Mecz, w którym NBA odleciała w kosmos

Mecz, w którym NBA odleciała w kosmos

Share on facebook
Share on twitter

13 grudnia 1983 roku Detroit Pistons pokonali Denver Nuggets 186:184 w rekordowym meczu w historii NBA. Obejrzeliśmy to spotkanie. I tak, to było czyste szaleństwo.

Denver Nuggets z początku lat 80.
Denver Nuggets z początku lat 80.

NBA, Euroliga, PLK – typuj wyniki i wygrywaj >>

Boy, they scored fast – powiedział z podziwem komentator telewizji z Detroit, gdy Dan Issel dał prowadzenie gospodarzom ledwie po kilku sekundach od wznowienia. A potem się zaczęło.

Jedno, dwa, maksymalnie trzy szybkie podania i rzut. Pierwsze sześć wpadło, po minucie z sekundami było 8:6 dla Nuggets. I naprawdę niewiele się już potem zmieniło, po kolejnych kwartach było 34:38, 74:74, 108:113 i 145:145.

Rzuty za trzy punkty obowiązywały w NBA już od pięciu sezonów, ale w tym meczu mało kto rzucał z dystansu – obie drużyny miały w sumie nieprawdopodobne z dzisiejszego punktu widzenia 2/4. Trafili – na sam koniec, ustalając wynik meczu – Richard Anderson dla Nuggets (zbieżność imienia i nazwiska z aktorem z „MacGyvera” przypadkowa) oraz Isiah Thomas. Ten akurat w ważnym momencie, ale o tym później.

Mecz wyglądał dziwnie, bo skoro nikt nie rzucał za trzy, to także nikt za linią trójek nie stał – gra koncentrowała się wokół pola trzech sekund, wysocy często dostawali piłki na jego obrzeżach i rzucali. Podobnie jak skrzydłowi ze skrzydeł. A rozgrywającym zdarzało się spacerować – tak, przechodzić z piłką jak Vinnie Johnson – w okolicy linii rzutów wolnych. Tak bardzo zacieśniona była strefa podkoszowa.

vavava
Kiki Vandeweghe

Nieprzytomni bohaterowie

This is unreal! – mówił jeden z komentatorów, gdy 35-letni Issel miał 5/5 z gry, ale nieprawdopodobne miało dopiero nadejść. Zresztą na początku o wiele większe wrażenie robił Kiki Vandeweghe – zaczął znakomicie, trafiał rzut za rzutem, wszystko w tym szybkim tempie, ciągłym ataku, permanentnej strzelnicy.

Po niektórych rzutach Vandeweghe – jak Larry Bird w późniejszym konkursie trójek – wracał z narożnika do obrony, bo wiedział, że piłka wpadnie do kosza. W sumie zdobył 51 punktów (21/29 z gry oraz 9/11 z wolnych), 9 zbiórek i 8 asyst.

Skrzydłowy Nuggets był najlepszym strzelcem meczu, ale przecież 47 punktów zdobył dla gospodarzy jeszcze Alex English (18/30 z gry, także 12 zbiórek i 7 asyst), a 28 dodał Issel. Cała ekipa z Denver trafiła 59 proc. rzutów z gry.

Pistons mieli jednak swoich egzekutorów – Thomas rzucił 47 punktów (18/34 z gry, ale tylko 10 na 19 z wolnych), dodał 17 asyst. Miał kilka typowych dla siebie efektownych wkrętek pod obręcz, ale głównie rzucał z półdystansu.

Natomiast John Long z Pistons zaczął od 15/15 z gry. – On jest nieprzytomny! – mówili komentatorzy, którzy ekscytowali się już w momencie, gdy Long miał 8/8. W końcówce osłabł, mecz zakończył z 18/25 z gry, zatrzymał się na 41 punktach. A Kelly Tripucka, którego wówczas rywale Pistons obawiali się najbardziej, rzucił 35.

„Przerzucić wszystkich!”

Jakaś obrona? Nie, zły adres. Nuggets trenera Douga Moe byli na początku lat 80. zespołem skrajnie nastawionym na atak, trzy sezony wcześniej zdobywali średnio 126,5 punktu w 82 meczach.

Pistons? Do przestawienia się na skrajną defensywę, do przydomka „Bad Boys” było jeszcze daleko. Na ławce siedział już Chuck Daly, a po boisku biegali Thomas z Billem Laimbeerem, ale – jak wspominał potem ten ostatni – w tamtych czasach dewizą drużyny z Detroit było “Przerzucić ich wszystkich”.

Przed rekordowym meczem oba zespoły zagrały spotkania, które mówią wiele o ich ówczesnym stylu – Pistons przegrali na wyjeździe 131:135 ze Seattle Supersonics, natomiast Nuggets ulegli Nets w New Jersey 130:141. W ich bezpośrednim spotkaniu po prostu musiało dojść do punktowej erupcji.

Mecz trwał, ale koszykarze jakby się nie męczyli. Punkty, szybkie wyprowadzenie piłki, podanie, podanie, rzut, kosz. Szybkie wyprowadzenie piłki, czasem podanie na skrzydło z własnej połowy, rzut, kosz. I tak w kółko.

dedede
Isiah Thomas i Bill Laimbeer

Arsenał Isiaha Thomasa

Ultraofensywna gra robiła się czasem monotonna, irytował brak widocznej obrony. Choć przecież niektóre rzuty, także z faulem, koszykarze obu drużyn trafiali z ręką rywali na twarzy. Ale pamiętajcie – żadnych trójek!

Nuggets mogli wygrać w czwartej kwarcie, ale pomylili się Issel (z wolnego) i Vandeweghe (po obrocie), a potem nieprawdopodobną akcję wykonał Thomas.

Na 6 sekund przed końcem Laimbeer rzucał dwa wolne przy dwupunktowej stracie Pistons – pierwszy ledwo doleciał do obręczy, drugi był specjalnie spudłowany. Isiah wyskoczył jak sprężyna, zebrał piłkę nad grupą wyższych graczy, dobił spod kosza na 145:145.

W pierwszej dogrywce na minutę przed końcem Nuggets prowadzili 158:154 – mieli piłkę, a Thomas miał pięć fauli. Ale po chwili Isiah trafił trójkę – to było właśnie to wydarzenie, rzut z dystansu był jakby zostawiony w arsenale Pistons na najważniejszy moment!

English, jakby wytrącony tą trójką z rytmu, pomylił się raz z linii, a Tripucka zdobył punkty o tablicę na 30 sekund przed końcem. 159:159, Issel pudłuje, a Thomas zdobywa punkty z kontry!

Ale nie, punktów nie ma – rozgrywający Pistons trafił już po czasie.

Spurs i Bucks pobici

W przerwach w meczu, w McNichols Sports Arena leciała świetna muza – taka, której dzisiaj słuchamy na imprezach w stylu retro. Serio, to był dobry klimat. I było go sporo, bo mecz trwał 3 godziny i 11 minut.

Przerw na żądanie było wiele, z czasem chyba już bardziej dla odpoczynku koszykarzy niż planowania akcji. Zresztą o jakim planowaniu mowa, skoro Moe otwarcie mówił, że jest przeciwnikiem zagrywek, a w Daly’emu zależało tylko na tym, by piłkę dostali Thomas lub Tripucka.

W drugiej dogrywce niespełna 10 tys. kibiców było już naprawdę rozgrzanych i rozkrzyczanych, podobnie jak komentatorzy – szczególnie, gdy Tripucka trafił dwa wolne na 169:169, czym sprawił, że pobity został poprzedni punktowy rekord z meczu San Antonio Spurs – Milwaukee Bucks 171:166 z marca 1982 roku.

17 sekund przed końcem drugiej dogrywki na linii wolnych stanął Bill Hanzlik, który wcześniej nie zdobył ani jednego punktu, ale ręka mu nie zadrżała. Trafił dwukrotnie na 171:171.

Po przerwie na żądanie, ale też akcji, która była zaprzeczeniem jakiegokolwiek planu, Thomas fatalnie spudłował daleki rzut przez ręce.

mcmcmcmDo historii jednak obroną

Jak jutro ktoś weźmie do ręki gazetę, to nie uwierzy – mówili komentatorzy w połowie trzeciej dogrywki, w której przeważali Nuggets. Do czasu jednak. Ale co ciekawe – Pistons ostatecznie wygrali ten mecz dzięki obronie.

Najpierw, po pudle Englisha, Laimbeer zebrał piłkę i długim podaniem uruchomił Longa, który wsadził z kontry na 181:179 dla gości.

Później przechwyt zaliczył Thomas, który pobiegł sam na sam z koszem. Zwolnił, zrezygnował z dwutaktu, zatrzymał się pod koszem. Urwał jeszcze sekundę, zanim trafił na 183:179 dla Pistons na niespełna minutę przed końcem.

W kolejnej akcji Laimbeer zablokował rywala, a taktycznie faulowany Thomas wykorzystał oba wolne. I już po pierwszym wrzeszczał z radości, bo wiedział, że tego niesamowitego meczu Pistons już nie oddadzą.

186:184, to już końcowy wynik. Dziękujemy państwu, że pomogli nam przejść do historii! – krzyknął na koniec komentator.

A zresztą, obejrzyjcie sami:

Łukasz Cegliński

POLECANE

tagi

NBA

Dwie przegrane z rzędu w Madison Square Garden łączną różnicą ponad 80 punktów przelały czarę goryczy. David Fizdale nie jest już trenerem New York Knicks, chwilowym następcą ma być Mike Miller, dotychczasowy asystent.
7 / 12 / 2019 0:28
Po kilku chudszych latach, 3-krotni mistrzowie NBA znów są ścisłej czołówce Wschodu. Mądrze budowana drużyny, piękne trafienia w drafcie i dobry trener – na Florydzie pokazują, jak w książkowy sposób zrealizować przebudowę.
6 / 12 / 2019 18:09
Houston Rockets oficjalnie złożyli w czasie protest w biurze NBA, domagając się powtórki ostatnich ośmiu minut spotkania z San Antonio Spurs. Jako powód podają pomyłkę sędziów, którzy nie uznali prawidłowo zdobytych punktów Jamesa Hardena.
6 / 12 / 2019 14:41
Kamil Chanas w najnowszym odcinku podcastu „Strefa Chanasa” rozmawia z Maciejem Turowskim, znanym jako DJ Gambit, który od lat zajmuje się muzyczną oprawą widowisk sportowych, w tym oczywiście koszykarskich.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Wreszcie znów coś zdrgnęło! Choć dopiero w przyszłym sezonie zacznie obowiązywać przedłużenie kontraktu Jaylena Browna – mocno przez wielu kwestionowane – skrzydłowy już w trwających rozgrywkach pokazuje na jak dużo go stać.
5 / 12 / 2019 17:55
Kamil Chanas w najnowszym odcinku podcastu „Strefa Chanasa” rozmawia z Maciejem Turowskim, znanym jako DJ Gambit, który od lat zajmuje się muzyczną oprawą widowisk sportowych, w tym oczywiście koszykarskich.
2 / 12 / 2019 10:08
Było 6 punktów przewagi na niecałą minutę przed końcem drugiej dogrywki. Polski Cukier Toruń zaliczył wówczas katastrofalną serię strat i błędów, wypuszczając wygraną w Belgii z rąk. Ostenda skorzystała z prezentu i zwyciężyła ostatecznie 105:103.