Maciej Lampe – chimeryczny, ale bez niego nie istniejemy

Share on facebook
Share on twitter

Dobrze, że 31-letni środkowy wrócił do reprezentacji. Sparingi pokazały, że bez niego osłabiona formacja podkoszowa byłaby w opłakanym stanie.

Maciej Lampe (Fot. Wikimedia Commons)
Maciej Lampe (Fot. Wikimedia Commons)

W 10 sparingach Maciej Lampe zdobywał średnio 11,1 punktu na mecz przy 45% skuteczności z gry, miał też po 6,0 zbiórki i 2,0 asysty. Bywał punktowym liderem, z Rosją rzucił nawet 27 punktów, ale koniec przygotowań miał w ataku słabszy – w czterech ostatnich meczach zdobył tylko 18 punktów, miał fatalne 7/33 z gry.

Dobrze jednak, że Lampe przełamał się w końcówce meczu z Gruzją – w Hali Mistrzów, gdzie odbędzie się pierwszy mecz eliminacji z Portugalią, miał 0/11 z Belgią i już 0/6 z Gruzją, ale w ostatniej minucie trafił rzut z daleka, a potem dał jeszcze mocny wsad z kontry. Oby tak rozpoczął eliminacje, bo skutecznego Lampego kadra potrzebuje bardzo.

Sparingi pokazały, że to jedyny wysoki, które stwarza zagrożenie pod koszem. Jeśli rywale go nie podwoją, Lampe jest w stanie ograć każdego tyłem do kosza, może też trafiać po akcjach pick and pop z dystansu. Jeśli będzie podwajany, może odgrywać na obwód – 20 asyst w 10 meczach, to dobry wynik.

Trudno powiedzieć, w jakiej formie jest Lampe, ale po jego grze widać, że zależy mu na zespole, na zwycięstwach. Nie jest tytanem podkoszowej obrony i walki o zbiórki, ale potrafi zaliczyć efektowny blok, powalczyć. Głównie chodzi jednak o jego atak i zagrożenie w polu trzech sekund. Bez niego, reprezentacja Polski nie stwarzałaby żadnego.

Pozostali wysocy – Adam Hrycaniuk, Tomasz Gielo, Aleksander Czyż czy Szymon Szewczyk, mieli mecze, w których byli skuteczni, ale mają też swoje ograniczenia i są nieregularni. na dodatek duża część ich punktów, to rzuty z dystansu Gielo i Szewczyka.