Michael Porter Jr. – ryzyko, które się opłaci Denver?

Share on facebook
Share on twitter

Wielu określa go mianem najbardziej utalentowanego gracza w tegorocznym drafcie. Michael Porter Jr. musiał jednak czekać prawie półtorej godziny na to, aby jakaś drużyna go łaskawie wybrała. Wszystko przez problemy ze zdrowiem.

Michael Porter Jr. / fot. wikimedia

Wielka obniżka – nie przegap rewelacyjnych cen w Sklepie Koszykarza! >> 

Gdy rozpoczynał się sezon akademicki 2017/18, według ekspertów to właśnie Michael Porter Jr. (1998 r., 211 cm) był pewniakiem do Top 3 tegorocznego draftu. Ba, wielu właśnie jego typowało do numeru jeden. Wszystko zmieniły jednak problemy zdrowotne. I tak, wybór po wyborze, Porter Jr. wyczekiwał swojej kolejki, słysząc kolejno nazwiska innych zawodników.

Ostatecznie, zdecydowali się Denver Nuggets, stawiając na 19-latka ze swoim 14. numerem. „Nie tak sobie wyobrażałem tę noc, ale to wciąż najlepsza noc w moim życiu” – stwierdził Porter Jr. Wszak jeszcze kilka miesięcy temu widziano w nim kogoś, kto może odmienić losy organizacji. A dziś? Dziś z jego wyborem wiąże się ryzyko, które bez wahania podjęli Nuggets.

Ryzyko związane przede wszystkim ze zdrowiem gracza. Porter Jr. stracił bowiem prawie cały poprzedni sezon, gdy w trakcie pierwszego spotkania dla Missouri w NCAA doznał poważnego urazu pleców. Zdołał wrócić przed końcem rozgrywek, ale tylko na trzy spotkania. Na dodatek, tydzień przed draftem musiał odwołać kolejne treningi, bo bóle wróciły.

Stało się to chwilę po tym, gdy wiele klubów było pod ogromnym jego wrażeniem. Wielu mówiło, że to kolejny Kevin Durant, wskazując na bardzo rzadką kombinację wzrostu (211 cm), szybkości oraz ładnego, skutecznego rzutu. „Niestety, jak jeden zespół się wystraszy, strach obejmuje też inne drużyny” – mówi 19-latek, który jeszcze w czerwcu świętować będzie swoje 20. urodziny.

Nie wystraszyli się Nuggets i bez zastanowienia dodali do składu skrzydłowego, co w przyszłości może okazać się bardzo opłacalnym ruchem. Porter Jr. to bowiem gracz z naprawdę dużym potencjałem, a teraz – po tej najdłuższej nocy w życiu, jak sam to określił – ma jeszcze dodatkową motywację, by udowodnić wszystkim, że popełnili błąd. Jeśli tylko pozwoli zdrowie to… bójcie się, kluby NBA!

Tomek Kordylewski

Wielka obniżka – nie przegap rewelacyjnych cen w Sklepie Koszykarza! >> 




POLECANE

Pozycja Anwilu Włocławek na czele listy jest na początku sezonu niezagrożona. Na drugim miejscu widzimy Arkę Gdynia, nieco dalej Polski Cukier. Najsłabiej w tym momencie wyglądają zespoły z Gliwic, Radomia i Starogardu Gdańskiego.