Markelle Fultz – w końcu rozpoczął strzelanie!

Share on facebook
Share on twitter

Prawie półtora roku po wyborze z 1. numerem draftu 2017 musiał czekać Markelle Fultz na trafienie swojej pierwszej trójki w NBA. Udało się w czwartej kwarcie czwartkowego starcia z Chicago Bulls.

Markelle Fultz / fot. wikimedia commons

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>

Sixers nie mieli większych problemów, by poradzić sobie z Bykami – Joel Embiid zapisał na konto 30 punktów i 12 zbiórek, a Ben Simmons pierwsze w sezonie triple-double złożone z 13 oczek, 13 zebranych piłek oraz 11 asyst. Gospodarze wygrali 127-108 i mają już pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Markelle Fultz ma natomiast za sobą pierwsze w karierze trafienie zza łuku.

Niby tylko jeden rzut, ale dla Fultza rzut niezwykle ważny. Rzut, na który czekała cała Filadelfia i tysiące fanów zgromadzonych w Wells Fargo Center na pierwszym domowym meczu Sixers w tym sezonie. Fultz wykorzystał moment nieuwagi Zacha LaVine’a, który wycofał się za głęboko i spokojnie przymierzył, powiększając prowadzenie Szóstek do 20 punktów.

Kibice eksplodowali z radości po tym trafieniu, podobnie jak i koledzy Fultza na ławce rezerwowych. On sam po cichutku wrócił do obrony jak gdyby nigdy nic, ale po meczu zdradził w rozmowie z dziennikarzami, że była to w jakimś sensie ulga. „Ciężko pracowałem całe lato. Wierzę w mój rzut i byłem pewny, że trafię, co się stało. To było fajne uczucie” – stwierdził 20-latek.

Rozgrywający z pewnością odetchnął, zaliczając to pierwsze trafienie zza łuku w karierze – tym bardziej po nieudanym debiutanckim sezonie, w trakcie którego zagrał tylko w 14 spotkaniach i przez większość czasu nie wiadomo było tak w zasadzie, co jest nie tak. Fultz nie bez powodu został przecież wybrany z pierwszym numerem w drafcie, mając za sobą świetny sezon w NCAA.

Fultz zakończył czwartkowego zmagania z 12 punktami na koncie, trafiając pięć z 15 swoich prób. Teraz fanom Sixers pozostaje tylko mieć nadzieję, że to dopiero początek. Uwaga kibiców z Filadelfii przeniesie się teraz na Bena Simmonsa, który na swoje pierwsze trafienie zza łuku wciąż czeka – w zeszłym sezonie Australijczyk próbował szczęścia 11 razy, w tym jeszcze ani razu.

Tomek Kordylewski

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>




POLECANE

Pozycja Anwilu Włocławek na czele listy jest na początku sezonu niezagrożona. Na drugim miejscu widzimy Arkę Gdynia, nieco dalej Polski Cukier. Najsłabiej w tym momencie wyglądają zespoły z Gliwic, Radomia i Starogardu Gdańskiego.