Mikołaj Czaja: Łowicz uczy się koszykówki

Share on facebook
Share on twitter

– Naszym znakiem rozpoznawczym ma być mądra koszykówka, połączona z ambicją – mówi Mikołaj Czaja, który od niedawna jest trenerem pierwszoligowego KS Księżaka Syntex Łowicz.

Mikołaj Czaja / fot. Bartek Górski

WINTER SALE – trwa sezon niezwykłych cen w Sklepie Koszykarza! >>

Pamela Wrona: Z końcem października objął Pan funkcję pierwszego trenera po Robercie Kucharku. Trudniej jest przejąć drużynę, niż zbudować ją od podstaw?

Mikołaj Czaja: Zdecydowanie jest to o wiele trudniejsze zadanie. Każdy trener ma swoją filozofię grania i własny system, który preferuje – ja też taki mam. To wszystko buduje się w okresie przygotowawczym, na co nie miałem żadnego wpływu, ani okazji, by w tym uczestniczyć. Tak naprawdę objąłem zespół w czwartek, a w sobotę byłem już na ławce trenerskiej podczas meczu z GKS Tychy. Starałem się od razu wszczepić swoje nawyki z systemu, który teraz cały czas wdrażam.

Wobec tego korzysta Pan z tego, co ma – w składzie jest do dyspozycji kilku wszechstronnych graczy. Jakby Pan scharakteryzował obecny zespół Księżaka?

Jest to mieszanka graczy młodych i doświadczonych na tym poziomie rozgrywek. Niektórzy z nich otarli się i dopiero poznają od kuchni tę pierwszą ligę, natomiast wyróżnia ich z pewnością to, że są grupą ambitnych, walecznych chłopaków, co mnie do tej drużyny bardzo przekonało najbardziej. Pomimo, że mają różne ograniczenia na swoich pozycjach, swoją determinacją i wolą walki, potrafią to wszystko nadrobić. Znakiem rozpoznawczym, co cały czas im wpajam, ma być mądra koszykówka, której chcę ich nauczyć, w połączeniu z ambicją.

5 wygranych spotkań, 8 przegranych. Czy jest to dobry bilans, jak na beniaminka?

Na pewno nie. Bilans ujemny nigdy nie jest dobrym bilansem. Nie ma znaczenia czy jest to beniaminek, czy zespół, który już długo gra w pierwszej lidze. Nie ukrywam, że jest to dla mnie całkowicie nowa sytuacja – nie prowadziłem jeszcze zespołu z dołu tabeli. W całej swojej karierze zawsze miałem drużynę, która była z przodu i znacznie wyżej. Muszę się przyzwyczaić do tego, że jak patrzę w tabelę, to Księżaka Łowicz muszę szukać na dole (śmiech). Mam jednak ogromną nadzieję, że dzięki temu co robimy szybko się to zmieni, a ja zyskam nowe doświadczenie.

Do zespołu niedawno dołączył Łukasz Ratajczak, a w ostatnim czasie było jeszcze kilku zawodników na testach. Czy w tle planowane są wzmocnienia? Prowadzone są jakieś poważne rozmowy?

Nie będę ukrywał, że przyda nam się wzmocnienie na pozycji rozgrywającego. Chciałbym uzupełnić tę pozycję w naszym zespole i na ten moment jest to moim priorytetem. Liczę na to, że sprawa rozwiąże się do następnej kolejki. Będzie wtedy wiadomo o kogo chodzi (śmiech).

Czy w Pana układance przydałoby się jeszcze wsparcie pod koszem?

Zdecydowanie tak, bo w drużynie mam tylko jednego typowego centra i jednego silnego skrzydłowego (Ratajczak, Salamonik) wobec tego w razie kontuzji któregoś z nich zespół bardzo mocno to odczuje. Do tego dochodzą jeszcze dwie „fałszywe czwórki” (Kobus i Świderski), których nominalną pozycją jest niski skrzydłowy, ale z braku innych możliwości muszą grać więcej czasu pod koszem.




Wspomniał Pan, że jeszcze nie prowadził takiej drużyny. W sezonie 2014/15 wprowadził Pan Stal Ostrów do ekstraklasy. Liczy Pan na to, że Księżakowi uda się osiągnąć więcej, niż zakładano przed rozpoczęciem rozgrywek?

Celem przedstawionym przez zarząd było utrzymanie się w pierwszej lidze. Natomiast dużym sukcesem będzie ominięcie gry w play-outach i zapewnienie sobie bezpiecznego miejsca w tabeli. Udział w play-outach nie będzie mnie satysfakcjonował. Nawet samo ich wygranie, które dałoby to utrzymanie. Chcę po prostu z każdego meczu wychodzić zwycięsko. Nie ma takiej drużyny, z którą zakładałbym, że przegramy.

Oczywiście, boisko wszystko zweryfikuje, niemniej jednak tę drużynę stać na wygrywanie z każdym. Ale żeby to osiągnąć musi grać tak jak u siebie z Polonią Leszno, czy na wyjeździe z Górnikiem Wałbrzych.

Mówiąc o satysfakcjonującym miejscu, myśli Pan o minimum 9-10 pozycji w tabeli?

Wydaje mi się, że po tym sezonie mógłbym powiedzieć, że był on udany, jeśli uda nam się ten cel osiągnąć.

Ostatniego meczu z Energa Kotwicą Kołobrzeg nie można jednak zaliczyć do udanych, przegraliście aż 66:98. Wyniki nie odzwierciedlają potencjału drużyny. Dlaczego?

Wystarczy spojrzeć w statystyki… Jeżeli zespół, oddając blisko 70 rzutów, trafia zaledwie 23, to nie ma możliwości wygrać w tej lidze z żadną drużyną. Był to zdecydowanie najsłabszy nasz występ, ale pocieszające jest to, że gorzej być już nie może (śmiech). Ten mecz należy przeanalizować i jak najszybciej o nim zapomnieć.

Jak ocenia Pan ligę w tym sezonie?

Dawno nie było takiej ligi. Zawsze były 2-3 drużyny wiodące i wyraźnie odstające od reszty, a pozostałe po jakimś czasie goniły, próbując wspiąć się wyżej. W tym momencie każdy może wygrać z każdym i nie ma drużyny, która jest zdecydowanym faworytem spotkania. Nie pamiętam, kiedy była taka sytuacja, ale przez to pierwsza liga jest znacznie ciekawsza.

Czyli w tym momencie byłoby Panu ciężko wskazać najpoważniejszych kandydatów do awansu i czołową ósemkę?

Na to jest zdecydowanie za wcześnie. Odpukać, jakby w którymś zespole z czołówki pojawiła się jakakolwiek kontuzja, tak naprawdę od razu może ich przerzucić o 4 miejsca w dół – wówczas cała reszta depcze im po piętach. To jest bardzo fajne i interesujące.

Kibic być może automatycznie, jako faworytów do awansu, wskaże pierwsze 3 zespoły, czyli Śląsk Wrocław, Sokól Łańcut i Polonię Leszno, ale to nie jest wcale pewne. Każda z tych drużyn może złapać zadyszkę, ktoś może zacząć grać słabiej, a ktoś lepiej. Myślę, że dopiero w lutym sytuacja zacznie się wyjaśniać.

Jak wygląda koszykówka w Łowiczu?

Czy jest zainteresowanie? Jest grupa młodych ludzi, która utworzyła klub kibica – są bardzo aktywni, pomocni i zaangażowanie w życie drużyny. Zainteresowanie rośnie z meczu na mecz, zwłaszcza jeśli zespół wygrywa. Siłą rzeczy to zainteresowanie wzrasta i sport w Łowiczu zaczyna być widoczny. Nie mamy też dużej konkurencji w mieście, bowiem są tylko dwie dyscypliny wiodące.

Co więcej, Łowicz dopiero uczy się koszykówki. Uczy się jej sportowo, organizacyjnie. Jest to dopiero nasz pierwszy sezon na tym poziomie, także wszystkiego trzeba się po prostu nauczyć – tak to jest u beniaminka.

Pamela Wrona, @PulsBasketu

WINTER SALE – trwa sezon niezwykłych cen w Sklepie Koszykarza! >>