Mateusz Ponitka – decyzja świetna, ale mogło być lepiej

Share on facebook
Share on twitter
Mateusz Ponitka (Fot. Andrzej Romański/Plk.pl)
Mateusz Ponitka (Fot. Andrzej Romański/Plk.pl)

Ambitny skrzydłowy nie bał się ryzyka i wypromował się występami w Lidze Letniej. Boisko potwierdziło jednak, że stylem gry niezbyt pasuje do NBA.

1. Oklaski za decyzję
Mateusz Ponitka i jego obóz z pewnością świetnie zdawali sobie sprawę, że Liga Letnia to raczej streetballowe rozgrywki dla indywidualistów, nie mające nic wspólnego z poukładaną, europejską koszykówką. Polak nie musiał się tam promować, bez tego znalazłby pracę w dobrym europejskim klubie. Podjął rękawicę, po raz kolejny postanowił się zaprezentować trenerom z USA, z NBA.

2. Nie zabrakło zaangażowania
Ponitka w Las Vegas zagrał w czterech meczach, w sumie jako rezerwowy zaliczył 72 minuty. Pokazał w nich to, z czego jest znany – świetne dla sportowca cechy charakteru i smykałkę do zbiórek, szczególnie tych w ataku. Uciekał od zastawień, próbował dobijać z powietrza. Ponitka nieźle spisywał się też w obronie, widać, że zrobił postęp po sezonie u Saso Filipovskiego – dobrze grał w defensywie indywidualnej, przy pick and rollach.

3. Zabrakło ataku
Jest jednak niedosyt, jeśli chodzi o atak. Wiadomo, ciężko błysnąć w ofensywie, jak nie ma się okazji do rzutów, ale grając z Amerykanami, trzeba czasem wziąć piłkę pod pachę i zagrać coś pod siebie. Trenerzy w Europie zespołową grę pochwalą, ale ci w Stanach raczej jej nie docenią, uznając ją za brak przebojowości. Ponitka w sumie oddał tylko 12 rzutów – to bardzo mało. Mając taką okazję, trzeba było bardziej szukać swoich szans, a nie – trochę w stylu Dennisa Rodmana – koncentrować się na zbiórkach.

4. Zachwyty niepotrzebne
Mateusz Ponitka to zbyt dobry i zbyt twardy zawodnik, żeby trzeba było go zagłaskiwać, chwalić na wyrost i pisać, że zagrał świetnie. Nie ma sensu udawać, że 4 punkty w jednym meczu to dobry wynik, średnia 2.5 pkt. w czterech spotkaniach jest słaba. Punkty to nie wszystko, ale Ponitka zasługuje na to, by oceniać go obiektywnie i oczekiwać naprawdę dużych rzeczy. Takie podejście zaprowadziło go tam, gdzie jest, Ponitka sam jest wobec siebie bardzo wymagający.

5. NBA nie dla niego
Na pozycji rzucającego czy też niskiego skrzydłowego, bez dobrego rzutu nie ma czego w NBA szukać. Ponitka nad rzutem pracuje, ale nie jest to jego atut. To nie znaczy, że jest złym koszykarzem – jest po prostu innym typem gracza. Wychowany przez dobrych trenerów w Europie, nieprzypadkowo świetnie odnajdywał się w systemie Filipovskiego. I to nie NBA, a hiszpańska ACB – z poukładanym, inteligentnym basketem, będzie pasowała do niego lepiej. W ACB Ponitka mógłby połączyć boiskowe IQ z warunkami fizycznymi i charakterem.

6. Dobra reklama
Wyjazd na Ligę Letnią nie do końca się Ponitce udał, koszykarz na pewno miał większe oczekiwania, ale i tak dobrze się zareklamował. Zobaczyli go kolejni trenerzy, ktoś pewnie zanotował jego nazwisko, dwa mecze z 10 zbiórkami to jednak coś zauważalnego, plusem jest też wpisanie występów w Lidze Letniej do CV – to nigdy nie zaszkodzi. Ponitka zdobył też pozycję drugiego najbardziej rozpoznawalnego koszykarza w Polsce po Marcinie Gortacie.

POLECANE