Magiczny sposób na Rudy’ego Goberta

Share on facebook
Share on twitter

Rudy Gobert jest jednym z najlepszych obrońców obręczy w NBA. Jednak rywale Utah Jazz z Francuzem na parkiecie trafiają pod koszem lepiej, niż gdy ten przebywa na ławce rezerwowych. Dlaczego?

Rody Gobert / fot. wikimedia commons

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>

Wpływ Rudy’ego Goberta na defensywę drużyny bardzo łatwo opisać – przeciwnicy z francuskim centrem na parkiecie zdecydowanie rzadziej decydują się na rzuty spod obręczy i z regularnie grających wysokich, jedynie Joel Embiid, Draymond Green i Brook Lopez mogą popisać się podobnym wpływem, choć w przypadku tego ostatniego wynika to głównie ze stosowanej przez Milwaukee Bucks strategii.

Z aktywnym Gobertem rywale oddają 31,7% swoich wszystkich prób spod obręczy, co byłoby tuż za wspomnianymi Bucks najlepszym wynikiem w lidze. Natomiast gdy 216-centymetrowy wieżowiec wędruje na ławkę % rzutów spod kosza przeciwników Jazz wzrasta do 36,9% – odpowiednik już dopiero 19. wyniku w NBA.

I mimo, że prób spod obręczy z Gobertem jest % mniej, to ten i tak zdołał kontestować łącznie najwięcej rzutów z tego miejsca. Center Utah Jazz w najgorszym przypadku jest jednym z dwóch lub trzech najlepiej broniących wysokich w sytuacjach 1 na 2 na swoją niekorzyść, gdy trochę trzeba być w dwóch miejscach naraz. Francuz może pierw uniemożliwić oddanie lay-upu kozłującemu i po chwili doskoczyć do ścinającego zawodnika, by znacznie utrudnić lub zablokować mu rzut.

via Gfycat
Rywale na punkty zamienili 55,9% rzutów z Gobertem pod koszem. Wprawdzie byłby to dopiero 10. rezultat (dla ponad 200 takich prób), to zważywszy na znacznie większą liczbę obronionych rzutów jest to wynik i tak wyróżniający się. Pozostali dwaj najczęściej broniący pod koszem centrzy – Embiid i Myles Turner – notują cyfry na bardzo zbliżonym poziomie (54,7% i 55,3%).

Jednak nadal zagadką pozostaje pytanie: jeżeli Gobert wybronił łącznie najwięcej rzutów pod koszem, do tego na dobrym %, to dlaczego rywale Jazz z Francuzem na parkiecie mają lepszą skuteczność pod obręczą (61,2% vs. 58%, gdy Gobert jest na ławce)?

Przyczyn znalazłem kilka i spójrzmy w jaki sposób niektóre drużyny są w stanie zminimalizować wpływ Goberta pod koszem.

1. Najprostszym przykładem są sytuacje, w których zwycięzca nagrody dla najlepszego obrońcy w poprzednim sezonie musi wyjść za pilnowanym rywalem w bezpośrednim pojedynku. Zwyczajnie center przeciwnika stwarza za duże zagrożenie na dystansie swoim rzutem lub możliwością rozegrania.

Tu nasuwa się Nikola Jokić, który często operując z piłką na bloku czy nieco wyżej, jest w stanie wyciągnąć spod obręczy wysokiego, dzięki czemu otwiera pod koszem miejsce dla ścinających lub zawodników szukających punktów w 1v1, ale idących zarazem właśnie do kosza.

2. Zdarza się, że jeżeli center rywala dysponuje rzutem za 3, a silny skrzydłowy już niekoniecznie, to Jazz kontrują opisaną wyżej niedogodność poprzez przesunięcie Goberta na nierzucającą czwórkę. Wtedy Derrick Favors – nominalna czwórka Jazz – musi wychodzić wysoko do rzucającego centra, a Gobert dzięki takiej zmianie może zostać pod koszem.

Taki mis-match mogliśmy zaobserwować podczas wizyty Jazz w Milwaukee, gdy Gobert niemal 75% posiadań w defensywie spędził na kryciu Giannisa Antetokounmpo, a Favors uganiał się na dystansie za Brookiem Lopezem. Z drugiej strony pojawia się wtedy ryzyko, że najbardziej utalentowani kozłujący w bezpośrednich pojedynkach będą karcić Francuza. Gdy pozostali gracze rozciągają grę na linii za 3, pod koszem tworzy się miejsce i przez szereg manewrów obecność Goberta pod obręczą również na niewiele się zda. Ten nagle musi bronić zawodnika, a nie chronić konkretną przestrzeń.

via Gfycat

3. Kiedy któryś z obrońców da się minąć na koźle pojawia się dylemat dla defensora z pomocy – zostać przy swoim zawodniku, ale odpuścić potencjalnie niepilnowaną pozycję, czy doskoczyć do gracza z piłką, lecz zostawić dotychczas pilnowanego ancymona. Przypomina to trochę efekt domino i warto w tym celu posłużyć się poniższym obrazkiem:

Joe Ingles dał się minąć na koźle Jamesowi Hardenowi i Gobert, aby uniemożliwić Hardenowi oddanie niepilnowanego floaterka doskoczył do niego, tym samym odpuszczając czekającego przy linii końcowej Kennetha Farieda. Harden wykorzystał wyjście Francuza i posłał podanie do Farieda, który bez kłopotu wykończył całość wsadem.

4. Ostatni przykład jest zarazem moim ulubionym: Gobert przejmuje krycie atakującego kozłującego i rzeczywiście, uniemożliwia mu rzut pod koszem, ale gracz z piłką nie przerywa swojego dryblingu i wyciąga spod obręczy Francuza. Wbrew pozorom w lidze nie jest tak wielu graczy, którzy dysponują odpowiednim kozłem, by zdecydować się na podobne sztuczki i nie pokusić się wcześniej o rzut.

Niemniej teraz, gdy udało się już wyciągnąć Goberta spod największego terenu wpływów można oddać piłkę do kolegi i bez obaw szukać rzutu pod obręczą. Spójrz, jak Trae Young utrzymał drybling, nie nabrał się na rzut pod koszem i wycofał akcję, by przekazać piłkę do Taureana Prince’a, który minął swojego obrońcę i dostał się do kosza, gdzie nikt na niego nie czekał.

via Gfycat

Podsumowanie: Jazz broniący obręczy na gorszym poziomie z Gobertem na parkiecie w pewnym sensie przypominają jak swego czasu San Antonio Spurs ogółem bronili znacznie gorzej z Kawhiem Leonardem na parkiecie. Nie znaczyło to bynajmniej, że ten bronił źle – po prostu rywale ograniczali jego wpływ wysyłając go na „wyspę”, nie szukając akcji w ataku przez gracza krytego przez Leonarda.

W przypadku Goberta jest trochę podobnie. Francuz nadal broni na bardzo dobrym poziomie i pewnie, będą pojawiały się sytuacje, w których rywal zwyczajnie na nim zdobędzie punkty. Jednak coraz więcej będzie pojawiało się sztuczek, tak by przynajmniej ten wpływ Wieżowca pod koszem w jakimś stopniu ograniczyć i wyciągnąć go ze swojej strefy komfortu. Kwestia jak sam Gobert i Quin Snyder się do tego – bardziej w playoffach – dostosują.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Podcast Autora znajdziesz TUTAJ >>

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>




POLECANE

Zespół z Gdyni, licząc PLK i EuroCup, przegrał 5 meczów z rzędu, a w ostatnich 4 nie zdobył nawet 70 punktów. Brak drugiego rozgrywającego mocno się teraz odbija na zmęczeniu i grze pozostałych zawodników, jednak – naszym zdaniem – decyzja o zatrudnieniu Armaniego Moore’a ma sens.

tagi