Maccabi Tel Awiw – zamieszanie na Bliskim Wschodzie

Share on facebook
Share on twitter

Ainars Bagatskis czwartym trenerem w pół roku, krnąbrne gwiazdy i wciąż kiepska gra. Legendarny klub z Izraela w tym sezonie zawodzi na całej linii.

(fot. Euroleague.net)

PLK, Euroliga, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

Czterokrotni zwycięzcy Euroligi i absolutni dominatorzy izraelskiej koszykówki mają w tym sezonie perypetie typowe raczej dla pewnej koszykarskiej ligi w Europie Środkowo–Wschodniej. Karuzela pędzi w tak zawrotnym tempie, że nie ma już śladu po wielkiej drużynie, która w 2014 roku pod wodzą Davida Blatta była najlepsza na Starym Kontynencie.

Erez Edelstein to trener ceniony na tyle, że jest jednocześnie także szkoleniowcem izraelskiej reprezentacji. W Tel Awiwie nie oznacza to wyrozumiałości – z hukiem wyleciał z posady za to, że zaczął nowy sezon Euroligi od dwóch porażek. Jego następca Rami Hadar po kilku tygodniach wyprzedził ruch działaczy i sam podał się do dymisji.

Trzecim – tymczasowym – trenerem był Lior Lubin. Gdy dziękowano mu za współpracę, klub notował serię 5 porażek z rzędu, najdłuższą w bogatej historii występów w europejskich pucharach.

Kolejny wybór był dużym zaskoczeniem. Świetnie znany w Polsce Ainars Bagatskis ma już wprawdzie bogate doświadczenie euroligowe i reprezentacyjne z Łotwą, ale nie był dotąd uznawany za trenera z najwyższej europejskiej półki. A przynajmniej nie z półki Maccabi, dla którego wszystko poniżej Final Four będzie porażką.

A ja się przebadać się nie pozwolę!

Sony Weems był jedną największych gwiazd zespołu, jego drugim strzelcem. „Był” ponieważ w styczniu raptownie się z Tel Awiwem pożegnał. Przyczyną była kontrola antydopingowa, do której zawodnik został wytypowany.

Weems oświadczył nieoczekiwanie, że badaniu się nie podda. I nie zmiękczyły jego uporu nalegania i pogróżki ze strony klubu. Ewidentnie wolał stracić pracę niż zaliczyć dopingową wpadkę i ponieść jej konsekwencje. Maccabi zarabiającego 1,5 mln dol. za sezon Amerykanina oczywiście natychmiast zwolniło.

Bagatskis prowadzi zespół ze zmiennym szczęściem, ale trudno się dziwić – na poziomie Euroligi nie zwojuje się wiele bez dominującego środkowego. Grający w pierwszej piątce Colton Iverson to być może najsłabszy center w całej Eurolidze. Pod koszem bardzo dużo gra więc Quincy Miller (208 cm), ale po pierwsze: to zawodnik raczej na pozycje 4/3, a po drugie: obok naprawdę dużego talentu ma też zbyt głowę gorącą, nawet jak na bliskowschodnie standardy.

W efekcie Maccabi to obecnie zespół oparty przede wszystkim na obwodowych strzelcach. A wiadomo jak jest z takimi drużynami – czasem wpada, a czasem nie. Zdarza się, że niesamowity Andrew Goudelock wygra mecz w pojedynkę, ale czasem go drużynie przegra.

Polski paszport rządzi na boisku

Czwartkowy mecz z wyżej notowaną Baskonią był ostatnia szansą na zachowanie choć teoretycznych szans na czołową ósemkę. I wszystko od początku szło w dobrym kierunku, bo goście z Hiszpanii zaczęli mecz tak, jak ich wielki gwiazdor, Andrea Bargnani. Po prostu leniwie.

Koncert na rozegraniu dawał Gal Mekel. Pięć asyst i sześć zbiórek zaliczył już w pierwszym wejściu, przez 7 minut gry. To chyba jedyny teraz gracz Maccabi, grający europejską, poustawianą koszykówkę, z jaką zwykle kojarzy się Euroligę. O jego polskim paszporcie powiedziano już wszystko i wiadomo, że szans na jego grę u nas nie ma, ale marzenie o tego formatu jedynce w kadrze na pewno pozostaje aktualne.

Z podań Mekela korzystał przede wszystkim Sylwen Landesberg (18 pkt.), nie tylko skuteczny, ale i dobrze grający bez piłki. Rozsądnie prowadzeni gospodarze, przy pełnej hali i gorącej publiczności, przez prawie trzy kwarty konsekwentnie budowali przewagę, która w końcu sięgnęła 20 punktów.

I wygrali zaledwie jednym punktem, 85:84, na wielkim zawale.

„Gra Mekela” zmieniła się bowiem w „grę Goudelocka”. Amerykanin, który do koszykówki żadnych rozgrywających nie potrzebuje, trafił w pierwszej połowie kilka bardzo trudnych i efektownych rzutów. Gdy nadeszły decydujące momenty zatracił jednak skuteczność, choć oczywiście nie stracił przekonania, że tylko on może poprowadzić Maccabi

Tymczasem w Baskonii Bargnaniemu kilka razy nieoczekiwanie zachciało się powalczyć pod koszem i od razu były z tego punkty z faulami. Serię nieprawdopodobnych trójek trafił Shane Larkin. Po nieudanym wejściu Goudelocka i na 20 sekund przed końcem goście mieli tylko punkt straty, piłkę i akcję na zwycięstwo. Na szczęście dla leżących już na deskach gospodarzy – pogubili się kompletnie i nie zdołali nawet oddać rzutu. Takie to było zwycięstwo Maccabi.

W tabeli Euroligi zespół Bagatskisa jest na dopiero 13 pozycji, z kiepskim bilansem 8-14. Ma tylko o dwie wygrane więcej niż ostatnie w całej stawce Galatasaray. I nie dość, że punktów brakuje, to gra Maccabi wygląda po prostu kiepsko. Wiosna na Bliskim Wschodzie także może być bardzo nerwowa.

Tomasz Sobiech, Tel Awiw

PLK, Euroliga, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

POLECANE