• Home
  • PLK
  • Marek Łukomski: Czysta karta do pokolorowania

Marek Łukomski: Czysta karta do pokolorowania

Share on facebook
Share on twitter

O najważniejszej zmianie w AZS Koszalin, patencie na Drew Brandona, wykorzystanych szansach polskich graczy i drużynie z Toreyem Thomasem – mówi Marek Łukomski, trener „Akademików”.

Marek Łukomski / fot. Krzysztof Cichomski, King Szczecin

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>

Grzegorz Szybieniecki: Bilans 4-5 odkąd pojawił się Pan w Koszalinie. Można chyba być zadowolonym z takiego obrotu spraw? Szczególnie, że za wielu korekt w składzie nie dokonano…

Marek Łukomski, trener AZS Koszalin: I tak, i nie. Można być zadowolonym z tego, że wygraliśmy mecze z rywalami teoretycznie w naszym zasięgu – z Rosą, Legią, czy teraz Treflem. W 3 meczach byliśmy bardzo blisko, dwa razy przegrywaliśmy po dogrywce, a i w Gdyni walczyliśmy do samego końca. Plan wykonany, ale niedosyt pozostaje.

Co Pana zdaniem miało największy wpływ na taką odmianę w grze AZS-u? Przebudowana hierarchia w zespole, inna taktyka, a może poprawiona atmosfera?

Wszystkiego po trochu. Po moim przyjściu do Koszalina trzeba było przede wszystkim ustalić, kto za co jest odpowiedzialny. Wcześniej dużo rzeczy było niedopowiedzianych, nie było określonych ról w zespole.

Dostosowaliśmy taktykę do zawodników, wykorzystując przy tym ich największe zalety, nie próbowaliśmy podciągnąć zawodników do taktyki. Teraz każdy w tym systemie ma coś dla siebie, osadzony jest w takiej roli, w jakiej czuje się najlepiej i jest najbardziej produktywny.

AZS przegrywał nieznacznie, jak w Gdyni, czy Szczecinie. Pomijając wynik, czy takie spotkania budują wiarę w zespole, iż można powalczyć z każdym?

Zaczynając pracę w AZS-ie trzeba było zmienić mentalność i podejście zawodników. Udało się. W Gdyni, po nieznacznej porażce z Arką, wszyscy w szatni byli zmieszani. Nie wiedzieli, czy się cieszyć z dobrego meczu przeciwko klasowemu zespołowi, czy być zdenerwowanym po porażce.

Po meczu w Szczecinie nikt już nie myślał o dobrym meczu. Wszyscy byli wkurzeni na brak zwycięstwa. Wcześniej, jak obserwowałem mecze AZS-u, były one bardzo szybko pozamykane, a potem – brzydko mówiąc – już tylko dogrywane. Teraz każdy w lidze już wie, o co gramy, ale przede wszystkim, jak chcemy grać.

Zdajemy sobie sprawę jakie mamy atuty, a jakie ułomności. Staramy się też umiejętnie korzystać z całego dobrodziejstwa inwentarza. Niedawno graliśmy 5 meczów w 14 dni i za sprawą pracy nad „mentalem” w zespole, mieliśmy ciągle gotowych i dyspozycyjnych ludzi do walki w naszej sprawie.

Jaki jest Pana przepis na Drew Brandona? Po Pana przyjściu ten zawodnik znów zaczął grać kapitalnie – tak jak w zeszłorocznych Czarnych Słupsk Marka Łukomskiego.

Wiem, w czym Drew czuję się dobrze, w jakich zagrywkach sprawdzał się będąc w Czarnych, jak wyciągnąć z niego 105%. W ostatnich meczach grając po 35 minut słaniał się na nogach i myślę, że dawał wtedy z siebie jeszcze więcej. Cieszy mnie ta metamorfoza. Udowodnił, że umie grać w koszykówkę na bardzo wysokim poziomie, wystarczyło zrozumieć jego potrzeby i oczekiwania oraz nad tym popracować.

Brandon jest obecnie naszym jedynym rozgrywającym, które „ciągnie grę”, więc musimy zrobić wszystko, by on czuł się na boisku komfortowo. Nie przez 15-20 minut, ale przez 35, które ostatnio spędzał na parkiecie.




Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że Aleksandar Radulović był kompletną pomyłką transferową?

Miałem okazję z nim pracować przez tydzień. Wszyscy u mnie zaczynali z czystą kartą, jednak dość szybko się okazało, że on nie będzie tym rozgrywającym, który ją pokoloruje. Treningi pokazały, że ciężko odnajduje się w grze preferowanej przez resztę zespołu. Być może pasował do koncepcji poprzedniego trenera, ale fakty są takie, że AZS w okresie jego gry miał bilans 0-7, więc można wnioskować, że ta koncepcja się nie sprawdziła.

Rozgrywającego szukaliśmy przez blisko 2 miesiące – Torey Thomas przyjedzie do nas dopiero 17 stycznia. Chcieliśmy gracza, który będzie wartością dodaną do tego zespołu, wspomoże nas umiejętnościami i doświadczeniem. Nie chcieliśmy znowu ryzykować.

Domyślam się, że wielu powie, że gdybyśmy wcześniej zakontraktowali innego playmakera, to wygralibyśmy mecz, może dwa więcej. Ja mam silne przekonanie, że to właśnie z Toreyem, dobrze wkomponowanym w zespół, utrzymamy w Koszalinie ekstraklasę.

Czy po przyjściu Toreya Thomasa nie wrócimy do sytuacji, w której Marek Zywert zostanie przyspawany do ławki?

Wszystko jest w rękach zawodników. Jeżeli widzę, że koszykarz daje z siebie maksa na treningu, pokazuje, że jest gotowy dać drużynie pozytywny impuls z ławki, zaliczyć dobrą obronę, przechwyt, to w trakcie spotkania zdarzy się sytuacja, w której na pewno dostanie swoją szansę. Z pewnością Torey dostanie swoje minuty, ale jestem przekonany, że Marek łatwo swoich nie odda i będzie o nie mocno walczył.

Nikogo nie odsuwam na koniec ławki. Dla przykładu, w wygranym meczu z Treflem kluczowymi zawodnikami byli Alan Czujkowski, Krzysztof Jakóbczyk, dobre minuty dał właśnie także Marek Zywert. Przed sezonem czytałem, że to gracze pierwszoligowi, a w 9 ostatnich meczach wszyscy pokazali, że są pełnoprawnymi zawodnikami PLK.

Dobry mecz Alana Czujkowskiego to także pozytywny sygnał w przypadku kontuzji Macieja Kucharka.

Nieszczęście jednego zawodnika jest bardzo często szansą dla drugiego. To jest sport, nikt nikomu nie życzy kontuzji, tylko poprzez trening czeka cierpliwie na swoje szanse.

Na Alana mieliśmy plan, by go wykorzystać w meczu z Treflem w większej roli. Dlatego, kosztem Dragoslava Papicia, dostał sporo minut w Toruniu, by mógł poczuć grę, by był gotowy na mecz w Sopocie.

Alan też w takiej sytuacji ma większą pewność. Wie, że po jednym czy dwóch błędach nie powędruje na ławkę, że dostanie te kilkanaście minut, a nie krótkie epizody. To sprawia, że nie ma potrzeby siłowania szybkiego rzutu, a gra się spokojniej. Widać u niego głód gry i pozytywną energię, sportową złość przełożył na dobrą postawę na parkiecie.

AZS ma obecnie bilans 4-12. Marzenia o playoffach są jeszcze na horyzoncie, czy skupiacie się na bezpiecznym utrzymaniu i to jest głównym celem klubu?

Konkurencja nie śpi. W Treflu mają trzech nowych graczy, także w Krośnie dobrali przecież kolejnego zawodnika. Naszym nadrzędnym celem jest utrzymanie AZS-u w lidze. Stąpamy twardo po ziemi, chcemy mieć jedno zwycięstwo więcej niż najsłabszy zespół w lidze. Może to zabrzmi jak frazes, ale w każdym z pozostałych meczów bijemy się o zwycięstwo, żeby przybliżyć się do realizacji celów. Pozycja underdoga nam pasuje!

Grzegorz Szybieniecki, @gszyb

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>