Marcin Radomski: Ekstraklasa za 3 lata

Marcin Radomski: Ekstraklasa za 3 lata

Share on facebook
Share on twitter

– Spytany przed sezonem, czy po 15 kolejkach bilans 7-8 będzie mnie satysfakcjonował, odparłbym bez zastanowienia, że tak. Z dzisiejszej perspektywy sprawa wygląda inaczej – mówi Marcin Radomski, trener pierwszoligowego Górnika Trans.eu Wałbrzych.

Marcin Radomski / fot. Górnik Trans.eu Wałbrzych

Nike Hyperdunk X – w takich butach grają najlepsi! >>

Pamela Wrona: W przeciągu kilku ostatnich lat wprowadził Pan dwie drużyny do 1 ligi. Z jaką myślą przystąpił Pan do obecnego sezonu z Górnikiem?

Marcin Radomski: Mamy dwa kierunki działania – jeden bliższy, drugi dalszy. Bliższy to utrzymanie się w lidze w tym sezonie, natomiast dalszy to awans do ekstraklasy w perspektywie najbliższych 3 lat.

Plan jest ambitny, ale małymi kroczkami chcemy wejść na najwyższy szczebel rozgrywek, mając jak największą ilość zawodników, która albo jest naszymi wychowankami albo ludźmi związanymi z Górnikiem przez dłuższy czas.

Ten sezon to sprawdzenie tego na co nas stać, gdy mamy w posiadaniu obecny skład. W zależności od tego jak zakończymy ten sezon, będziemy podejmować kolejne działania, aby być na właściwym miejscu w kontekście planu, który został przygotowany dla naszego klubu.

Przejął Pan zespół w minionym sezonie. Na czym bazował Pan budując drużynę na obecne rozgrywki?

Podstawą miała być grupa osób, która wywalczyła awans. Ze składu który awansował odeszła tylko jedna osoba. Do tej grupy dołączył Piotr Niedźwiedzki, ponieważ nie mieliśmy w zeszłym roku klasycznej piątki. Oprócz niego, zakontraktowaliśmy jeszcze Jakuba Dera i Macieja Krzymińskiego.

Udało się w zeszłym roku zebrać grupę osób, która stworzyła wybuchową mieszankę, bo celem w zeszłym roku dla tej drużyny był awans do play off, a w rezultacie skończyliśmy z awansem do 1 ligi, wobec czego dalej kontynuujemy naszą pracę.

Grupa składa się w większości z młodych graczy, którzy swoje najlepsze lata grania dopiero mają przed sobą, ale są też doświadczeni weterani, tacy jak Rafał Glapiński czy Marcin Wróbel. Myślę, że stanowimy zgrany zespół pod względem mentalnym, ale boiskowo jeszcze wiele pracy przed nami.

Od strony koszykarskiej bazą tej drużyny ma być defensywa, bo jestem trenerem bardziej zorientowanym na defensywę, w ataku stawiam na wykorzystywanie naszych najmocniejszych stron. Dlatego Piotr Niedźwiedzki ma takie, a nie inne statystyki, ale też nie oznacza to, że inni nie potrafią grać. Reszta umie grać, ale podporządkowana jest pod takie granie, bo ono prowadzi do wykorzystania potencjału, który posiadamy.

Już teraz reszta musi wykazywać się większą produkcją w ataku, bo wszystkie drużyny mocno pracują, aby zabrać nam grę Piotrka i tworzy się opcja dla innych. Nie mamy za dużego doświadczenia w takim graniu to trochę czasu minie zanim się do tego dostosujemy.

Co więcej, już widać postępy w grze na przykład u Huberta Kruszczyńskiego, który w ostatnich tygodniach wygląda coraz lepiej, a do końca sezonu liczę na to, że jeszcze kilku innych naszych graczy pokaże, że stać ich, aby brać coraz więcej gry na siebie. Najważniejsze – to ma prowadzić do zwycięstw, indywidualne statystyki mnie nie interesują.

Górnik ma bardzo wydajnych graczy, którzy świetnie odnajdują się w zespole…

Wydajność tych graczy wynika po pierwsze z ich potencjału, a po drugie z podporządkowania taktycznego. Taktyka ma się sprowadzać do tego, że gracze dostaną tam piłkę, gdzie są najskuteczniejsi. Dlatego jest wiele działań, których w statystykach nie widać, a w rzeczywistości mają ogromne znaczenie. Te działania są widoczne w najważniejszej statystyce, czyli liczbie wygranych. W związku z tym niektórzy zawodnicy w statystykach wyglądają lepiej, a niektórzy gorzej.

Wspólną cechą jest to, że wszyscy chcemy wygrywać, a żeby to robić wszyscy musimy pracować w obronie, a w ataku szukać najlepszych możliwych opcji. My jeszcze nie zawsze potrafimy grać we właściwy sposób i dlatego przegrywamy mecze, które teoretycznie powinniśmy wygrać. Liczę jednak, że wraz z nabieraniem doświadczenia, liczba takich słabych spotkań będzie maleć.

Jaki cel postawił Pan sobie jako minimum przed rozpoczęciem sezonu?

Celem minimum było, jest i będzie utrzymanie się w 1 lidze. To jest główne nasze zadanie. Drugi cel to rozwój graczy, których mamy w składzie. Wyznaję zasadę, że gracze muszą rozwijać się indywidualnie, żeby mogła się rozwijać drużyna.

Dlatego naszym celem jest też to, aby stworzyć możliwość zawodnikom rozwijania swoich umiejętności przez dobre warunki organizacyjne, rywalizację na poziomie pierwszej ligi oraz dobry trening. Ta praca ma prowadzić do ich rozwoju oraz do tego, że Górnik Wałbrzych będzie z roku na rok mocniejszą drużyną.




Czy ten cel zmienił się po pierwszej rundzie?

Nic się nie zmieniło – mamy się utrzymać w lidze, a można to zrobić w play-outach, można zająć miejsca 9-10, a można awansować do play-off. Będąc trenerem w Kłodzku, gdzie jako beniaminek awansowaliśmy do play-offów mogę stwierdzić, że jest to najfajniejszy sposób na utrzymanie.

Razem z zarządem klubu przed sezonem ustaliliśmy, że jeżeli pomysł z ekstraklasą wywalczoną przez ludzi dłużej związanych z Górnikiem Wałbrzych ma mieć jakieś realne podstawy, to ta grupa ludzi ma dać najlepszą ósemkę. Nie zgrywało to się z obiegową opinią o naszej drużynie, ale jest wiara, że możemy to zrobić. Jeżeli się nie uda to będziemy myśleć, gdzie potrzeba będzie mocniejszych korekt.

Tak więc góra tabeli od początku była w naszych planach, ale liga jest wyrównana, a my mamy niestety mało doświadczenia, więc wszystko jeszcze jest możliwe.

WINTER SALE – trwa sezon niezwykłych cen w Sklepie Koszykarza! >>

Czy 7. miejsce w tabeli (bilans 7-8) spełnia Pana oczekiwania? Jest apetyt na więcej?

Jakby mnie ktoś zapytał przed sezonem, czy po 15 kolejkach bilans 7-8 będzie mnie satysfakcjonował, odparłbym bez zastanowienia, że tak. Natomiast z dzisiejszej perspektywy sprawa wygląda nieco inaczej. Zaliczyliśmy 2 rozczarowujące porażki, które nas bolą. Miejsce jest jak najbardziej w porządku, bilans tak samo, natomiast nasza gra w ostatnim czasie już nie.

Moje uczucia w tym momencie są mieszane, natomiast jeżeli zakończylibyśmy sezon w najlepszej ósemce, na pewno byłby to dla nas ogromny sukces. Kluczem jest jednak utrzymanie się w lidze – z takim założeniem funkcjonujemy.

Wiadomo, że już niejedna drużyna na półmetku była rewelacją, a skończyła spadkiem. Piotr Niedźwiedzki wie o tym najlepiej, bowiem Siarka Tarnobrzeg w zeszłym sezonie była do pewnego czasu na 5. miejscu, a teraz nie ma jej już w pierwszej lidze. Wiemy, ile jeszcze czeka nas pracy.

W trakcie meczów gracie niejednostajnie. Z czego wynikają występy w kratkę?

Z braku doświadczenia. Na początku łatwo grało się z etykietą autsajdera, bo nie mieliśmy nic do stracenia – to jest najlepsza pozycja do wystartowania w lidze. Zaczęliśmy grać bardzo dobrze, mimo nieprzychylnego terminarza. Pierwsze 5 spotkań skończyliśmy z bilansem 2-3, następne 5 z bilansem 4-1. Wtedy pojawiło się wyróżnienie nadane przez portal Sportowe Fakty dla drużyny miesiąca.

Zaczęła narastać presja. Zaczęły się mecze, w których z racji zajmowanego miejsca w tabeli, byliśmy stawiani wyżej. Chłopcy mieli w głowach, że muszą te mecze po prostu wygrać. Presja powoduje, że gracze są bardziej zestresowani, a to doprowadza do słabszej decyzyjności, która prowadzi do popełniania błędów, za tym idzie brak pewności i w efekcie się przegrywa pojedyncze posiadania, a później mecze.

U nas widoczne jest to najbardziej wtedy, gdy gramy u siebie. Zawodnicy chcą pokazać fajną koszykówkę przed własną publicznością, a nie zawsze potrafimy to zrobić. Mam na myśli mecz z Łowiczem i Poznaniem, gdzie ta gra wyglądała inaczej niż na wyjazdach, decydowały detale. Nie chcę mówić, że sędziowie (śmiech).

Spotkania z Tychami czy z Pruszkowem też nie należały do najlepszych w naszym wykonaniu, jednak byliśmy w stanie je wygrać. W meczu z Kotwicą zaczynamy nieźle, po czym następuje 10 minut, których nikt nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć. W lidze w tym roku nie ma słabych drużyn i jak grasz słabo, to drużyna przeciwna automatycznie gra dobrze. Trzeba cały czas być skoncentrowanym i skupionym na przeciwniku oraz na swoich założeniach. Należy ponadto reagować dostatecznie szybko na wydarzania, które mają miejsce na boisku.

To są mankamenty, nad którymi musimy pracować i na bazie tych porażek budować doświadczenie, analizować błędy i wyciągać wnioski. To będzie po stronie zawodników. Czy z tych przegranych spotkań będą w stanie wyciągnąć wnioski? Jeżeli im się to uda, porażki będą tylko elementem procesu. Z kolei, jeśli będzie inaczej, będziemy mieli temat do analizy na koniec sezonu: kto wyciągał wnioski, a kto nie?

Rozmawiamy o tym, że zawodnicy dopiero uczą się pierwszej ligi. Druga liga a pierwsza – czy jest to duży przeskok? Jakie są największe różnice?

Największą różnicą jest to, że tutaj każdy przygotowuje się na swojego przeciwnika. Tak jak my przygotowujemy się na każdego rywala, analizujemy, obieramy taktykę, żeby wybrać najlepsze opcje, tak samo robi to rywal. W drugiej lidze, powiedzmy, część drużyn na pewno to robi, ale w ogólnym rozrachunku większość nie.

Drugą sprawą jest dużo większe doświadczenie boiskowe graczy, czyli tak zwane boiskowe IQ, które prowadzi do tego, że zawodnicy dużo lepiej realizują założenia trenerów na boisku, lepiej potrafią czytać rzeczy, które się dzieją na boisku i w efekcie podejmują lepsze decyzje.

Oczywiście warunki i umiejętności graczy też są większe, ale dla mnie największa różnica tkwi w rzeczach, o których wspomniałem.




Zatrzymajmy się przy samym Wałbrzychu. Obok pierwszoligowego klubu, prężnie rozwija się koszykówka na wózkach – powstała osobna sekcja Górnik Toyota Wałbrzych. Jak rozwija się i funkcjonuje koszykówka w Wałbrzychu?

Wiele rzeczy jeżeli chodzi o koszykówkę na wózkach odbywa się poza moją świadomością (śmiech). Arkadiusz Chlebda jest członkiem zarządu klubu i jednocześnie asystentem w reprezentacji Polski w koszykówce na wózkach. W Wałbrzychu była drużyna, która bierze udział w rozgrywkach ligowych koszykówki na wózkach i po rozmowach z ludźmi, którzy tę drużynę budowali, wspólnie zostały podjęte decyzje o tym, aby w struktury klubu włączyć tę drużynę. Wałbrzych będzie gospodarzem Mistrzostw Europy w odmianie koszykówki bieganej, a nasza hala AQUA Zdrój jest stałym miejscem przygotowań naszej Reprezentacji.

Do tego Marcin Balcerowski, który jest jednym z najlepszych zawodników naszej reprezentacji, mieszka w okolicach Wałbrzycha. Splata się tutaj kilka ludzkich fajnych historii, jest to naprawdę świetna inicjatywa, a Wałbrzych będzie się kojarzył z koszykówką każdego rodzaju.

Wałbrzych ma silne koszykarskie tradycje i oddanych kibiców, jednak często zdarzają się kontrowersyjne sytuacje – również na boisku. Z czego to wynika?

Wałbrzych, bez dwóch zdań, jest miastem koszykówki. Wszystko zostało zbudowane na bazie sukcesów z lat 80-tych, kiedy byliśmy potęgą. Chcemy stworzyć drużynę, którą na meczach będzie dopingowała pełna hala ludzi i będzie niesamowity klimat, jak za dawnych lat.

Już teraz jest często gorąco. Zacięte końcówki zawsze niosą ze sobą ogromne pokłady emocji i czasami wymykają się one spod kontroli. Zdarza się to każdemu – zawodnikom, trenerom, czy kibicom.

Nasi kibice są bardzo oddani i zaangażowani w doping. Z zaangażowaniem poniekąd wiąże się fanatyzm. Z reguły reaguje się wtedy bardzo emocjonalnie, ale to działa w dwie strony – nawet w stosunku do nas, do drużyny. My to traktujemy jako dobrodziejstwo inwentarza – wolę takich kibiców, niż takich, którzy przychodzą na mecz, siedzą i jedzą popcorn. Każdy gracz powinien w swoim koszykarskim życiu mieć okazję zagrać dla takich kibiców. Dla mnie gorące trybuny są nieodłączną częścią dobrego spektaklu sportowego.

Podczas tych trudnych spotkań obserwujemy „koncert fauli technicznych i niesportowych”, tak jak na przykład w meczu z AGH Kraków, podczas którego zawodnicy otrzymali aż 9 fauli technicznych i 3 faule niesportowe, natomiast aż 5 graczy przekroczyło limit fauli i opuściło plac gry!

Wszystko sprowadza się do tego, że mamy już swoją etykietę w pierwszej lidze. Ale nie ma to zbyt wielkiego znaczenia. Koniec końcem, jak będziemy dobrze grać, to będziemy wygrywać. W tych meczach, w których były kontrowersje, była też nasza zła gra i to ona przede wszystkim prowadziła do porażek. Właśnie mecz w Krakowie pokazał, że jeśli dobrze gramy, to reszta nie ma znaczenia i na tym staramy się najbardziej skupić.

Zostając w temacie kontrowersji, w meczu między Górnikiem a Biofarmem Basket Poznań w ostatniej akcji meczu doszło do sytuacji, w której Marcin Flieger został faulowany przez Tomasza Krzywdzińskiego, który próbował zablokować go od tyłu. Według przepisów, decyzja sędziowska była słuszna.

Ja się z tym nie zgadzam i nie dlatego, że przegraliśmy ten mecz. Gdybyśmy wycięli każdą akcję z meczów koszykówki i taki faul zawsze byśmy odgwizdywali, jeżeli chcielibyśmy być konsekwentni, okazałoby się, że zawodnicy po 40 razy staliby na linii rzutów osobistych, bo trzeba by było gwizdać faul przy większości wjazdów na kosz.

Ja bym wolał, aby tego faulu nie było i zawodnicy sami w dogrywce rozstrzygnęli, kto wygra to spotkanie. Przypomnę, że faul był odgwizdany na 2 sekundy do końca przy remisie. Ale żeby było jasne… Przegraliśmy przez to jak zagraliśmy ostatnie 2 minuty, a nie przez to, że sędzia odgwizdał faul. I chociaż byłem wściekły na sędziego po meczu, to po chwili tak naprawdę największe pretensje miałem do swoich graczy za to, że doprowadziliśmy do takiej sytuacji.

Oczywiście, jak jedni grają źle to inni lepiej i odwrotnie, bo byłoby niesprawiedliwe, gdybym zapomniał też o trójce Tomasza Smorawińskiego czy Mikołaja Kurpisza oraz o świetnych pick n roll’ach w końcówce rozgrywanych przez Marcina Fliegera i Adama Metelskiego. Musimy grać po prostu lepiej, aby do takich końcówek więcej nie doprowadzać.

Pamela Wrona, @PulsBasketu

Nike Hyperdunk X – w takich butach grają najlepsi! >>




POLECANE

tagi

Środkowy Anwilu, Shawn Jones, we wtorkowym meczu z Rastą Vechta zdobył 14 punktów i zebrał 11 piłek. Był to kolejny dobry mecz Amerykanina, który jest wyraźną nadwyżką nad Milanem Milovanoviciem. Nie pokazuje fajerwerków, ale ciężko pracuje dla drużyny.
10 / 12 / 2019 21:40

NBA

Masai Ujiri to dzisiaj prawdopodobnie najbardziej pożądany działacz w NBA. Generalny menadżer na razie nie rusza się z Toronto i nie myśli o Nowym Jorku, bo poza przywiązaniem do kanadyjskiej organizacji, ma też tam inny biznes: afrykańską koszykówkę.
10 / 12 / 2019 18:34
W najnowszym odcinku podcastu Kamila Chanasa gośćmi są młodzi zawodnicy Sląska Wrocław – Aleksander Dziewa i Jakub Musiał. Czym zaskoczyła ich ekstraklasa i jak widzą swoje koszykarskie kariery?

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Jest najlepszym strzelcem Enei Astorii, tylko raz zdobył mniej niż 12 punktów, a przecież dopiero ma 23 lata i jest to jego pierwszy sezon w profesjonalnej koszykówce. Kris Clyburn wyrasta na jedno z największych transferowych odkryć tego sezonu.
9 / 12 / 2019 18:41
Kamil Chanas w najnowszym odcinku podcastu „Strefa Chanasa” rozmawia z Maciejem Turowskim, znanym jako DJ Gambit, który od lat zajmuje się muzyczną oprawą widowisk sportowych, w tym oczywiście koszykarskich.
2 / 12 / 2019 10:08