Malaga, Prokom i sny o wielkiej koszykówce

Share on facebook
Share on twitter

– No, panowie, typujemy. Jak stawiacie? – zapytał Tomas Pacesas. Odpowiedziałem, że będzie +20. Inaczej nie mogłem, przecież ja ten wynik widziałem.

Malaga (fot. Wikimedia Commons)

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

No i znów jestem w Maladze. Piękne miasto, fajna pogoda, a w piątek wielki basket. Unicaja podejmuje Valencię w drugim meczu finału EuroCup. Jeśli wygra, będzie 1-1 i trzecie, decydujące spotkanie w środę w Walencji. Stawką jest trofeum i miejsce w Eurolidze.

A ja czuję, że będzie dobrze. Dla nas, dla Adama Waczyńskiego, dla Unicajy.

W Maladze jestem drugi raz i z tego pierwszego pobytu w 2010 roku mam świetne wspomnienie. Także związane z Walencją, w której 2 lutego wsiadłem w nocny autobus właśnie do Malagi. Zmieniałem dyscyplinę, opuszczałem testy Formuły 1 w Jerez, jechałem na mecz Prokomu – tamtego Prokomu – z Unicają. To była 2. kolejka Top 16.

I była to także długa podróż, do Malagi dojechałem rano 3 lutego, w dniu meczu. W dobrym humorze, bo przyśniło mi się, że Prokom wygrał ten mecz 97:77. Pamiętam nawet ostatnią wyimaginowaną akcję – to był wsad Przemysława Zamojskiego. Nie z kontry, w tłoku.

Do hotelu, gdzie mieszkał Prokom, dotarłem przed obiadem, po nim rozmawialiśmy krótko z Tomasem Pacesasa. Kilku dziennikarzy, wyluzowany Litwin, luźne gadki. I nagle Tomas pyta: – No, panowie, typujemy. Jak stawiacie?

Jak przyszła moja kolej, to oczywiście powiedziałem, że będzie +20. Pacesas się uśmiechnął, koledzy mnie wyśmiali, ja pośmiałem się z nimi. Ale co miałem powiedzieć, skoro to mi się przyśniło?

Hala w Maladze zrobiła wrażenie. Ubrani na zielono kibice – również. Ale to gra Prokomu zwaliła nas wtedy z nóg. To był koncert! Prowadzenie i kontrolowanie gry od początku meczu, przetrwanie trudniejszego momentu po przerwie, gdy gospodarze zbliżyli się na dwa punkty. I pełny odjazd w końcówce.

Qyntel Woods był znakomity, zdobył 17 punktów, miał 9 zbiórek i 3 asysty. Ronnie Burrell rzucił 16 punktów, zebrał 6 piłek. Jan-Hendrik Jagla, Adam Hrycaniuk, Daniel Ewing, David Logan, Ratko Varda… Każdy dołożył coś od siebie. Nawet „Zamoj”, który akurat punktu nie zdobył.

Po trzech kwartach Prokom prowadził 49:40, Unicaja zbliżyła się na 7 punktów. No i nagle odlecieliśmy – chłopaki Pacesasa zrobili zryw 15:2, na sekundy przed końcem wygrywali 70:47. W ostatniej akcji za trzy trafił jednak Omar Cook i, cholera, skończyło się +20. Nie 97:77, ale jednak dwudziestakiem.

Kibice z Malagi machali białymi chusteczkami domagając się zwolnienia wszystkich, ja śmiałem się pod nosem. Pacesas po meczu wspomniał tylko, że był dobrej myśli, bo jeden z polskich dziennikarzy przepowiedział wygraną jego drużyny takim wynikiem.

Cóż, cuda się zdarzają, choć cudem oczywiście nie była tamta wygrana świetnie przygotowanego Prokomu, cudem nie będzie też wygrana Unicajy – zespół z Malagi stać na przełamanie klątwy Valencii (0-5 w tym sezonie!), stać na doprowadzenie do meczu nr 3. Potrzeba bardziej różnorodnej gry w ataku, potrzeba lepszej skuteczności w ataku, potrzeba jeszcze lepszej obrony niż ostatnio. Trudne, ale możliwe.

Łukasz Cegliński

PS Co, czekacie aż napiszę, co teraz mi się śniło? Zupełnie szczerze: nie pamiętam.

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

 

POLECANE