Marcin Możdżonek chciał być koszykarzem. Idol – Tim Duncan

Share on facebook
Share on twitter

– Gdyby w Olsztynie była pierwszoligowa drużyna koszykówki, na 100 proc. zostałbym przy koszu. Ale była siatkarska – mówi Marcin Możdżonek, siatkarski mistrz świata.

Marcin Możdżonek w meczu koszykówki 3x3 (Fot. Sklep Koszykarza)
Marcin Możdżonek w meczu koszykówki 3×3 (Fot. Sklep Koszykarza)

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

31-letni Marcin Możdżonek pochodzi z Olsztyna – mierzy 212 cm wzrostu, jest środkowym Asseco Resovii, w reprezentacji Polski siatkarzy rozegrał 242 spotkania.

Łukasz Cegliński: Jak to się stało, że nie został pan koszykarzem?

Marcin Możdżonek: Rzeczywiście, zaczynałem od koszykówki, to była moja pierwsza dyscyplina. Grałem w kosza od kiedy pamiętam – czy to w szkole, czy to na podwórku, bo między blokami w Olsztynie mieliśmy boiska. Betonowe, ale jednak. Na takie regularne treningi po szkole zacząłem pewnie chodzić w czwartej klasie podstawówki. Wielokrotnie grałem ze swoją szkołą w mistrzostwach Olsztyna, potem trochę trenowałem w AZS. Ale to jednak siatkówka ma dużo większe tradycje w mieście i gdy w 2000 roku trafiłem na trening AZS, to już zostałem przy niej.

Trener koszykówki walczył o pana z siatkarskim?

– Tak, trochę walczyli. Jednak ja już byłem mocno zdeterminowany, by pozostać przy siatkówce. Zacząłem w nią grać późno, w połowie ósmej klasy, ale szybko zaproszono mnie do SMS, do Spały. To było wyróżnienie, okazja, więc nie było odwrotu.

A gdyby w Olsztynie były tradycje koszykarskie, to zostałby pan przy tej dyscyplinie?

– Na pewno. Ale w koszykówce nie było perspektyw rozwoju, nie było ligowej drużyny. A w siatkówce – całkiem dobra, walcząca o najwyższe cele. Gdyby było odwrotnie, na 100 proc. zostałbym przy koszu.

Jak pan grał?

– Zawsze byłem wyższy o głowę od wszystkich, więc wykorzystywałem swoje warunki fizyczne do bólu. Blokowałem sporo, ile się da – to w sumie do tej pory robię bardzo dobrze w siatkówce. Moim atutem była oczywiście gra pod koszem – wiele piłek zbierałem i dobijałem. Oczywiście miałem w tym dużą łatwość.

Jakieś swoje statystyczne rekordy pan pamięta?

– Niekoniecznie, ja nie grałem na wysokim poziomie, to były tylko mecze w obrębie województwa. Ale było jakieś spotkanie w mistrzostwach szkół, w którym zdobyłem dokładnie połowę z 48 punktów drużyny. Wygraliśmy wtedy mistrzostwo Olsztyna. Zbiórek miałem bardzo dużo, bloków też. Ale zdecydowanie więcej tych pierwszych – koledzy nie byli dobrymi graczami, pudłowali, a ja zbierałem i dobijałem.

Pod koniec lat 90., gdy mieliśmy w Polsce boom na koszykówkę, był pan nastolatkiem. Na kim się pan wzorował?

– Oglądałem NBA, jak wszyscy. Namiętnie, te wszystkie gwiazdy robiły na mnie ogromne wrażenie. O Chicago Bulls, o tej wspaniałej drużynie nawet nie będę wspominał, bo zna ją każdy, ale doskonale pamiętam rywalizację i mecze New York Knicks z Indiana Pacers i tę niesamowitą końcówkę Reggiego Millera. To wspomnienie, które zostało na lat.

Zarywane noce były?

– Pewnie. I to jeszcze jak byłem w siatkarskim SMS – często było tak, że oglądaliśmy z kolegami mecze NBA po nocach. Trenerzy nas potem za to ganili.

Miał pan idola?

– Zawsze imponowała mi gra Tima Duncana. Starałem się rzucać o tablicę, jak on.

Jest pan nawet do niego podobny na boisku – tak jak Duncan zwykle powstrzymuje pan emocje i zachowuje kamienną twarz.

– No tak, rzeczywiście. Tim Duncan to był mój idol nie tylko ze względu na grę, ale także zachowanie na boisku.

Czy jakiś koszykarski element gry pomógł panu w siatkówce?

– Trudno powiedzieć, łatwiej byłoby mi wskazać rzeczy z siatkówki, które mogą być pomocne w koszykówce. Ale pamiętam z obozów, jak uczyliśmy się różnych padów czy wypadów na parkiet po piłkę – to pomogło mi w grze obronnej w siatkówce. Nigdy nie miałem problemów z rzucaniem się na parkiet z pełnym poświęceniem.

Wsady?

– Nie sprawiały mi żadnego problemu, robiłem je już pod koniec szóstej klasy. Doskoczenie na wysokość obręczy z zapasem na piłkę, było dość łatwe. Oczywiście nie wyglądało to efektownie, ale były to jednak wsady. Później, jak jeszcze urosłem i zacząłem skakać wyżej, było zdecydowanie lepiej.

Wsadzał pan z dwutaktu czy z naskoku?

– Wszystko z dwutaktu. I powiem, że to była moja zmora, gdy zacząłem trenować siatkówkę. Musiałem się przestawić na skakanie z miejsca. Inny drobiazg, który musiałem zmienić, to wystawianie odpowiedniej nogi do przodu – w koszu, np. przy rzutach osobistych, praworęczny zawodnik stawia trochę z przodu prawą nogę, a w siatkówce atakując piłkę trzeba mieć z przodu lewą nogę. Musiałem się pozbyć nawyków z koszykówki.

Marcin Możdżonek (Fot. Sklep Koszykarza)
Marcin Możdżonek (Fot. Sklep Koszykarza)

Czy siatkarze na treningach, w ramach rozgrzewki lub dla zabawy, grają czasem w kosza?

– Jak jeszcze grałem w AZS Olsztyn, to tak było – graliśmy na rozgrzewkach. Skończyło się to w momencie, gdy jeden z nas skręcił kostkę. To jednak spore ryzyko, takie skakanie w tłoku, tym bardziej, że siatkarze jakichś wielkich umiejętności koszykarskich nie posiadają.

Pytam, bo jestem ciekawy, jakie wsady mogą robić tacy siatkarze jak Mariusz Wlazły czy Bartosz Kurek. Ich wyskok i zasięg jest niesamowity.

– Robimy sobie jeszcze czasem takie zabawy bez kontaktu przed treningiem – jakieś rzuty do kosza, wsady. Podczas zgrupowania reprezentacji zawsze mamy nawet dyżurną piłkę na wyposażeniu. A jeśli chodzi o wsady – Mariusz skacze bardzo wysoko, ale ma małe dłonie i ciężko mu złapać piłkę do kosza jedną ręką. Kilku z nas potrafi jednak robić widowiskowe wsady – najlepsze chyba Kurek i ja.

W lecie zagrał pan w turnieju 3×3 w Mrągowie. To jednorazowy epizod czy grywa pan częściej?

– Przerwę miałem akurat bardzo długą, nie grałem w kosza chyba z 10 lat, albo i trochę dłużej. Bardzo fajnie było sobie jednak to wszystko przypomnieć – grę w drużynie Pół Tony zaproponował mi Michał Kucharski, w składzie byli też Paweł Papke i Jarek Bonus. Zadzwoniłem szybko do Asseco Resovii, by poprosić o zgodę – otrzymałem ją, choć usłyszałem, bym zachował rozsądek. Było bardzo przyjemnie, myślę, że gdybym trochę potrenował, gdybyśmy potrenowali wszyscy razem, to moglibyśmy coś urwać. Z najlepszymi oczywiście nie mieliśmy szans.

Interesuje się pan koszykówką na co dzień?

– Śledzę trochę i polską ligę, i NBA. Ostatnio oglądałem oczywiście eliminacyjne mecze reprezentacji, z przyjemnością obserwuję rozwój Mateusza Ponitki. Osobiście naszych koszykarzy nie znam, nie mieliśmy się okazji poznać.

Rozmawiał Łukasz Cegliński

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

POLECANE

Po ostatniej fali zwolnień, odejść i zawieszeń w składzie BM Slam Stali zostało 5 graczy na poziomie ekstraklasy. Już jutro, w sobotę, ostrowianie zagrają w Dąbrowie Górniczej. Debiut Łukasza Majewskiego w roli trenera zapowiada się więc dość egzotycznie.