March Madness – zarabia więcej kasy niż NBA!

Share on facebook
Share on twitter

W sezonie 2015/16 „Marcowe Szaleństwo” NCAA wygenerowało większy przychód ze sprzedaży reklam niż cały play-off w NBA. I to aż o 200 milionów dolarów.

fot. wikimedia commons

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

Jak wynika z informacji Rodgera Shermana z The Ringer – CBS i Turner (TNT), czyli sieci telewizyjne posiadające prawa do transmisji spotkań z krajowego turnieju NCAA, w 2016 roku zainkasowały z tego tytułu aż 1,24 miliarda dolarów. Przy inwestycji rzędu 800 milionów rocznie.

Z kolei stacje Turner i ABC/ESPN, które w ubiegłym roku przedłużyły o kolejne 9 lat umowę z NBA, w związku z reklamami emitowanymi w trakcie całej fazy play-off odnotowały wpływy w wysokości 1,031 mld USD. Jak łatwo policzyć, daje nam to nieco ponad 200 milionów różnicy pomiędzy rozgrywkami ligi zawodowej i uniwersyteckiej. Na korzyść NCAA.

Robi to tym większe wrażenie, że March Madness trwa przecież zdecydowanie krócej niż całe playoffs w NBA. W ubiegłym roku turniej akademicki rozpoczął się 15 marca, a zakończył wraz z meczem finałowym rozegranym 4 kwietnia, podczas gdy pierwsza runda play-off NBA wystartowała dokładnie 17 kwietnia, a ostatni, siódmy mecz finałów pomiędzy Warriors i Cavaliers odbył się 19 czerwca. Porównujemy więc trzy tygodnie zmagań żaków i ponad dwa miesiące rywalizacji zawodowców z NBA.

„Marcowe Szaleństwo” to zatem maszynka do robienia pieniędzy. Szacuje się, że w zeszłym roku m.in. na prawach telewizyjnych, reklamach czy biletach NCAA zanotowało rekordowe wpływy oscylujące wokół miliarda dolarów.

https://www.youtube.com/watch?v=J88BSNXE_4w

Na turnieju krocie zarabiają także bukmacherzy. Według informacji przekazanych przez American Gaming Association (amerykańskie stowarzyszenie przemysłu gier hazardowych), przy okazji tegorocznej edycji zawarte miały zostać zakłady na łączną kwotę przekraczającą 9 mld USD.

I tylko samym koszykarzom, biednym studentom cała kasa przechodzi koło nosa. Trudno się więc dziwić, że coraz rzadziej gracze, którzy mogą liczyć na angaż w NBA, decydują się pozostać na uczelni dłużej niż wymagany rok. Niektórzy w ogóle dają sobie spokój ze studenckim życiem i wolą zarobić pierwsze, z reguły już niemałe pieniądze, grając przez ten czas np. w Chinach (patrz Emmanuel Mudiay).

MO

W czym oni grają? – to są buty gwiazd NBA >>

POLECANE