Mateusz Ponitka: Byłem bardzo wkurzony po Białorusi

Share on facebook
Share on twitter

– Ta wielka złość przerodziła się w coś pozytywnego w następnym meczu. Każdy był skupiony, już w czasie podróży widać było po wszystkich, jak są skoncentrowani, że to już koniec żartów – mówi Mateusz Ponitka w rozmowie z PolskiKosz.pl.

Mateusz Ponitka (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)
Mateusz Ponitka (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

Łukasz Cegliński: Byłeś najlepszym polskim zawodnikiem eliminacji, naszym MVP. Reprezentacja Polski to drużyna Mateusza Ponitki, czy takie stwierdzenie to jednak przesada?

Mateusz Ponitka: Przesada. Kluczem do awansu był cały zespół, który dobrze funkcjonował w najważniejszych meczach. To nie jest ani moja reprezentacja, ani „Wacy”, ani „Lampiona” czy kogokolwiek. Ja zawsze daję z siebie wszystko, by zespół wygrywał. Jak przegrywa, to nie ma znaczenia, ze zagrałem dobrze.

A czy reprezentacji w ogóle potrzebny jest lider – taki prawdziwy, pod każdym względem?

– Nasza gra jest oparta na zespołowości i to widać. Każdy jest wdrożony system, dla każdego przewidziana jest rola. Tu nie chodzi o liderów, nie powinniśmy się na tym skupiać. Chodzi o to, by wygrywać. W każdym meczu ktoś inny może rzucać po 20 punktów, ale najważniejsze, byśmy zwyciężali.

Ale było tak, że każdy z chłopaków miał mecze lepsze i gorsze, a Ponitka trzymał równy, dobry poziom. Piotr Szybilski powiedział, że byłeś zapalnikiem tej reprezentacji.

– Miło mi w takim razie to słyszeć, ale najważniejsze, że osiągnęliśmy cel – awansowaliśmy na EuroBasket, w sumie w dobrym stylu. I tyle.

No właśnie, pytanie o ten styl – cieszycie się z 5-1, jest awans i koniec, czy może żałujecie, że nie zakończyliście eliminacji z bilansem 6-0 potwierdzającym totalną dominację w grupie?

– Moje podejście jest takie: wygraliśmy, jest awans, koniec, kropka. Nie będę się zastanawiał, co by było gdyby, bo to już nie ma sensu. Najważniejsze, że za kilka miesięcy będziemy mogli się skupić na tym, by znów jak najlepiej przygotować się na EuroBasket. Eliminacje to tylko krok. A ta porażka z Białorusią… Fakt, była dotkliwa, nie powinna się zdarzyć.

Bardziej się wkurzaliście po przegranej z Białorusią, czy cieszyliście się z wygranej w Estonii? Które emocje – tak skrajne – były większe?

– Ja byłem bardziej wkurzony po Białorusi. O wiele bardziej niż potem się cieszyłem. Byłem bardzo zły na to, jak ten mecz się potoczył, że nie potrafiliśmy sobie zapewnić awansu już wtedy. Ale przed eliminacjami przypominaliśmy sobie, że czeka nas sześć trudnych meczów i bardzo możliwe, że wszystko rozstrzygnie się w ostatnim spotkaniu w Estonii. I tak się stało, byliśmy na to gotowi.

Ta wielka złość po Białorusi przerodziła się w coś pozytywnego w następnym meczu. Każdy był skupiony, już w czasie podróży widać było po wszystkich, jak są skoncentrowani, że to już koniec żartów.

Dlaczego tak źle zagraliście z Białorusią?

– Byliśmy zbyt pewni swego, zbyt rozluźnieni po dość ciężkim meczu w Portugalii. Wydawało nam się, że z Białorusią wygramy spokojnie – bo zwyciężamy, bo gramy u siebie, bo kibice nam pomogą. Myśleliśmy, że po prostu sobie awansujemy, siedziało nam to w głowach. Teraz mamy nauczkę, że nie wolno tracić koncentracji.

Trudniejsze momenty czasem budują zespół – jak wyglądały te dni między meczami z Białorusią i Estonią?

– Nie było niczego wyjątkowego, Mike Taylor bardzo dobrze radzi sobie w takich sytuacjach, teraz też wiedział, co zrobić. Nie było szukania winnych, wytykania błędów, ochrzaniania, jakichś kar na treningach. Było normalne wideo z analizą spotkania, wyciąganie wniosków i słowa trenera, który powtarzał, że mamy myśleć tylko o Estonii, bo za dwa miesiące nikogo nie będzie interesował mecz z Białorusią, jeśli awansujemy na EuroBasket.

Trener powtarzał, że spotkanie z Białorusią może nam tylko pomóc, bo taka porażka uczy. Wszystkich – młodszych, ale też starszych zawodników.

Patrząc na grę reprezentacji szukamy widocznych postępów poza tymi, które wynikają z indywidualnego rozwoju koszykarzy. Ty, Maciej Lampe, Adam Waczyński, także A.J. Slaughter byliście po prostu najlepszymi graczami w całej grupie, nasza przewaga talentu nie podlegała dyskusji. W czym, przez ostatnie dwa lata, poprawiła się drużyna?

Mateusz Ponitka (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)
Mateusz Ponitka (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)

– Na pewno wszyscy ci, którzy u Mike’a Taylora grają trzeci rok, lepiej czują się w tym systemie gry – wiedzą, gdzie i kiedy mogą sobie pozwolić na więcej. Naszą siłą jest to, że z roku na rok jesteśmy mądrzejsi i lepiej zgrani. Wyczuwamy, gdzie jesteśmy najlepsi – w tym sezonie udawało nam się wykorzystywać A.J. Slaughtera, wiemy, jakie akcje lubi „Waca”, w czym dobry jest „Lampion”, jakie akcje mogę kreować ja.

Za rok, przy podobnym systemie gry, powinno być jeszcze lepiej. Mike jest wyjątkową osobą, jeśli chodzi o zarażanie nas optymizmem i pozytywnym nastawieniem. To świetna sprawa dla młodych graczy, ale też bardzo dobra dla tych bardziej doświadczonych.

To był twój czwarty rok w ważnej roli w reprezentacji i za każdym razem miałeś okazję do gry z innym zestawem podkoszowym – mam na myśli Marcina Gortata i Macieja Lampego. Najpierw byli obaj, potem nie było żadnego, następnie był tylko Gortat, teraz tylko Lampe. W którym wariancie było najlepiej?

– Marcin i Maciek, ale też Damian Kulig, Aaron Cel czy Adam Hrycaniuk to gracze, z którymi gra mi się dobrze w każdej sytuacji, ale wiadomo, że dwaj pierwsi to poziom światowy. Marcin zrobił karierę w NBA, Maciej zrobił w Europie, obaj mają bardzo duże umiejętności. Nie gra się z nimi trudno, tylko trzeba ich wyczuć. A takie wyczucie zajmuje dwa, trzy tygodnie.

Obaj świetnie grają pick and rolle, stawiają dobre zasłony. „Lampion” może rzucić z dystansu, Marcin jest nie do przejścia w obronie – po prostu obaj mają swoje, ale też inne atuty. Chciałbym móc je wykorzystywać na EuroBaskecie – mam nadzieję, że Maciek w nim zagra, nie wiem, jak będzie z Marcinem.

Nie jesteś zmęczony? W Stelmecie miałeś długi sezon z pucharami, potem krótki obóz w Słowenii, wyjazd na Ligę Letnią, teraz zgrupowanie i mecze reprezentacji…

– Spokojnie, tak źle ze mną nie jest. Zmęczony nie jestem, gorzej znoszę fakt, że cały czas jestem poza domem i nie mam czasu dla rodziny – to mnie męczy. Zobaczymy, czy Pinar Karsiyaka da mi dwa, trzy dni wolnego.

Z drugiej strony – jak kochasz to, co robisz, to się nie męczysz tak szybko. A na dodatek ja już znam swoje ciało, mam doświadczenie, kilka trudnych sezonów zaliczyłem. Wiem, kiedy muszę docisnąć, kiedy trenować spokojnie, a kiedy trochę odpuścić, przetruchtać trening, by złapać trochę świeżości.

Lecisz do Turcji, znów zaczynasz od zera, wszystko będzie nowe. Co będzie największym wyzwaniem?

– Załatwić te wszystkie papierowe kwestie – telefony, konto w banku, urzędy, formalności… A koszykówka na całym świecie jest jedna. Piłka, dwa kosze, myśli szkoleniowe też w gruncie rzeczy do siebie podobne. Nie mam się czego obawiać, lecę pozytywnie nastawiony, szykuję się na walkę. Czekam na rozpoczęcie sezonu.

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

POLECANE

Już po 3 kolejkach odchodzi trener Jacek Winnicki, cały zespół ukarano finansowo, rozwiązano kontrakty z Yancym Gatesem i Grzegorzem Surmaczem, a Jay Threatt i Nikola Jevtović zostali zawieszeni. W Ostrowie po tych czystkach trzeba będzie budować zespół od nowa.