• Home
  • NBA
  • Minnesota Timberwolves – wataha głodna, ale nieśmiała

Minnesota Timberwolves – wataha głodna, ale nieśmiała

Share on facebook
Share on twitter

To jeden z tych zespołów, na których oglądanie się szykowaliśmy. Młode talenty, kandydaci na gwiazdy NBA, a do tego trener, specjalista od defensywy. Na razie jesteśmy rozczarowani.

(Fot. Wikimedia Commons)
(Fot. Wikimedia Commons)

Drużyna z Karlem-Anthony Townsem, Andrew Wigginsem i trenerem Tomem Thibodeau przegrała na wyjeździe swoje pierwsze dwa mecze, grając przeciw rywalom, którzy do potęg się nie zaliczają. Kuriozalny przebieg starć z Memphis Grizzlies (98:102) i Sacramento Kings (103:106) daje sporo do myślenia.

Niedźwiedzie mądrzejsze

W obu rozegranych meczach Timberwolves wyszaleli się w pierwszych minutach. Sezon otworzyli od szokującego prowadzenia 16:1 na parkiecie Grizzlies po nieco 200 sekundach gry. Wilki wyglądały w pierwszych akcjach jak bestie wypuszczone z klatki.

Z każdą minutą gościom z północy było jednak coraz trudniej, bo po krótkiej drzemce obudzili się weterani z Memphis. Na dobre akcje Townsa odpowiedział Marc Gasol. Mike Conley prowadził grę i zdobywał punkty, jak gdyby chciał udowodnić, że podpisany przez niego w lecie rekordowy kontrakt nie był złym ruchem klubu. Swoje firmowe manewry rozpoczął też wprowadzony z ławki Zach Randolph.

Efekt? Wypracowana przez Minnesotę przewaga szybko stopniała, w połowie drugiej kwarty przez chwilę był już remis, a trzecia część była w wykonaniu Wilków fatalna. W decydujących minutach obie strony szły łeb w łeb, jednak w najważniejszym momencie wygraną gospodarzom zapewnili grający jak profesorowie Gasol i Conley.

Królowie twardsi

W Sacramento Minnesota prowadzili w drugiej kwarcie już 18 punktami (45:27), jednak nie wyciągnęli lekcji z inauguracji w Memphis. Rywale – wykorzystując twardość i doświadczenie swoich weteranów – wrócili do gry i wykorzystali szansę.

Tym razem w role gnębicieli wilczków wcielili się DeMarcus Cousins (bez problemu ogrywał Dienga i Townsa), szalejący w ataku Rudy Gay i 36-letni Matt Barnes. Trzecia kwarta w wykonaniu graczy Thibodeau wypadła jeszcze gorzej niż w meczu przeciw Grizzlies – tym razem przegrali ją aż 12:31, pozwalając gospodarzom przejąć kontrolę nad meczem.

W końcówce była jeszcze szansa na zwycięstwo (na 3 minuty przed końcową syrena był remis po 100), jednak decydujące ciosy zadali Barnes i sprowadzony do Kings awaryjnie Ty Lawson, któremu w ważnym momencie nie zadrżała ręka przy kluczowym rzucie za trzy punkty.

Zobacz w jakich butach gra Andrew Wiggins >>

Problem z rozgrywającym

Czy podobnie – pod względem mentalnym – będzie wyglądał cały sezon Timberwolves? Czy będą zespołem utalentowanych dzieciaków, których łatwo złamać cwaniactwem i łokciami? Patrząc na średnią wieku w zespole nie sposób oprzeć się takiemu wrażeniu, choć można też zwrócić uwagę na inne, czysto koszykarskie niedoskonałości drużyny.

Główny problem to pozycja rozgrywającego. Ricky Rubio grał na razie tak, jak gdyby załamywały go pojawiające się co rusz pogłoski o zbliżającej się wymianie do innego zespołu. Grał, ale teraz będzie miał nieokreśloną jeszcze przerwę – skręcił łokieć.

Dlatego teraz więcej rozgrywał będzie wybrany z nr 5 draftu Kris Dunn. To właśnie jego osoba i talenty wywołały plotki o transferze Rubio. I choć wydaje się, że Hiszpan ma zestaw umiejętności (kreowanie gry, dobra obrona, doświadczenie) idealnie pasujący w tej chwili do Wolves, to czołowi amerykańscy komentatorzy chętnie podejmują temat, dając przy tym upust swojemu sceptycyzmowi w kwestii potencjału 26-latka z Katalonii.

Chętni na Rubio byli podobno… Kings, tyle tylko, że menedżerowie klubu z Kalifornii nie byli w stanie złożyć wystarczająco atrakcyjnej oferty. Jak długo będzie ciągnąć się ta trochę sztucznie wywołana saga? Na razie, wobec kontuzji Rubio, Dunn będzie miał szansę się wykazać.

Gdzie są zmiennicy?

W pierwszych dwóch występach bolączką Wilków było też mizerne wsparcie rezerwowych. W składzie nie ma już leciwych weteranów takich jak Andre Miller, Tayshaun Prince i Kevin Garnett, ale o Dunnie, Brandonie Rushu i Cole Aldrichu na razie można powiedzieć co najwyżej, że bywają pożyteczni.

Dla Jordana Hilla Thibodeau jak na razie nie widzi minut w rotacji, a zupełnie bezproduktywny jest Nemanja Bjelica, MVP Euroligi sprzed dwóch sezonów. Grając w Fenerbahce Stambuł Serb wyglądał na zawodnika, którego charakterystyka dobrze pasuje do obecnych wymogów NBA, jednak dziś to już tylko wspomnienie.

Definitywnie do historii przeszła już kariera Nikoli Pekovicia, który z powodu nawracających kontuzji i niesprzyjającego zdrowiu trybu życia ma nikłe szanse na powrót na profesjonalne parkiety.

Teoretycznie iskrą z ławki Wolves mógłby być utalentowany strzelec Shabazz Muhammad, jednak on wygląda na zmęczonego odgrywaniem roli opcji awaryjnej. Choć w poprzednich sezonach miał dwucyfrowe średnie punktowe, nowe rozgrywki rozpoczął słabo (11 „oczek” w dwóch występach). Może więc to on, a nie Rubio, powinien być „uwolniony” poprzez transfer do innego klubu?

Buty gwiazd NBA – też możesz takie mieć >>

Trzynastka szczęśliwa czy pechowa?

Co zalecić można sympatykom Minnesoty? Najprostsza odpowiedź to oczywiście cierpliwość. Dla młodej ekipy, z rosnącymi gwiazdami w osobach Townsa i Wigginsa, czas powinien być sprzymierzeńcem. Wilczki potrafią już mocno pogryźć swojego przeciwnika, muszą jeszcze poczuć instynkt zabójcy, który powinien przyjść jako następny, naturalny etap rozwoju.

W kolejnych miesiącach powinny też nauczyć się od swojego nowego trenera nowych schematów obronnych – tych samych, które Thibodeau skutecznie wdrażał w zespołach Boston Celtics i Chicago Bulls.

Z drugiej strony, czy można wymagać jeszcze więcej cierpliwości od fanów, którzy na występ swojego sezonu w play-off czekają od ponad 12 lat, co jest najdłuższą „suszą” wśród wszystkich zespołów NBA? W Minneapolis wszyscy powtarzają jak mantrę, że to musi być TEN sezon. Trzynasty kolejny rok bez play-off oznaczałby z pewnością konieczność daleko idących zmian w zespole, zniechęcenie młodych gwiazd, a także dużą rysę na wizerunku Thibodeau, uchodzącego za jednego z najlepszych fachowców w NBA.

W nocy z wtorku na środę czasu polskiego Minnesota zainauguruje sezon we własnej hali Target Center. Rywalem – ponownie – Grizzlies. Czy Wilki znajdą sposób na stateczne, ale bardziej doświadczone Misie?

Paweł Durkiewicz