Luke Walton ma dylemat – Ingram czy Deng?

Share on facebook
Share on twitter

W ostatnich latach fani Los Angeles Lakers mogli jedynie pomarzyć o problemie bogactwa. Dziś zastanawiają się, kogo nowy trener wystawi w pierwszej piątce – wielką nadzieję na przyszłość, Brandona Ingrama, czy cenionego w lidze weterana, Luola Denga?

Brandon Ingram (Fot. Wikimedia Commons)
Brandon Ingram (Fot. Wikimedia Commons)

Po trzech latach tkwienia w marazmie Lakers wreszcie rozpoczynają nowy rozdział w swojej historii – bez Kobe Bryanta i bez Byrona Scotta. Na wyraźną poprawę kibice będą musieli jeszcze poczekać, ale prognozy są bardzo obiecujące. Póki co nowy trener musi jednak ustalić, kto w jego drużynie będzie wychodził na boisko w pierwszym składzie.

Pozycje rozgrywającego, środkowego i silnego skrzydłowego wydają się być zaklepane odpowiednio przez D’Angelo Russella, Tomofieja Mozgowa i Juliusa Randle’a. Na dwójce najprawdopodobniej zobaczymy Jordana Clarksona, choć tu właśnie można by się jeszcze zastanawiać. Bo choć nominalnie Luol Deng i Brandon Ingram bić się będą o pozycję niskiego skrzydłowego, to teoretycznie Luke Walton może przecież próbować ustawień z tym pierwszym jako silnym skrzydłowym lub drugim pełniącym obowiązki rzucającego obrońcy.

Deng ma za sobą udane rozgrywki w Miami Heat, gdzie Erik Sopelstra wielokrotnie ustawiał go właśnie na czwórce. W rundzie zasadniczej notował średnio 12,3 pkt. i 6 zb., a w 14 meczach fazy play-off jego statystyki jeszcze podskoczyły do 13,3 pkt. oraz najlepszych w karierze (na tym etapie rozgrywek) 42% skuteczności z dystansu. Ostatni sezon, w którym rozpoczynał na ławce rezerwowych więcej niż cztery spotkania, miał miejsce na przełomie lat 2005 i 2006. I trudno sobie wyobrazić, by teraz, gdy wciąż będzie zarabiał 18 milionów dolarów rocznie, ot tak zgodził się przyjąć rolę zmiennika.

Z drugiej strony mamy wybranego z 2. numerem draftu Ingrama, który właśnie skończył 20 lat. W swoim jedynym sezonie w barwach Duke rzucał średnio 17,3 pkt. przy 41% skuteczności zza łuku. W Lidze Letniej w Las Vegas było to już tylko 25%, ale im dalej w las, tym wyglądało to lepiej, więc też nie ma co traktować tych 5 spotkań jako miarodajny wyznacznik. To on ma być ich gwiazdą przyszłości i z pewnością Walton znajdzie dla niego spore minuty, aby mógł się spokojnie ogrywać.

– Możecie tam wpisać kogo chcecie, ja póki co jeszcze tego nie zrobiłem – mówił trener Walton przy okazji uroczystości otwarcia nowego kompleksu treningowego Lakers w kontekście pierwszej piątki na nadchodzący sezon. – Każdy musi zasłużyć na swoje miejsce. Przyjeżdżasz na obóz przygotowawczy, rywalizujesz z innymi graczami, szanujesz swoich kolegów z zespołu, ale ktokolwiek zdoła przewyższyć pozostałych, ten właśnie będzie rozpoczynał dla nas mecze.

Warto w tym momencie zaznaczyć, że Lakers wcale nie musi się spieszyć z rozwojem swoich młodych koszykarzy i wyraźnym awansem w ligowej hierarchii. Zawodnicy i sztab trenerski naturalnie mają swoje ambicje, ale w klubie nikt nie powinien specjalnie rozpaczać, jeśli drużyna znów wyląduje w okolicy 14-15 miejsca w konferencji.

Bo choć swój przyszłoroczny pick w pierwszej rundzie draftu prawdopodobnie będą musieli oddać Sixers, to wciąż jest on chroniony na miejscach 1-3. Tak więc niewykluczone, że w obliczu kiepskich wyników w pierwszej części sezonu, druga przypomni nam ostatnie trzy lata, w których druga najbardziej utytułowana drużyna w historii NBA niemiłosiernie tankowała, aby zwiększyć swoje szanse w loterii.

Mateusz Orlicki, @M_Orlicki