Łukasz Grudniewski: Młodzież uczy się od „senatorów”

Share on facebook
Share on twitter

– Cudzoziemcy w pierwszej lidze nie byliby dobrym pomysłem, ale na tym poziomie naszej koszykówce przydałby się przepis o młodzieżowcu – uważa Łukasz Grudniewski, trener Jamalex Polonii 1912 Leszno.

Łukasz Grudniewski / fot. Jamalex Polonia 1912 Leszno

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>

Łukasz Grudniewski (37 lat), trener pierwszoligowego zespołu z Leszna, w sezonie 2017/18 został uznany za najlepszego trenera rundy zasadniczej. Wcześniej, w rozgrywkach 2015/16 wywalczył awans z drugiej ligi z bilansem 35-1. Jaki będzie jego następny sezon?

Pamela Wrona: Polonia Leszno już przed rozpoczęciem ligi uznawana była za głównego faworyta rozgrywek, a Tomasz Ochońko był jednym z najgłośniejszych transferów sezonu 2018/19. Jego kontuzja może spowodować, że Wasze cele się zmienią?

Łukasz Grudniewski: Tak, musieliśmy trochę wszystko zmodyfikować, ponieważ zatrudnienie Tomka wiązało się z tym, że byliśmy jednym z głównych faworytów do awansu. Ściągnęliśmy zawodnika z doświadczeniem na pozycji rozgrywajacego, „generała” całego zespołu. Natomiast jego ciężka kontuzja spowodowała, że w jednej chwili staliśmy się zespołem, który w każdym meczu musi walczyć o to, aby być w najlepszej ósemce w tabeli. Taki mamy teraz cel, aby być w playoffach.

Na kiedy szacowany jest jego powrót na parkiet?

Tomek już jest po operacji kolana, która przebiegła zgodnie z planem. Czeka go bardzo ciężka rehabilitacja. Myślę, że potrzebuje kilku miesięcy, w zależności od tego jak ona będzie przebiegała i jak będzie współpracowało jego ciało.

Czy w związku z tym, planowane jest jeszcze jakieś wzmocnienie?

Na razie o tym nie myślimy. Gramy w takim zestawie, jakim na ten moment dysponujemy.
Mamy duży potencjał, mimo bardzo wąskiej rotacji. Każdy dostaje minuty i wywiązuje się ze swojej roli. Myślimy o tym, aby udoskonalać naszą grę i w ataku i w obronie, a nie nad potencjalnymi wzmocnieniami.

Jak, Pana zdaniem, wyglądacie na tle innych drużyn?

Trzeba jasno powiedzieć- jest 5 zespołów, które są według mnie zbudowane pod kątem awansu. Są to Czarni Słupsk, Astoria Bydgoszcz, GKS Tychy, Śląsk Wrocław i bez wątpienia Sokół Łańcut, o którym nie należy zapominać. Te ekipy na pewno potencjałem ludzkim odbiegają od reszty. Dalej pozostaje 11 zespołów, które tworzą grupę pościgową. Liga jest bardzo wyrównana i każdy może wygrać z każdym, dlatego mecze są o przysłowiowe życie i być albo nie być.

Wobec tego, może być ciężko powtórzyć sukces z ubiegłego sezonu? Myśli Pan, że będziecie w stanie znów stanąć na podium i powalczyć o wyższą lokatę?

Na pewno będzie ciężko. Sukcesem ubiegłego sezonu był brązowy medal, a teraz przez kontuzję Tomka, tak jak już mówiłem, musieliśmy trochę zweryfikować nasze plany, natomiast nie podlega dyskusji to, że będziemy w każdym spotkaniu walczyć o dwa punkty. Dwie kolejki pokazały, że charakterem i determinacją mój zespół potrafi zrobić bardzo dużo. Cieszę się najbardziej z tego, że takim sposobem mamy już bilans 2:0. To, jakie będziemy mieli szanse, zweryfikuje parkiet.

W sezonie 2016/17 i 2017/18, Pana asystentem był Maciej Dudzik, który przeszedł do Energa Kotwicy Kołobrzeg. Czy teraz jednocześnie wykonuje Pan obowiązki asystenta i pierwszego trenera, czy szykowane jest jeszcze wzmocnienie w sztabie?

Nie będzie żadnego wzmocnienia w sztabie. Pełnię jednocześnie obowiązki pierwszego trenera i asystenta, ale naszą kadrę zasililiśmy Dominikiem Wrotkowskim, który odpowiada za przygotowanie fizyczne. Obok niego, jest jeszcze kierownik drużyny, fizjoterapeuta oraz ja.

Zatrzymajmy się przy wspomnianym sezonie 2017/18. Leszczyńska Polonia rundę zasadniczą zakończyła z bilansem 25-7 jako wicelider. W ostateczności jednak, zajęliście trzecie miejsce. Czego zabrakło, aby pokonać Łańcut? Patrząc z perspektywy czasu, można było coś zrobić inaczej?

Przede wszystkim zabrakło doświadczenia. Mieliśmy przewagę parkietu w półfinale, przegraliśmy u siebie dwa spotkania. Zabrakło wyrachowania, zimniej krwi. Poniekąd na pozycji numer jeden, ale i pod koszem, gdzie potrzeba było większej siły fizycznej. Nie myślę o tym co było. Skupiam się na tym, co jest teraz i tak jak wspomniałem, naszą grę chcę doprowadzić do perfekcji, zarówno w obronie, jak i w ataku.

Czy patrząc na miniony sezon, wyciągnął Pan z niego jakieś wnioski, które może teraz wykorzystać na korzyść drużyny?

Wiadomo, człowiek uczy się cały czas, w tej sytuacji trener i zawodnik z każdym sezonem. Także tylko Ci, którzy nie chcą się rozwijać nie wyciągają żadnych wniosków. Ja jako trener, chcę się rozwijać, dlatego te wnioski wyciągam. Tak było w przypadku zeszłego sezonu. Bilans 25-7 poniekąd zaburzył sposób patrzenia. Graliśmy trochę ponad stan. Był z nami młody Kuba Kobel, który miał naprawdę świetny sezon. Dzięki temu, teraz możemy oglądać go na ekstraklasowych parkietach. Bardzo się z tego cieszę.

Łukasz Grudniewski / fot. Jamalex Polonia 1912 Leszno

W sezonie 2015/16 poprowadził Pan Polonię do awansu do pierwszej ligi. Ale czy Leszno jest teraz gotowe na ekstraklasę? Czy jest to plan, który chcecie osiągnąć, nawet jeśli nie teraz to w najbliższym czasie?

Myślę, że Leszno jest na to gotowe, ale to pytanie jest chyba bardziej do pana prezesa Jacka Kaszuby (śmiech). My jaki zespół, robimy wszystko, aby mieszkańcy Leszna byli dumni ze swojej drużyny, aby przychodzili na mecze, wspierali nas dopingiem i mieli się z kim identyfikować. Przez te wszystkie lata pokazaliśmy, że warto nas wspierać.

A czy trener – w razie awansu- jest na to gotowy?

Tak, jestem na to gotowy!

Jaka Pana zdaniem jest największa różnica między jedną ligą a drugą?

Największa różnica, moim zdaniem, tkwi w fizyczności. Ekstraklasa dysponuje obcokrajowcami, przede wszystkim zza Oceanu, którzy powodują, że jest inna intensywność gry, inne tempo i inna fizyczność. To jest kluczowa różnica między PLK a jej zapleczem.

Rozmawiając z doświadczonymi zawodnikami, wyciągamy wnioski, że naprawdę jest wielu chłopców w pierwszej lidze, którzy albo zostali przegapieni, albo po prostu mogliby w tej ekstraklasie spokojnie grać.

A różnica z punktu widzenia trenera? Czym różni się prowadzenie ekipy w 1 lidze od PLK?

Wiadomo, należy przebudować cały sztab – tak naprawdę jeden trener nie jest w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Są też zupełnie inne wymogi, natomiast jeśli chodzi o sam styl prowadzenia zespołu, sądzę, że u nas nic by się nie zmieniło – byłby nadal pełen agresji w obronie. Nie ma co porównywać lig. Albo się jest trenerem z charyzmą i z danym charakterem, albo tego się po prostu nie ma. Niezależnie od tego, w której lidze, swoją pracę trzeba zawsze wykonywać na 100%.




Jeżeli mowa o pierwszej lidze – jak Pan zaopatruje się na pomysł dotyczący zgody na grę cudzoziemców na zapleczu PLK?

Nie będę ukrywał, że jestem temu przeciwny. Pierwsza liga powinna być dla naszych chłopaków. Jak dla mnie, powinien zostać wprowadzony inny przepis, aby rozwijać polską koszykówkę.

Jaki to przepis?

Obligatoryjnie, na boisku powinien być zawodnik, który nie skończył 20-tego roku życia. To powinno być ustalone odgórnie. Skutkowałoby to tym, że wśród 16 drużyn, byłoby co najmniej czterech takich młodych chłopców, co dawałoby 64 zawodników, którzy na co dzień trenowaliby z pierwszym zespołem.

Żeby nie było „wyścigu szczurów”o tych chłopaków, powinno być wprowadzone tak zwane „salary cap”, czyli nie powinni oni zarabiać więcej niż 1500 zł. miesięcznie. Dzięki temu przychodziliby do ligi po to, aby się rozwijać.

Pierwsza liga ma olbrzymi potencjał, który nie jest w odpowiedni sposób wykorzystywany. Jest wielu doświadczonych zawodników, ja ich nazywam „senatorami”. Są w każdym zespole. Od nich młodzi zawodnicy wiedzę mogliby czerpać garściami, bo mają olbrzymie doświadczenie i są wszechstronni.

Jest wielu zawodników, których można by było tutaj wymienić i wstawić. Kto myśli inaczej, nie ma zielonego pojęcia o rozwoju polskiej koszykówki.

Czego w Pana domyśle brakuje polskiej koszykówce, by zaczęła odnosić sukcesy? Gdzie tkwi problem?

To jest temat rzeka, ale wszystko zaczyna się od młodzieży. Pracuję w Wielkopolsce. Ostatnio dowiedziałem się, że w zespołach U18 zgłosiło się 5 zespołów. 5 zespołów w docelowej kategorii juniora, a przypominam, że województwo wielkopolskie ma jakieś 3,5 miliona mieszkańców – dla porównania dwukrotnie więcej niż cała Litwa.

To jest skandal, ale taka jest prawda. Gdzie oni mogą się rozwijać, jeżeli nie ma żadnych meczów pod presją, brakuje centralnej ligi juniorów, zespołów z dużych ośrodków do rywalizacji między sobą, takich jak Trefl Sopot, Asseco Arka Gdynia, Rosa Radom, czy Śląsk i WKK Wrocław? Oni nie mają z kim rywalizować.

Spotkania w juniorach starszych kończą się różnicą 80 punktów, a później Ci chłopcy jadą na Mistrzostwa Europy. Nie grają w pierwszej lidze bo nie ma tego przepisu. W drugiej lidze grają, ale ta liga jest bardziej amatorska. Później na takich mistrzostwach zajmują 12 miejsce w dywizji B. W 40 milionowym kraju to szkolenie po prostu kuleje.

Może to wpływać na oglądalność i zainteresowanie koszykówką w naszym kraju?

Wydaje mi się, że tak. Nie ma z kim się utożsamiać, nie ma graczy, którzy grają po kilka sezonów w jednym klubie, przede wszystkim Polaków. Drugim problemem jest to, że za szybko rezygnuje się z doświadczonych zawodników. Przykładem może być Krzysztof Szubarga, który ma teraz 34 lata, gra rewelacyjnie i wygląda po prostu świetnie. Kamil Łączyński, który przecież jeszcze 5 lat temu był w Krośnie, a teraz został MVP finałów PLK. To są osoby, które gdzieś w pewnym momencie zostały poniekąd przekreślone, przez swoje warunki fizyczne, a teraz pokazują, że można. I to w każdym wieku!

Trzeba znaleźć balans między rozwojem młodych ludzi, a tymi doświadczonymi zawodnikami. Bo właśnie nikt inny, niż ci doświadczeni, będą najlepiej rozwijać tych młodych.

Uważany jest Pan za jednego z lepszych trenerów w Polsce. Kto jest Pana trenerskim wzorem? Skąd czerpie Pan inspiracje?

Najbardziej wiedzę czerpię zdecydowanie z Euroligi. Jest liga, która jest najlepiej rozwinięta w Europie. Są tam najlepsi europejscy trenerzy. Ta liga jest dla mnie wzorem do naśladowania. Co więcej, nie jestem już takim młodym trenerem, bo mam już 37 lat, trenuje od 16, a przez wszystkie swoje lata miałem takie szczęście, że na swojej drodze spotkałem ludzi, którzy bardzo wiele mnie nauczyli.

Zaczynałem u trenera Jankowskiego, następnie pracowałem z trenerem Urlepem i Rajkoviciem, ale też prowadziłem wszystkie grupy młodzieżowe drugiej i pierwszej ligi, także ten bagaż doświadczeń sam sobie zrobiłem. Myślę, że w Europie Obradović jest takim trenerem- „guru” europejskiego basketu i na nim staram się wzorować.

Rozmawiała Pamela Wrona, @PulsBasketu

MID SEASON Sale – najlepszy moment na koszykarskie zakupy! >>