REDAKCJA

Łukasz Majewski – trener mocno nieszablonowy

Łukasz Majewski – trener mocno nieszablonowy

Z Łukaszem Majewskim jest dokładnie tak, jak z jego wypowiedziami w Strefie Chanasa. Niby sobie nie wyobraża zespołu zbudowanego z pięciu amerykańskich koszykarzy i dwóch dobrych Polaków, a mimo wszystko to robi. Trenerem chciał też zostać dla beki, a robi to na poważnie. Jedno jest pewne – nie boi się wyzwań. I wiecie co jest najlepsze? Najczęściej udaje mu się dopiąć swego.
Łukasz Majewski / fot. Krzysztof Cichomski, King Szczecin

PZBUK – kursy i transmisje meczów NBA! >>

Wszystko da się zrobić

Łukasz Majewski, jeszcze jako czynny koszykarz, stwierdził, że nie będzie czekał do końca kariery i kupi konia, mimo że jeździectwo – może nie wprost – ale jest jednym z zakazanych punktów kontraktu, każdego zawodowego sportowca. Poza tym, wyobrażacie sobie dwumetrowego chłopa na koniu? Musicie – dla Łukasza Majewskiego nie ma rzeczy niemożliwych. 

Takim też był zawodnikiem, który w poważną wchodził stosunkowo późno, bo w wieku 24 lat, kiedy debiutował w Polskiej Lidze Koszykówki, razem ze Zniczem Jarosław. Mało kto widział w trochę surowo koszykarskim, dobrze zbudowanym chłopaku potencjał. Ten jednak jak już dostał szansę, nie zamierzał jej zmarnować. Wszystko dzięki ciężkiej pracy, która zaprowadziła go do gry w czołowych polskich klubach, ba nawet w reprezentacji Polski.

Kibice koszykówki w Ostrowie Wielkopolskim pierwszy raz zetknęli się z Majewskim w sezonie 2008/2009, kiedy ś.p. Andrzej Kowalczyk zbudował stosunkowo tani zespół, który miał pozwolić przetrwać cięższy okres, kiedy w klubowej kasie pod koniec sezonu świeciło pustkami.

Majewski był wówczas uważany za niezłego zadaniowca, który może postraszyć rzutem z dystansu. W hali przy ul. Kusocińskiego nie straszył. Przynajmniej na początku. A każdy, kto miał okazję poznać Andrzeja Kowalczyka, wie że w sytuacjach kryzysowych – kiedy nie idzie, Kowal raczej nie wyciągał pomocnej dłoni. „To gra dla dużych chłopców, nie ma się co mazać”. 

Wszędzie doceniany

Kontrakt „obcięty” finansowo (sorry, taki mieliśmy klimat), znikoma ilość na parkiecie – jednym zdaniem – można się załamać, zwłaszcza w przypadku chłopaka, który był po niezłych sezonach w Zniczu Jarosław i Polpharmie. Nic z tych rzeczy! Majewski podążał swoją drogą – praca, praca, jeszcze raz praca. Tego nigdy nie można było mu odmówić – zapier… za dwóch. 

Boom nastąpił w 2009 roku. Od stycznia Majewski zaczął wracać do łask trenera, dając dobre zmiany w defensywie, trafiając „ze stójki” za trzy. I poszło – Majewski raz, Majewski dwa, Majewski trzy. Gdyby nie kiepski początek sezonu – rozgrywki pewnie zakończyłby na ponad 50% w rzutach z dystansu.

Markę wyrobił sobie jednak grą w defensywie. W pamiętnym sezonie 2008/2009 był nawet jednym z niewielu graczy, który może ustać w obronie przeciwko Qyntelowi Woodsowi, który razem z Asseco Prokomem Sopot musiał się sporo napocić, żeby w ćwierćfinale wyeliminować Atlas Stal dopiero w piątym meczu. Ostatnim dla ekstraklasowej koszykówki w Ostrowie na kilka długich lat.

Już wtedy Majewskiego chciał mieć co drugi trener w Polsce. Nielubiany przez rywali z parkietu za trash-talking i czasami „cwaniackie” zagrywki koszykarz trafił znów do Polpharmy, następnie Anwilu Włocławek, gdzie był nawet kapitanem. Podobnie było w kolejnych klubach, gdzie koledzy z zespołu zawsze stawiali właśnie na niego. Swoją charyzmą szybko zdobywał zaufanie i pozycję w szatni. Za ciężką pracę dostał nawet szansę gry w reprezentacji Polski, w co jeszcze kilka lat wcześniej wierzył pewnie tylko on sam. 

Ciężka praca towarzyszyła Majewskiemu do końca zawodniczej kariery. Trening na 90% nie wchodził w grę, dlatego w 2019 roku powiedział „pass”. Upierdliwe kontuzje nie dawały spokoju, więc nie było sensu się męczyć. Mam dość basketu. Czy aby na pewno?

.

I znów będziemy zdziwieni?

I tutaj rozpoczął się kolejny rozdział w życiu Łukasza Majewskiego. Chyba nawet nieco zaskakujący, bo każdy, kto zna trenera Stali, ten wie, że tak jak dawał z siebie wszystko na koszykarskim parkiecie, tak poza nim, już nie był tak oddany dyscyplinie. Nigdy nawet tego nie ukrywał, powtarzając że nie ogląda namiętnie koszykówki w telewizji, nie jest kibicem NBA i pewnie gdyby nie życie po życiu w BM Slam Stali, nawet trudno byłoby go spotkać na każdym meczu sezonu. Więc dlaczego trenerka? Wracamy do punktu wyjścia – Majewski nie pęka, lubi wyzwania.

Początek był niezły. Jako debiutant przejął zespół w minionym sezonie po Jacku Winnickim. Czy wycisnął z niego wszystko? Wydaje się, że tak. Sprawdził się w roli strażaka, stawiając przede wszystkim na dialog, który miał otworzyć kilku graczy. I to się udało. BM Slam Stal po fatalnym początku sezonu, była blisko awansu do play off. 

Nowy zespół, to jednak nowa historia. Pisana już tylko przez Majewskiego. On w stu procentach będzie odpowiadał za grę tej drużyny. Nie będzie wymówek. To kolejny egzamin dojrzałości. Trener Majewski w dużej mierze dostał zawodników, jakich sobie zażyczył. Nawet jeśli będzie musiał walczyć ze swoją własną opinią, że trening w przypadku zatrudnienia pięciu Amerykanów i dwóch ogranych w ekstraklasie Polaków nie ma racji bytu, nie wspominając o „szatni”. Łukasz, zaskocz nas po raz kolejny!

Marcin Gebel 

PZBUK – kursy i transmisje meczów NBA! >>

POLECANE

tagi

Przed nami dwa spotkania. W Stargardzie PGE Spójnia zagra z ekipą ze Słupska, a w Bydgoszczy Enea Abramczyk Astoria będzie chciała sprawić niespodziankę w starciu z mistrzami Polski.
26 / 11 / 2022 16:48

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Przed nami kolejne zmagania zespołów Energa Basket Ligi Kobiet w rozgrywkach FIBA Eurocup Women oraz FIBA Women Euroleague. Sprawdziliśmy, jak wygląda sytuacja naszych zespołów w poszczególnych rozgrywkach.