Młody fan z wielkim idolem – Tatum i James w finale Wschodu

Share on facebook
Share on twitter

Kiedyś prosił go o „follow”, dziś zagra naprzeciwko niemu w finale konferencji. Jayson Tatum starał się zdobyć uwagę LeBrona Jamesa, a teraz sam ją przyciąga, będąc jednym z liderów Bostonu w play-off. Celtowie w niedzielę zaczną rywalizację z Cleveland Cavaliers.

LeBron James i Jason Tatum / fot. wikimedia commons

To są buty LeBrona Jamesa – też możesz w nich zagrać! >>

Będzie to rewanż za zeszłoroczne finały konferencji, choć obie drużyny wyglądają dziś zupełnie inaczej niż wtedy. Z tamtych zespołów pozostało łącznie już tylko dziewięciu zawodników (czterech w Bostonie i pięciu w Cleveland), a na dodatek nie dojdzie do długo wyczekiwanego pojedynku między Kyrie Irvingiem a LeBronem Jamesem, bo rozgrywający Celtics leczy kontuzję kolana i w tegorocznej fazie play-off nie zagra ani minuty.

Celtowie nawet bez niego, ale też bez Gordona Haywarda, świetnie poradzili sobie w dwóch pierwszych rundach – więcej problemów sprawili im Milwaukee Bucks, którzy doprowadzili do meczu numer siedem, niż Philadelphia 76ers. Podobnie zresztą wygląda sytuacja z dotychczasowymi rywalami Cavaliers – to przeciwnik z pierwszej rundy (Indiana Pacers) okazał się być większym kłopotem niż najlepszy zespół Wschodu w sezonie regularnym.

Marzenia się spełniają

Nie dojdzie więc do pojedynku Irving kontra James, ale Celtics udowodnili, że są wytrwali i ponownie nie można ich skreślać. Jednym z liderów zespołu jest 20-letni ledwie pierwszoroczniak Jayson Tatum, który ma już siedem kolejnych meczów z co najmniej 20 punktami (tyle samo w tegorocznych playoffs miał Donovan Mitchell) i w historii NBA tylko jeden rookie miał dłuższą serię – był to Lew Alcindor i 10 takich meczów w 1970 roku.

Tymczasem jeszcze sześć lat temu – gdy James grał w drugich z rzędu finałach – Tatum jako nastoletni jeszcze chłopak poprosił LeBrona, żeby ten zaczął „śledzić” go na Twitterze. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Jayson dorzucił przy okazji wspólne zdjęcie i nie omieszkał wspomnieć, że jest bratankiem… Larry’ego Hughesa, niegdysiejszego kolegi Jamesa z Cavaliers.

To zdjęcie przeżywa dziś prawdziwy renesans, ale jest też dowodem na to, że marzenia się spełniają. Tatum wtedy chciał być zauważonym przez kogoś, kogo uwielbiał, a dziś LeBron na pewno dobrze już wie, kim jest Jayson. Wszak to właśnie 20-latek będzie jednym z tych, którzy spróbują zatrzymać lidera Cavaliers lub przynajmniej ograniczyć jego wyczyny. Łatwo nie będzie, bo James rozgrywa kapitalne playoffs i ze średnią 34 punktów na mecz lideruje NBA.

Kogo Celtics rzucą na Jamesa?

To najważniejsze pytanie, od którego rozpoczyna się każda seria przeciwko zespołom LeBrona – ten ma już za sobą 23 z rzędu wygrane serie i celuje w ósmą z rzędu wizytę w finałach NBA. Po raz ostatni przegrał w 2010 roku z… Boston Celtics, którzy wtedy w półfinałach konferencji pokonali Cavs w sześciu meczach, by kilka tygodni później James zdecydował się na przejście do Miami Heat i utworzenie Big Three. Od tego czasu, rok w rok pojawiał się w finałach.

Celtowie mają jednak aż sześciu zawodników w rotacji, których mogą rzucić na LeBrona – w sezonie regularnym najczęściej w tej roli występowali Jaylen Brown oraz Marcus Morris, ale nieźle spisywali się też Al Horford czy nawet rookie Semi Ojeleye. Wzrostem i zasięgiem ramion pomoże Tatum, a jest jeszcze ten nieustępliwy Marcus Smart, który w przeszłości miewał dobre momenty w roli defensora Jamesa. Celtics mogą też próbować wyłączyć z gry pomocników Cavs.

Bostończycy zrobili bowiem kawał dobrej roboty ze strzelcami Sixers w drugiej rundzie i udowodnili, że nie bez powodu mieli defensywę numer jeden w NBA w sezonie regularnym, włączając w to najlepszą obronę na obwodzie. Co by jednak nie mówić, ofensywa drużyny z Cleveland zbudowana jest na znacznie bardziej pewnych strzelcach, którym można zaufać – jeśli Kyle Korver, JR Smith i Kevin Love odpalą to defensywa Celtics może być w poważnych opałach.

Gdzie Cavs schowają słabych obrońców?

Ale także defensywa zespołu z Cleveland bardzo często była w tym sezonie w dużych opałach, gdyż w zespole trudno znaleźć naprawdę dobrych, uznanych defensorów. Zamiast tego, trzeba chować m.in. Kyle’a Korvera, a taki JR Smith też znacznie częściej bywa kotwicą. A są przecież jeszcze Jordan Clarkson czy Jose Calderon, w których trener Brad Stevens na pewno będzie celować, jeśli chodzi o grę Celtics po atakowanej stronie parkietu.

Bostończycy mają bowiem przede wszystkim młodych gniewnych w osobach Browna i Tatuma, którzy mogą nie pozwolić Cavs schować mankamenty swoich zawodników. Bardzo ciekawą kwestią jest również to, w jakiej roli będzie występować LeBron James w defensywie. Tutaj także ogromną rolę mogą odegrać skrzydłowi Celtics, którzy z pewnością nie będą chcieli pozwolić, aby lider Cavaliers mógł sobie odpocząć w defensywie.

Trzeba natomiast pamiętać o tym, że dla młodej drużyny z Bostonu będzie to poważny sprawdzian, również jeśli chodzi o emocje i zimną głowę. Kluczem może okazać się mecz numer jeden rozgrywany w Bostonie – ewentualna wygrana Celtics sprawi, że urośnie wiara w siebie, podczas gdy porażka może podciąć skrzydła. Dobrze wiedzą o tym zawodnicy Raptors, którzy po dogrywce przegrali G1 u siebie, a potem nie mieli już żadnych szans.




Kim w tej serii będzie Al Horford?

W uspokojeniu nerwów może pomóc Al Horford, czyli „stabilizator” tej młodej bostońskiej drużyny i jeden z najlepszych zawodników tegorocznej fazy play-off. Big Al od zawsze ma jednak problem w starciach z zespołami LeBrona Jamesa. Dość powiedzieć, że dopiero przed rokiem odniósł pierwsze zwycięstwo w playoffs, gdy Celtics wygrali G3 w Cleveland po wielkim rzucie Avery’ego Bradleya.

Ogromne dużo problemów sprawia mu Tristan Thompson, który został odkurzony z ławki rezerwowych w porę na pojedynek z Bostonem. Celtics tym razem mają jednak odpowiedź w postaci Arona Baynesa, czyli prawdziwego twardego środkowego, który jest w stanie masować się z Thompsonem pod koszami. W związku z tym, w Bostonie mają nadzieję, że Horford będzie w stanie kontynuować swoją znakomitą grę z dwóch poprzednich rund.

Podobne nadzieje mają w Cleveland, tyle tylko, że dotyczą one Kevina Love. Podkoszowy rozgrywa swoje najsłabsze playoffs w karierze, trafiając tylko 39 procent swoich rzutów, ale jego gra wyglądała znacznie lepiej w serii z Raptors, gdzie w trzech ostatnich spotkaniach przekraczał granicę 20 oczek i za każdym razem trafiał co najmniej połowę swoich prób. Cavaliers potrzebują tego, aby Love grał jak ich drugi najlepszy gracz, bo to z reguły oznacza dominację drużyny w ataku.

Kto zagra w finale NBA?

Po tylu latach dominacji Jamesa na Wschodzie, trudno jest stawiać pieniądze przeciwko niemu z jakimkolwiek rywalem z konferencji wschodniej. Z drugiej strony, wiele osób stawiało pieniądze przeciwko Celtics w tych playoffs i wielokrotnie przeżyło spore zaskoczenie. Celtowie pokazują niesamowitą wytrwałość i choć grają bez swoich dwóch najlepszych graczy to w ich składzie wciąż znajdziemy mnóstwo talentu z topu draftu.

Dla wielu, najważniejszym pojedynkiem tej serii będzie starcie koszykarskich umysłów LeBrona Jamesa z Bradem Stevensem. Dla trenera Celtics będzie to już trzecia próba w karierze – w dwóch poprzednich jego drużynie udało się wygrać zaledwie jeden raz. Wszystko wskazuje więc na to, że Celtowie będą musieli jeszcze poczekać na powrót do finałów NBA, choć dla nich sam awans do finałów konferencji przy tak osłabionym składzie jest sukcesem.

Ale bostońska drużyna w takiej roli „skazywanych na pożarcie” czuje się chyba najlepiej, dlatego nierozsądnie byłoby ich skreślać jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Tak czy siak, zapowiada się nam bardzo ciekawa seria i szkoda tylko, że Celtowie nie są w pełni sił – mimo to, nie są wcale bez szans, a pomóc może przewaga parkietu. Tylko czy ma ona jeszcze znaczenie, kiedy grasz z LeBronem? Przygotujmy się na sporo walki, bo Celtics nie zamierzają się ugiąć przed Królem.

Tomek Kordylewski

To są buty LeBrona Jamesa – też możesz w nich zagrać! >>




POLECANE