Mike Taylor – niewiele poza pięknymi słowami

Share on facebook
Share on twitter

Ten EuroBasket amerykańskiemu trenerowi kadry zupełnie nie wyszedł. Niewiele też wskazuje, że przy następnych okazjach nastąpi zdecydowana poprawa.

Mike Taylor (fot. A. Romański/PZKosz.pl)

BACK ON THE COURT – świetne rabaty w Sklepie Koszykarza >>

Spokojnie, nie będziemy już Wam pisać o legendarnej dobrej atmosferze w drużynie, bo słyszeliście to już milion razy i też macie przesyt. Poza tym, to trochę tak, jakby w kółko chwalić urzędnika, że w poniedziałek przyszedł na godz. 9.00 do biura.

Skupmy się na faktach z boiska. Najpierw z ostatniego EuroBasketu.

Jesteśmy znów w punkcie wyjścia

– Spodziewaliśmy się, że z lepszymi, dojrzalszymi koszykarzami w składzie zdołamy wygrać choć 1 z 4 meczów z wyżej notowanymi rywalami. Nie udało się ani jednego.

– Po tym, jak wiele słyszeliśmy o świetnym przygotowaniu do pierwszego meczu ze Słowenią, na boisku zobaczyliśmy zespół niezbyt na Słowenię przygotowany.

– Zobaczyliśmy poważny problem z rozgrywaniem końcówek meczów, w tym kompromitujące wydarzenia w meczu z Finlandią (liczne błędy zawodników, ale to także trener odpowiada za uspokojenie drużyny i za jakość sytuacji specjalnych). Niby tyle dobrej atmosfery, a w końcówkach meczów zawodnicy zachowywali się jak skazańcy przed plutonem egzekucyjnym.

– W ważnych momentach „meczu o wszystko” rozgrywaniem piłki zajmowali się Adam Waczyński z Mateuszem Ponitką. To efekt niepotrzebnego ryzyka i błędu z zabieraniem nadmiaru podobnych skrzydłowych zamiast trzeciego rozgrywającego.

– Nie było pomysłu na lepsze wykorzystanie Przemysława Karnowskiego, w kluczowych momentach meczów nasi liderzy robili rzeczy, w których nie są najmocniejsi – w końcówce z Finlandią Ponitka rzucał z dystansu, a Waczyński wbijał się na kosz.

– Nie odnotowaliśmy postępu, jeśli chodzi o wynik końcowy: po 3-3 z Francji wróciliśmy do 1-4, które mieliśmy za czasów Dirka Bauermanna. Pod tym względem Mike Taylor jest w punkcie wyjścia.

Kolekcja butów Kevina Duranta – zobacz modele! >>

Nie ma, za co chwalić

Plusy? Próbujemy znaleźć.

– Drużyna, mimo niepowodzeń, była przygotowana mentalnie do każdego kolejnego meczu, zawsze walczyła z pełnym zaangażowaniem, nie rozkleiła się jak np. Izrael. Poziom motywacji Taylor utrzymał na dobrym poziomie.

– Na boisku mieliśmy też wstawki naprawdę dobrej, zorganizowanej defensywy – najlepsze z Finlandią w drugiej połowie, niezłe z Francją czy Słowenią. Ale były one za krótkie i to za mało, by powiedzieć, że np. naszą siłą jest obrona.

Tak, jak przed turniejem wydawało się nam, że postawimy ocenę „5” Mateuszowi Ponitce, tak samo liczyliśmy, że będzie za coś można pochwalić Taylora. Za choć jedno zaskoczenie, za interesujący pomysł, nowe rozwiązanie. Za coś, co wytrąci z rytmu rywala, co sprawi, że narzucimy swoje warunki. Ale, niestety, nie można.

Co mamy z kontynuacji?

– Przez 4 lata nie udało się wypracować charakterystycznego stylu gry zespołu, jakiejś konkretnej metody, tożsamości drużyny. Gdyby ktoś spytał „Jak gra reprezentacja Polski, co jest jej siłą?”, to nie mielibyśmy żadnej odpowiedzi.

– Nie widać postępów w wynikach. Zespół Taylora nigdy nie sprawia niespodzianek. Czasem za to zalicza bolesne wpadki. Przykładem są eliminacyjne porażki w Austrii czy z Białorusią. Ta druga kosztowała nas potem lepszy koszyk w losowaniu i łatwiejszą grupę. Przegrywaliśmy też ważne mecze z zespołami na zbliżonym do Polski poziomie – z Izraelem w 2015, z Finlandią w 2017. Wstydliwe wpadki zdarzały się z każdym trenerem, ale czasami też wygrywaliśmy z mocnymi, np. Turcją czy Litwą. Teraz to się nie zdarza.

– Mijają kolejne sezony, a trener Taylor wciąż nie potrafi (nie chce?) znaleźć pracy w klubie. Przez to prowadzi rocznie o kilkadziesiąt spotkań mniej w sezonie od normalnych trenerów. Traci szansę na zdobywanie bezcennych doświadczeń meczowych, rozgrywanie końcówek, dogrywek, zmiany koncepcji już w trakcie spotkania. To wszystko może później mieć znaczenie w zaciętych meczach kadry.

– Błędne okazało się założenie, że A.J. Slaughter jest tym, czego drużynie potrzeba. Brakuje nam jedynki, a on jest dwójką. Amerykanina wybierał Mike Taylor z Marcinem Widomskim. Kontynuacją tej decyzji był też fakt, że przez cztery lata trener nie przygotował do reprezentacyjnej roli żadnej nowej jedynki. Wybór jest niewielki, ale jest.

Atmosfera bez Gortata

Jeszcze małe plusy?

– Reprezentacja Taylora, jeśli już zaliczała wpadki, to potem potrafiła się po nich ładnie odkuć. W 2014 roku po porażce w Austrii, była ładna wygrana w Niemczech. W 2015 – po przegranej z Izraelem, wyraźnie pokonaliśmy Finlandię. W 2016 – po fatalnym meczu z Białorusią w Toruniu, rozbiliśmy na wyjeździe Estonię.

– Tak, sztab zbudowano właściwie i profesjonalnie. Tylko czy w 2017 roku wypada robić wydarzenia z faktu złożenia sztabu z właściwych osób, przygotowywania skautingu i wideo czy dbałości o detale? To znów jest cieszenie się z faktu, że ktoś w poniedziałki przychodzi do pracy.

– Argument, że koszykarze chcą grać dla kadry też nie zbija z nóg w sytuacji, gdy nie chce dla niej grać Marcin Gortat. Wszyscy obecni przyjeżdżają z uśmiechem, a jednak potencjalnie czołowy zawodnik nie dał się przekonać.

Dziś entuzjazm to już za mało

Trochę tracimy nadzieję. Oczywiście nikt nie twierdzi, iż jest winą trenera reprezentacji, że mamy kiepskie szkolenie młodzieży i potem dorośli gracze miewają braki. Ale to właśnie od niego oczekujemy, że zdoła te braki jakoś przykryć i wykona postęp z drużyną. Że po czterech latach pracy wygra jeden z czterech meczów z trudnym rywalem na turnieju mistrzowskim.

Mike Taylor ma nowy, dwuletni kontrakt, zbyt pochopnie podpisany przez PZKosz, więc nie ma co dyskutować o ewentualnych zmianach. „Brak czasu” do listopada był oczywiście tylko wymówką, bo nie byłoby żadnego problemu, aby kadrę przejął na przykład dotychczasowy asystent Wojciech Kamiński.

Będziemy mieli kontynuację, która jest jednoznacznie pozytywnym zjawiskiem. Nie spodziewamy się problemów, poniżej obecnego poziomu raczej nie spadniemy. Ot, dalej będzie tak jak jest. Wygramy, co musimy, ale szału też nie będzie. Urzędnik przyjdzie na godz. 9 do pracy.

Jest też coś takiego, jak dopasowanie danego trenera do drużyny, do jej sytuacji, możliwości i ambicji. Taylor ze swoim entuzjazmem i zapałem idealnie pasował do rozbitego w 2013 roku zespołu, który czekała przebudowa. Ale teraz doświadczeni już Ponitka i Waczyński nie potrzebują trenera, który w nich uwierzy i będzie klaskał. Potrzebują trenera, który ułatwi im grę, wykorzysta silne strony i wreszcie pomoże wygrywać.

Łukasz Cegliński, Tomasz Sobiech

BACK ON THE COURT – 20% taniej w Sklepie Koszykarza! >>