Markelle Fultz – to przez niego to całe zamieszanie!

Share on facebook
Share on twitter

Gdy zaczynał liceum, nie łapał się do składu szkolnej drużyny. W międzyczasie Markelle Fultz urósł prawie 20 centymetrów, został gwiazdą na skalę krajową i głośno przymierzany jest do numeru 1 w drafcie NBA.

Markelle Fultz (fot. wikimedia commons)

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >

To o niego poszło, w klepniętej już (ponoć) wymianie picków miedzy Celtics i Sixers, która da drużynie z Bostonu dodatkowe wybory w następnych sezonach, a Sixers poszukiwaną, wartościową jedynkę. Za kim ugania się w ostatnich tygodniach cała czołówka draftowej loterii?

Nie łapał się do składu
Z początku mało kto wierzył, że młody, mierzący ledwie 175 centymetry wzrostu Markelle Fultz w ogóle nadaje się do gry w koszykówkę. Po rozpoczęciu nauki w katolickim liceum DeMatha długo nie mógł dostać się do podstawowego składu i jeszcze w drugiej klasie zmuszony był trenować z drugą drużyną.

Głównym problemem był oczywiście wzrost, ale ten już niebawem sam miał się rozwiązać. Fultz zaczął bowiem rosnąć w zastraszającym tempie. Ostatecznie przez trzy lata dobił do 193 cm, co na dziś zapewnia mu już dobrą pozycję wyjściową do rywalizacji na najwyższym poziomie.

Zaczął rozwijać skrzydła. Przebił się do pierwszej drużyny i na trzecim roku notował już średnie na poziomie 16,5 punktu, 7,9 zbiórki oraz 4,3 asysty. Stawał się gwiazdą z prawdziwego zdarzenia. Otrzymywał zaproszenia na prestiżowe turnieje, a także powołanie do kadry narodowej, z którą zaraz po ukończeniu szkoły wywalczył złoty medal mistrzostw Ameryk U18. Wreszcie wzbudził spore zainteresowanie czołowych uczelni, jednak ich rekruterzy nie mieli już czego szukać. Wybór dawno zastał podjęty.

W takich butach błyszczy Kevin Durant – zobacz >>

One-and-Done
Washington Huskies od początku mieli ogromny handicap. Fultzem zainteresowali się już wtedy, gdy nie mógł przebić się do składu. Przedstawiciele uniwersytetu bacznie śledzili jego postępy i pojawiali się na wszystkich meczach. Ich zaufanie oraz zaangażowanie poskutkowało więc priorytetowym potraktowaniem ze strony samego gracza.

Ze względu na wynik zespołu sezon 2016/17 był dla Huskies sporym rozczarowaniem. Wygrali tylko 9 z 31 rozegranych spotkań i szósty raz z rzędu nie uzyskali kwalifikacji do krajowego turnieju.

Indywidualnie jednak Fultz prezentował się świetnie. Skupiał coraz większą uwagę skautów z ligi zawodowej, dzięki czemu już wkrótce trafić miał na pierwsze miejsca w większości draftowych przewidywań. W swoim jedynym sezonie spędzonym na parkietach akademickich kilkakrotnie kręcił statystyki w okolicach triple double, ostatecznie kończąc rozgrywki z linijką 23,2 pkt., 5,7 zb., 5,9 as., 1,6 prz. i 1,2 bl.

https://www.youtube.com/watch?v=T2DHVAnrNlk

Łakomy kąsek
Przyszli pracodawcy stoją przed szansą przechwycenia gracza, który niewątpliwie ma zadatki na przyszłą gwiazdę. Są wprawdzie pewne znaki zapytania, ale Markelle Fultz to młoda (w maju skończył 19 lat), wysoka (jak na swoją pozycję), atletyczna i utalentowana perełka, którą wciąż można jeszcze szlifować.

Same warunki fizyczne skłaniały do refleksji, czy w razie potencjalnego konfliktu interesów nie warto by zaryzykować i już teraz postawić na niego, kosztem takiego Erica Bledsoe czy Isaiaha Thomasa, który zawsze będzie problemem w defensywie. Fultz na studiach również nim bywał, ale wynikało to bardziej z motywacji niż rzeczywistych możliwości. Pamiętajmy, że mówimy o rozgrywającym z zasięgiem ramion na poziomie 207 centymetrów.

To inteligentny, opanowany gracz, świetnie panujący nad piłką i potrzebującym jej w swoich rękach, aby pozostać maksymalnie efektywnym. Jest szybki, sprawdza się w grze pick’n’roll, a także dysponuje groźnym rzutem. W 25 meczach w barwach Huskies trafiał 47,6 proc. rzutów z gry i 41,3 proc. z dystansu, przy średnio aż 5 próbach. Z drugiej strony miewa problemy na linii rzutów wolnych. W NCAA trafiał ich tylko 64,9 proc.

W takich butach błyszczy Kevin Durant – zobacz >>

Mateusz Orlicki

POLECANE