Milwaukee vs. Boston: Wszystko w rękach Ala Horforda

Share on facebook
Share on twitter

Najważniejszym graczem Boston Celtics w serii przeciwko Milwaukee Bucks – kluczowym dla jakiekolwiek myślenia o powodzeniu przeciwko najlepszej drużynie sezonu regularnego – będzie Al Horford. Dlaczego akurat on?

Al Horford / fot. wikimedia commons

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Atak

Dla przypomnienia: Bucks skończyli jako 2. najlepsza obrona w NBA, m.in. dzięki zastosowaniu schematu, którego celem był zablokowanie dostępu do kosza i wzmocnienie defensywnej zbiórki. Podopieczni Mike’a Budenholzera bronili obręczy na wyraźnie najlepszym %, pozwalali przeciwnikom na procentowo najmniej rzutów z tego miejsca i uplasowali się na szczycie w zbiórkach w obronie. Jednak coś za coś. Te liczby przyszły kosztem odpuszczenia linii za 3 – w meczach z Bucks oponenci % oddawali najwięcej trójek, w tym tych z rogów.

Głównym powodem takiego stanu rzeczy nadal jest niskie ustawienie Brooka Lopeza, który czeka głęboko pod obręczą. Wiele zespołów nie ma zasobów na pozycji centra, by skarcić wycofanie wysokiego Kozłów. Celtics na papierze dysponują jedną z najlepszych opcji, docelowo już na piątce, by wykorzystać rzuty, które obrona Bucks świadomie odpuszcza.

W tym celu potrzebna będzie jeszcze jedna zmiana wśród starterów Celtics. Brad Stevens wystawia od początku duet dwóch wysokich – Horforda oraz Arona Baynesa. Z biegiem serii naturalnym ruchem będzie posadzenie na ławce Australijczyka i przesunięcie Horforda pozycję wyżej, co prawdopodobnie zmusiłoby Lopeza do wyjścia spod kosza.

Nie byłoby to komfortowe rozwiązanie dla Bucks i tutaj Budenholzer ma również jedno naturalne usprawnienie – zejście nisko, które wiązałoby się z grą Giannisa Antetokounmpo na fałszywej piątce. Bo podstawowy szkopuł polega na tym, że Baynes w pick and pop nie wyciągnie ze sobą Lopeza. Horford – w standardowej kombinacji kryty przez greckiego skrzydłowego – już tak.

via Gfycat

Rzecz też w tym, że Celtics potrzebują, aby 32-letni wysoki był agresywny, wręcz samolubny. Ten po prostu musi brać to co pozostawia defensywa rywala, w ten sposób narzucając Lopezowi wyjście spod obręczy, które wiązałoby się z trudnymi decyzjami Bucks.

Budenholzer w sezonie regularnym w spotkaniach z Bostonem został zmuszony do modyfikacji stosowanego sposobu obrony, próbując w dwójkowych akcjach kozłującego z Horfordem różnych wariantów. Efekt był raczej mizerny, choć z tych prób można wyciągnąć również istotne wnioski.

Zatem Milwaukee w listopadowym spotkaniu – w którym Horford pobił rekord kariery w oddanych trójkach (11) – w 4. kwarcie postawiło na bardziej agresywne rozwiązanie, w którym zawodnik pilnujący wysokiego Celtics wychodził do podwojenia kozłującego.

Bucks decydowali się w takich sytuacjach nie wysyłać pomocy do centra, a wykonywali tzw. „stunt” – obrońca znajdujący się najbliżej w tym przypadku Horforda udawał, że do niego wychodzi, nigdy tak naprawdę tego nie robiąc, licząc, że Lopez lub inny podkoszowy zdąży wrócić na czas do Big Ala. Horford w takich sytuacjach reagował najzwyklejszą pompką…

… lub widząc, że pomoc przesuwa się w innych miejscach parkietu, otwierającym podaniem do pozostawionego zawodnika.

via Gfycat

Bucks próbowali też późnych zmian krycia, wyżej atakując kozłującego, tym samym uniemożliwiając mu natychmiastowy rzut i wycofując niższego gracza do centra Celtics. Ten był w stanie wykorzystać naturalną przewagę wzrostu.

via Gfycat

Pewnym rozwiązaniem mogą być pułapki na Kyriem Irvingu i bardziej stanowcze pozostanie przy nieuczestniczących w akcji strzelcach. Innymi słowy zamienienie Horforda w scorera i sprawdzenie jak ten w takich okolicznościach sobie poradzi.

Tu pojawia się pytanie, czy zawodnik, który niemal zawsze wydaje się podejmować najbardziej właściwą rzecz dla drużyny, musząc zdobywać punkty w większym wymiarze, ponownie by ją wykonał. Kwestia, czy Horford może delikatnie przestawić swoje nastawienie, stawiając rzut ponad kreowaniem pozycji dla kolegów z drużyny.




Obrona

Horford jest jednym z niewielu zawodników w NBA, który jest w stanie na tyle na ile to możliwe spowolnić – nie zatrzymać – Giannisa. Grek kryty przez podkoszowego Celtics trafił w sezonie regularnym 7 na 14 rzutów z gry w 41 posiadaniach, w których Bucks zdobyli łącznie 40 punktów. Grając przeciwko najlepszej ofensywie ligi trudno spodziewać się lepszego rezultatu.

Pilnując Giannisa jedną z wielu trudności jest wyczucie ile przestrzeni pozostawić liderowi Milwaukee. Kusi głębsze wycofanie i niejako zachęcenie potencjalnego MVP do oddania długiego rzutu za 3 lub z półdystansu. To mimo wszystko może się odbić, bo Grek wciąż długimi susami umie przedostać się za obrońcę.

via Gfycat

Na tym tle wyróżnia się Horford, który swoim unikalnym połączeniem siły, wciąż przyzwoitej szybkości i koszykarskiego IQ potrafi ustać przed Giannisem, rzeczywiście blokując mu linię wjazdu.

via Gfycat

Nie zawsze będzie to możliwe, lecz umiejętna pomoc – z takich miejsc, w które możliwość podania jest ograniczona – pozwala na znaczne utrudnienie zadania Giannisowi, szczególnie w sytuacjach 1v1.

via Gfycat

Duża odpowiedzialność będzie spoczywała również na strzelcach, którzy pozostawieni będą musieli zamieniać często otwarte pozycje na punkty. Warto również pilnować liczby fauli Horforda i przy ewentualnych kłopotach w tym zakresie Big Ala obserwować kto zastąpiłby go w pilnowaniu Giannisa: któryś z mniej przygotowanych do tego zadania skrzydłowych, czy zakurzony – ale w poprzednim sezonie wykonującym na Greku bardzo dobrą pracę – Semi Ojeleye.

Podsumowanie

Czeka nas starcie dwóch zupełnie innych drużyn niż w poprzednich play-offach. Dość powiedzieć, że w ostatnim meczu zeszłorocznej serii starterem Bucks prowadzonych przez Joe Prunty’ego był Thon Maker. Na przestrzeni serii spore minuty otrzymali Jabari Parker, Shabazz Muhammad, Tyler Zeller czy Jason Terry, a Celtics grali przecież bez Kyriego oraz Gordona Haywarda.

I o ile w poprzednim sezonie seria nie miała wyraźnego faworyta, tak teraz ma. Milwaukee przystępuje do tej rywalizacji jako wygrany sezonu regularnego i jedyna drużyna, która zakończyła rozgrywki w top-3 efektywności po obu stronach parkietu. Bucks wyglądali jak zespół elitarny, mogący walczyć z każdym. Do tego posiadają po swojej stronie najlepszego zawodnika na parkiecie, który od zeszłego sezonu jeszcze bardziej się rozwinął.

Niemniej Celtics dysponują nie tylko talentem, ale także opcją, która ma wszystko, by wykorzystać największe mankamenty Kozłów. Dlatego Boston potrzebuje Horforda u szczytu formy – jego dobra gra może rozpocząć lawinę ruchów, na które Milwaukee może nie mieć natychmiastowych odpowiedzi.

Mecz numer 1 serii już w niedzielę o godz. 19.00 polskiego czasu.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdziesz TUTAJ >>

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>




POLECANE

Na boisku najbardziej brakuje obrony i zbiórek, a skład drużyny z Wrocławia po prostu jest źle zbudowany. Wszystko wskazuje na to, że za kiepski początek sezonu posadą zapłaci Andrzej Adamek, ale sama wymiana trenera nie uratuje jeszcze sytuacji.

tagi