ słyszałem wiele przychylnych opinii na temat samego Campu.

JD: W jednym z wywiadów powiedział Pan, że po zakończeniu karier chciałbyś się dalej realizować jako instruktor młodych sędziów. Czy Pana obecność tutaj jest odzwierciedleniem tych słów?

LL: Kiedy byłem młodym sędzią, zwykle otrzymywałem ogromne wsparcie i mnóstwo wiedzy od starszych kolegów i w pewnym momencie mojego życia uważam, że powinienem teraz uczynić tak samo. Nadszedł moment, w którym to ja teraz powinienem podzielić się swoim doświadczeniem z młodymi sędziami. To jest coś, czego nie możesz nikogo „nauczyć”, możesz jedynie czerpać z doświadczenia swoich bardziej doświadczonych kolegów.

W zeszłym roku rozmawiałem z Bobem Delaneyem, byłym już sędzią NBA i kiedy powiedziałem mu o limitach wieku obowiązujących sędziów w Europie powiedział: „Co? Nie, nie, nie – to jakieś szaleństwo! Sędziów można nauczyć wszystkiego – mechaniki, przepisów, interpretacji – ale jedyną rzeczą, jakiej nie można nikogo nauczyć jest doświadczenie, które można nabywać tylko z każdym kolejnym meczem”.

Podzielam to zdanie i czuję, że właśnie to teraz powinienem dla nich robić. Pozyskałem ogromne doświadczenie i nauczyłem się jak postępować zarówno na boisku, jak i poza nim i czuję się odpowiedzialny za to, żeby obecnie przekazać to doświadczenie i wiedzę innym sędziom.

JD: Na czym szczególnie skupia się Pan obserwując młodych sędziów na Campie?

LL: Po pierwsze, to dla nich pewnego rodzaju egzamin, forma sprawdzenia się. Czują się tak, nawet jeśli otwarcie mówimy im, że przyjeżdżają tu przede wszystkim dla siebie, dla swojego rozwoju i po to aby poznać nowych ludzi, nowych partnerów boiskowych. Wiesz, spotykają tu 3-4 sędziów z Euroligi, w zeszłym roku mieli okazję poznać Jose Carriona – byłego sędziego NBA, który obecnie sędziuje mecze pierwszej dywizji w NCAA. Więc czują się jakby byli egzaminowani, towarzyszy im z tego powodu dodatkowy stres.

Ale my nie szukamy tutaj talentów albo kogoś o kim powiemy wprost, że zostanie nowym sędzią Euroligi – najważniejsze jest to, że możemy dostrzec co dany sędzia może poprawić w swoim sędziowaniu, możemy dać różne wskazówki, które będą oni mogli później wykorzystać w pracy nad sobą. Nie możemy oczekiwać, że w ciągu 4 dni Campu zmienią swój styl/sposób sędziowania, ale może podpowiedzieć, jak i nad czym pracować, żeby mogli osiągać stawiane przed sobą cele i żeby mogli stawać się coraz lepsi z każdym kolejnym meczem.

To jest tak jak z zawodnikami – my też mamy swego rodzaju „pamięć mięśniową”. Musimy powtarzać pewne ruchy i zachowania tysiące razy, musimy zobaczyć pewne zagranie tysiące razy czy też wydać konkretne gwizdki tysiące razy – zanim stanie się to dla nas w pełni naturalne.

Dla mnie idealna sytuacja to taka, w której po danym meczu sędziowie mają do mnie pytania na temat tego, z czym nie czyli się komfortowo w trakcie sędziowania. Poprawianie swoich umiejętności i stawanie się lepszym sędzią to bardzo długi proces, który wymaga codziennej pracy.

JD: Kiedy został Pan sędzią międzynarodowym, mecze na tym poziomie sędziował zespół sędziowski złożony z dwóch sędziów. Obecnie mamy tzw. mechanikę trójkową. Czy to według Pana dobra zmiana?

LL: Zdecydowanie tak, zwłaszcza patrząc na nowoczesny basket. Jeśli spojrzysz chociaż kilka lat wstecz, bardzo szybko zauważysz, że dziś zawodniczy poruszają się dużo szybciej, są bardziej atletyczni. Z tego powodu, dziś fizycznie nie byłoby możliwe prowadzenie spotkań na tym poziomie przez dwóch sędziów. Mechanika trójkowa jest kapitalnym rozwiązaniem w dzisiejszej koszykówce.




JD: Co z drugą największa zmianą w ostatnich latach – systemem IRS. Czy wprowadzenie systemu powtórek do meczów było dobrym pomysłem? I kwestia techniczna – czy obraz, który widzą sędziowie na ekranie systemu IRS, jest tym samym obrazem, który widzą telewidzowie w swoich domach?

LL: Z całą pewnością wprowadzenie systemu IRS było jedną z najlepszych decyzji dla sędziów. To jest bardzo, bardzo użyteczne narzędzie. Niektóre sytuacje możesz obejrzeć i 10 razy na ekranie, a i tak nie będziesz mieć pewności co do tego, jaką należy podjąć decyzję. Używanie systemu IRS jest dość skomplikowane i czasami niełatwe, ale wielokrotnie stanowi ogromne wsparcie dla nas. Z całą pewnością też im więcej inwestuje się w sprzęt, tym lepsze są tego rezultaty.

Dla przykładu – gdy wdrażaliśmy system IRS we Włoszech, był to efekt współpracy pomiędzy ligą, a stacją telewizyjną produkującą sygnał z danego meczu. Sprzęt do tego jest bardzo drogi, ponieważ żeby system ten miał sens, wszystkie kamery muszą być ze sobą połączone i zsynchronizowane.

Przed pierwszym sezonem stosowania IRS, w zasadzie nawet nie wiedzieliśmy jak go używać. Mieliśmy tylko jedno krótkie szkolenie i to jeszcze nie wszyscy byli na nim obecni. Pamiętam, że użyliśmy tego systemu w serii finałowej ligi włoskiej, w meczu nr 5. Drużyna Fortitudo prowadziła w serii 2-1, a mecz odbywał się w Mediolanie. Fortitudo zdobyło punkty na zwycięstwo w ostatniej sekundzie meczu, co oznaczało zdobycie przez nich tytułu mistrzowskiego. W pierwszej chwili od razu zaliczyliśmy punkty. Później przez 3-4 minuty sprawdzaliśmy tę sytuację dokładnie, korzystając z systemu IRS. Po obejrzeniu powtórek utrzymaliśmy swoją decyzję i w ten sposób zakończyła się cała seria.

Nikt nie narzekał na to, że podjęliśmy taką decyzję – co tylko świadczy o tym, jak bardzo w tamtej chwili przydał się ten system. Z całą pewnością gdybyśmy podjęli taką decyzję i jednocześnie nie moglibyśmy wspomóc się systemem IRS, bardzo możliwe że mielibyśmy problem ze spokojnym opuszczeniem hali (śmiech).

JD: Jak wygląda to teraz w Eurolidze?

Obecnie w Eurolidze mamy do dyspozycji 8 kamer w trakcie każdego spotkania. Osoba odpowiedzialna za realizację meczu, może nam pokazać daną sytuację z każdego ujęcia, z każdej kamery, pod każdym kątem. Musimy też pamiętać o tym, że zanim skorzystamy z systemu IRS, musimy podjąć początkową decyzję i dopiero wtedy możemy obejrzeć powtórkę.

Jeśli powtórka nie rozwiewa naszych wątpliwości i nie daje konkretnych podstaw do zmiany decyzji – wówczas pozostajemy przy decyzji, którą podjęliśmy przed obejrzeniem powtórki. Reasumując – jeśli nie mamy twardych podstaw do zmiany decyzji, zostajemy przy pierwotnym gwizdku, nawet jeśli dotyczy on ostatniej sytuacji, ostatniego rzutu w meczu.

W takich butach w NBA błyszczy Kyrie Irving >>

JD: Jaki był najtrudniejszy mecz, najcięższy turniej w trakcie Pana kariery?

LL: To zależy od rozgrywek. Jeśli są to Mistrzostwa Świata, wówczas presja jest bardzo dużo ale fizycznie nie jest to wymagający turniej, ponieważ mamy dużo czasu na odpoczynek. Z drugiej strony, w trakcie letnich turniejów młodzieżowych jest dużo trudniej – presja jest mniejsza, ale czasami sędziujemy nawet 10 meczów w 12 dni, co fizycznie jest dużo bardziej wymagające.

JD: Która z hal euroligowych jest najgorętsza, najbardziej wymagająca dla sędziów?

LL: Każdy zna klimat hal w Grecji i Serbii. Ale są też trochę inne takie, jak hala w Kownie. Tam kibice z całych sił wspierają swój zespół i mają ogromny wpływ na zawodników przebywających na boisku. Są też hale, które charakteryzują się bardzo wymagającą i znającą się na temacie widownią, takie jak ta w Tel Avivie, w które też panuje inna, specyficzna atmosfera.

Wiele klubów Euroligi i EuroCupu posiada długą tradycję i historię. Turcja to obecnie świetne miejsce do gry w koszykówkę, zwłaszcza po sukcesie ich drużyny narodowej i zdobyciu srebrnego medalu podczas Mistrzostw Świata w 2010 roku. Hala Fenerbahce to kapitalne miejsce do gry, z widownią na prawie 15 tysięcy osób, która niesamowicie wspiera swój zespół, wyciąga maksimum ze swoich zawodników – ale też wywiera niesamowitą presję na sędziów.

JD: Jak wygląda typowy tydzień z życia sędziego Euroligi?

LL: Pierwszy moment, to otrzymanie nominacji na mecze. Z reguły dostajemy je od razu na dwa – trzy tygodnie i musimy zaplanować wszystko, co z tym związane. Musimy zaplanować przeloty, swoje treningi i oczywiście czas na odpoczynek. Naszym podstawowym obowiązkiem jest przyjazd na miejsce – o ile to możliwe – po południu dzień przed meczem.

Z jednej strony to obowiązek, z drugiej zaś bardzo ważną sprawą jest możliwość spotkania z partnerami boiskowymi dzień przed meczem. W trakcie dnia meczowego, w moim przypadku wygląda to następująco: od rana robię lekki trening, zwykle jogging, następnie spotykamy się z kolegami na odprawie przedmeczowej. Tam analizujemy poszczególne drużyny, sprawdzamy ich statystyki, omawiamy sposób gry konkretnych zawodników, przygotowujemy się na to, jaka rywalizacja czeka nas na poszczególnych pozycjach. Poza tym analizujemy styl gry zespołów, zachowania ławek, trenerów i sprawdzamy ostatnie wyniki drużyn w rozgrywkach.

To bardzo istotne, żeby wiedzieć czy dany zespół jest obecnie na fali wznoszącej, czy też w dołku – żeby wiedzieć czego się spodziewać. W Eurolidze tak naprawdę każdy może wygrać z każdym danego wieczoru, a sam sezon jest bardzo długi, więc ogromnym wyzwaniem dla zespołów jest osiągnięcie dobrej dyspozycji na jego początki i utrzymanie takiego poziomu gry przez cały sezon. Spójrzmy na Real Madryt w zeszłym sezonie – najważniejsze to być w najlepszej formie na czas playoff-ów.

Po tym wszystkim omawiamy wewnętrznie podział naszych obowiązków sędziowskich w trakcie meczu. Nie jesteśmy w stanie zaplanować i przewidzieć wszystkiego. W zeszłorocznych playoff-ach w jednej z serii, byliśmy przygotowani na naprawdę zacięty i bardzo ciężki mecz. Przyjechaliśmy na halę ponad 2 godziny przed rozpoczęciem meczu, żeby uniknąć korków po drodze oraz kibiców. Po przyjeździe poszliśmy od razu sprawdzić sprawność działania systemu IRS (co musimy zrobić co najmniej 75 minut przed rozpoczęciem każdego spotkania) i okazało się, że kibice są już w hali i czekają na mecz.

Przygotowaliśmy się na ciężki początek spotkania, a tam już po niespełna kilku minutach widniał wynik 14:0! Patrzyliśmy na siebie z kolegami myśląc „Co się tutaj dzieje?”. Tak więc możesz być bardzo dobrze przygotowany przed meczem, ale czasami jego przebieg może być diametralnie inny – i na to też trzeba być gotowym.

JD: A propos meczów – w trakcie wznawiania piłki z auto, po wręczeniu piłki zawodnikowi, wykonujecie sygnał włączenia zegara. Ale jednocześnie naciskacie także przycisk na małym urządzeniu (pudełku), które macie przy sobie. Do czego ono służy?

LL: Jesteśmy wyposażeni w system, który zatrzymuje zegar po każdym gwizdku. Nazywa się to „Precision Time System” (PTS). Mamy mikrofon połączony z naszym gwizdkiem, więc w momencie zagwizdania, dźwięk automatycznie zatrzymuje zegar. Kiedy ponownie wznawiamy grę, mam przycisk przy pasku, dzięki któremu z powrotem uruchamiamy zegar.
Sędzia stolikowy odpowiedzialny za mierzenie czasu, tak czy inaczej zatrzymuje zegar we własnym zakresie. Dzięki temu jest to podwójny system kontroli zegarów.

JD: Mówi się, że najlepszy mecz w wykonaniu sędziów to taki, po którym w ogóle się o nich nie mówi. Muszę więc zapytać o Pana styl sędziowania. Mam wrażenie, że stworzył Pan swój własny styl sędziowania, który nie do końca pasuje do tej maksymy. Jest Pan bardzo energetycznym, ekspresyjnym sędzią, który często rozmawia i dyskutuje z zawodnikami oraz trenerami, sędziuje jakby całym sobą i okazuje bardzo dużą pewność siebie. Czy zgodzi się Pan z takim opisem?

LL: Absolutnie zgadzam się z Tobą w tym, że najlepsze sędziowanie to takie, po którym nikt nawet nie pamięta, kto sędziował dany mecz. Moim zdaniem sędziowie są tylko częścią gry i to w dodatku nie tą najważniejszą.

Co do mojego stylu – tak, z całą pewnością jest wyjątkowy. Styl sędziowania zależy od naszej osobowości. Nie stworzyłem swojego image’u w jakimś konkretnym celu, ale myślę czasami, że jestem swego rodzaju „nauczycielem” dla zawodników – jeśli przychodzą do mnie i zadają pytania we właściwy sposób, moim obowiązkiem jest porozmawiać z nimi i odpowiedzieć na nie. To samo dotyczy trenerów. Jeśli w danym momencie mogę im wyjaśnić podstawy swojej decyzji, powinienem to zrobić.

Co do zasady, mam bardzo dobre relacje zarówno z zawodnikami, jak i z trenerami. Nie mogę powiedzieć, że w trakcie meczu jesteśmy wrogami – ale każdy z nas ma swoją, inną robotę do wykonania i czasami zdarzają się konflikty. Natomiast koniec końców wierzę, że każdy potrafi stwierdzić, że my też popełniamy błędy, też jesteśmy ludźmi.

Kiedy ze sobą rozmawiamy i wyjaśniamy swoje decyzje, wówczas łatwiej jest je zrozumieć. Natomiast ja nigdy nie szukam takich rozmów – nie mam potrzeby tłumaczenia każdej swojej decyzji. Ale jeśli ktoś potrzebuje kilku słów wyjaśnienia, uważam, że powinienem mu je dać.




JD: Po tak długiej karierze, jakie ma Pan jeszcze cele przed sobą?

LL: Nie mogę tylko powiedzieć, że Igrzyska Olimpijskie, ponieważ to marzenie każdego sędziego. Moim celem jest utrzymywanie formy fizycznej, bycie przykładem dla młodych sędziów i próbowanie przekazania im możliwie jak najwięcej mojej wiedzy i doświadczenia na boisku. Chcę im pomagać w podnoszeniu poziomu ich sędziowania.

Chciałbym też umieć uchwycić moment, w którym powinienem odejść. Chcę skończyć karierę w najlepszym możliwym momencie, zachowując wspaniałe wspomnienia. Nie chcę odchodzić, bo będę musiał odejść.

JD: Z tego co mi wiadomo, w trakcie podróży na mecze, musi Pan mieć swój sprzęt sędziowski przy sobie na pokładzie.

LL: Tak, zgadza się. Czasami podróżujemy bardzo małymi samolotami i wtedy nawet Twój bagaż rejestrowany jest zabierany na pokład. Którego razu jeden z moich kolegów doleciał na lotnisko docelowe i dowiedział się, że jego bagaż nie został zabrany z poprzedniego lotniska. A dokładniej – został na pasie startowym! (śmiech)

Dlatego też co najmniej strój sędziowski musimy mieć zawsze ze sobą. Buty w razie czego można kupić wszędzie, więc to nie byłby aż taki problem.

JD: Czy sam również przeżył Pan jakąś zabawną (a może straszną) historię z tym związaną?

LL: No pewnie. Dwa razy zapomniałem swoich spodni sędziowskich na mecz! Za pierwszym razem to było we Włoszech. Przed finałowym meczem o Puchar Włoch musiałem po nie wracać 350 km do domu. Na szczęście zdążyłem być w hali na czas.

Za drugim razem przydarzyło mi się to w Izraelu. Wiesz, każdy ma swój rytuał pakowania torby przed wyjazdem na mecz. Nawet jeśli się spieszę, zawsze wiem, co pakuję jako pierwsze – buty. Później bielizna, koszulki, spodnie i bluzy. Kiedy dojechałem na lotnisko, miałem nieodparte wrażenie „Cholera … o czymś zapomniałem”. Otworzyłem torbę i … nie mam spodni!

Nie miałem już czasu, żeby się cofać z Rzymu do domu w Pescarze, więc zadzwoniłem do jednego znajomego komisarza z Izraela i powiedziałem mu o swoim problemie, prosząc o pomoc. Powiedział mi wtedy „Ok, ale nie mamy u siebie tak wysokiego sędziego jak Ty…”

Ostatecznie znaleźli dla mnie spodnie, które były dla mnie tylko trochę za krótkie, ale musiałem jakoś to przeżyć. Od tamtej pory za każdym razem co najmniej dwa raz sprawdzam, czy wszystko spakowałem.

JD: Przeważnie w zespole sędziowskim jest Pan sędzią głównym – tzw. „Crew Chiefem”. W jaki sposób osoba, które przewodzi zespołowi sędziowskiemu, powinna współpracować ze swoim młodszymi, mniej doświadczonymi kolegami?

LL: Będąc młodym sędzią, miałem zaszczyt sędziować z niektórymi z najlepszych wówczas sędziów w Europie i to co zauważyłem, to każdy z nich pozwalał mi na to, żebym mógł robić swoje. Nigdy nie nakładali na mnie żadnej dodatkowej presji, mogłem spokojnie z pewnością siebie podejmować decyzje.

Dlatego dziś sam staram się taki być dla innych sędziów. Co mam na myśli – zawsze daje moim kolegom pole do samodzielnego podejmowania decyzji, nigdy nie próbuję przejąć ich gwizdków, nie jestem wobec nich wyniosły czy też nie naciskam na nich. Jeśli nie zgadzam się z jakąś decyzją kolegi, wtedy zawsze pytam czy jest pewien tego konkretnego gwizdka, czy miał dobrą pozycję do oceny danej sytuacji, czy obserwował właściwą rzecz.

Musimy dać młodszym sędziom prawo do popełnienia własnych błędów, ponieważ nasza praca nieco różni się od innych profesji. Stajemy się coraz lepsi właśnie dzięki popełnianiu tych błędów i ciężko to niektórym zrozumieć, ale taka jest prawda. Czasami Crew Chief jest jak ojciec – bardzo opiekuńczy. Ale musimy kontrolować swoich podopiecznych we właściwy sposób, być przy nich, pomagać im – ale przede wszystkim musimy dać im szansę, pozwolić im sędziować i robić swoje.

Dla przykładu – jeśli mamy do czynienia z bardzo trudnym gwizdkiem, a ja nie jestem sędzią który w pierwszej kolejności jest odpowiedzialny za ocenę danej sytuacji, zawsze czekam na to co się wydarzy. Jeśli zabraknie gwizdka kolegi, a jest on bardzo ważny dla przebiegu meczu, wtedy podejmę decyzję za niego. Kibice, trenerzy, zawodnicy – oni nie znają i nie rozumieją zasad naszej mechaniki. Najważniejszą rzeczą dla nich jest prawidłowy gwizdek, a mechanika jest dla nas.

Czasami kiedy to ja jestem osobą odpowiedzialną za podjęcie decyzji, młodzi sędziowie mając opory/obawy przed tym żeby mi pomóc i dać gwizdek zamiast mnie. Kiedy pytam ich później „Hej, jeśli widziałeś tam faul, dlaczego nie dałeś gwizdka?” często odpowiadają mi „Przecież Ty tam byłeś!”. To nie ma żadnego znaczenia – czasami ktoś mnie przyblokuje, czasami nie mam szans dojrzenia czegokolwiek w danym momencie, może straciłem koncentrację myśląc akurat o czymś mało ważnym.

Zmierzam do tego, że potrzebujemy pracy zespołowej, trzech równych sobie sędziów. Nie potrzebujemy Crew Chiefa i dwóch pozostałych sędziów pomocniczych. Potrzebujemy całej trójki – sędziego, sędziego i sędziego.

Jan Delmanowski

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>




POLECANE

Pozycja Anwilu Włocławek na czele listy jest na początku sezonu niezagrożona. Na drugim miejscu widzimy Arkę Gdynia, nieco dalej Polski Cukier. Najsłabiej w tym momencie wyglądają zespoły z Gliwic, Radomia i Starogardu Gdańskiego.