Łysy LeBron już zabrał się do roboty

Share on facebook
Share on twitter

W słowniku „Króla” nie znajdziecie takich słów jak „wakacje”, „urlop” czy „wolne”. Po przegranych finałach z Warriors wpadł tylko do fryzjera i od razu wziął się do ciężkiej pracy.

LeBron James / fot. wikimedia

To są buty LeBrona Jamesa – możesz je mieć! >>

Wielu sportowców wyznaje zasadę, zgodnie z którą przez cały okres trwania fazy pucharowej rezygnują z golenia zarostu. Przez cały play-off zapuszczają brody, które ścinają dopiero po eliminacji tudzież ostatecznym triumfie i wzniesieniu upragnionego trofeum.

Tradycja ta wywodzi się wprawdzie z hokejowej ligi NHL, jednak z czasem udzieliła się także wśród reprezentantów innych dyscyplin. LeBron James nieco ją zmodyfikował – zamiast brody po nieudanej próbie obrony mistrzowskiego tytułu postanowił w końcu zgolić głowę. Na zero! I jak widać na opublikowanym przez samego koszykarza wideo, ten symboliczny reset dał mu chyba sporo frajdy.

Okazji do uszczypliwości nie zmarnował Draymond Green, który w swoim wpisie podkreślił, że to on i jego koledzy z zespołu wreszcie zmusili Jamesa do zmiany uczesania. Fryzura fryzurą, ale w istocie wyraźna porażka w finałach z Warriors z pewnością dostarczyła liderowi Cavs sporo materiału do przemyśleń, a także motywacji do jeszcze cięższej pracy.
O ile w ogóle da się pracować ciężej niż LeBron James. Nie zdążył bowiem jeszcze minąć nawet tydzień od wspomnianej serii, a „Król” już zameldował się w siłowni i szlifuje formę na nowe rozgrywki.

Mimo 32 lat na karku pod względem fizycznym wciąż jest nie do zdarcia. Przez cały play-off spędził na parkiecie w sumie 744 minuty (średnio 41,3 na mecz). To o 91 minut więcej od drugiego pod tym względem Kyriego Irvinga i aż 211 więcej od Kevina Duranta! W sezonie regularnym byli wprawdzie tacy, którzy łącznie – z racji większej liczby rozegranych spotkań – spędzili na boisku więcej czasu, ale pod względem średniej minut (37,8 w 74 meczach) to znów LBJ przewodził całej stawce.

Ciężka praca nawet w przerwie pomiędzy rozgrywkami, a także miliony dolarów wydane na jedzenie, kucharzy i dietetyków przynoszą efekty. 30 grudnia wejdzie w wiek chrystusowy, a właśnie jako pierwszy zawodnik w historii zakończył finały ze średnią na poziomie triple double. Czwartego pierścienia nie zdobył, ale tron najlepszego koszykarza globu wciąż należy do niego.

Przy tym wszystkim udało mu się także wystrzec poważniejszych urazów. W całej 14-letniej karierze tylko dwukrotnie opuścił więcej niż 8 spotkań rundy zasadniczej. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że tak wytrzymały, zdeterminowany i dbający o siebie „Król” mógłby grać w kosza dłużej niż zwykły śmiertelnik.

A tak już zupełnie na poważnie, można go lubić lub nie, ale biorąc pod uwagę jego profesjonalizm oraz etykę pracy, trudno byłoby znaleźć lepszy wzorzec dla adeptów nie tylko koszykówki, ale sportu w ogóle, niż LeBron James.

To są buty LeBrona Jamesa – możesz je mieć! >>

Mateusz Orlicki

POLECANE

Rozgrywki najlepszej ligi świata znów zapowiadają się rewelacyjnie – wielu faworytów do tytułu, stare i nowe gwiazdy, dziesiątki intrygujących historii. Już pierwszej nocy 74. sezonu NBA zobaczymy derby LA – Lakers zagrają z Clippers.
Znów w roli strażaka przyjdzie Markowi Łukomskiemu poprowadzić zespół w PLK. Według nieoficjalnych doniesień, były szkoleniowiec m.in. Kinga Szczecin i Czarnych Słupsk zastąpi w Starogardzie Gdańskim Marcina Lichtańskiego.