Młody, obiecujący, legenda – po prostu „Dylu”

Młody, obiecujący, legenda – po prostu „Dylu”

Share on facebook
Share on twitter

Filip Dylewicz, jeden z najbarwniejszych polskich koszykarzy w XXI wieku, kończy dziś 37 lat. W seniorskiej koszykówce gra już 20. sezon – wciąż jest młody i obiecujący, a jego kariera to pasmo ciekawych historii.

Filip Dylewicz (fot. Plk.pl)
Filip Dylewicz (fot. Plk.pl)

PLK, Euroliga, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >> 

Zdobył siedem złotych, trzy srebrne i jeden brązowy medal mistrzostw Polski. Za młodu demolował obręcze efektownymi wsadami, potem błyszczał manewrami, ostatnio coraz bardziej wycofuje się na obwód, a z formą bywa już różnie. Ale Filip Dylewicz był i jest symbolem sopockiej koszykówki, jednym z największych ulubieńców kibiców Trefla. I jednym z najlepszych polskich koszykarzy w XXI wieku.

Jak pogra do czterdziestki, to napiszemy o nim tekst cztery razy większy.

Wszystko zawdzięcza babci

Pochodzi z Bydgoszczy, gdzie najpierw trenował piłkę nożną (był kiepskim bramkarzem), a potem kajakarstwo. Koszykówka? Nie lubił. Poszedł na trening, ale mu się nie spodobało.

Wreszcie w 1992 roku moja babcia, która pracowała na basenie, opowiadała komuś o wysokim wnuczku. Poszedłem na trening, po dwóch miesiącach przeniosłem się do szkoły sportowej i się zaczęło. Babci zawdzięczam bardzo wiele – wychowywała mnie i mojego brata, choć było jej ciężko. Wszystko, co osiągnęliśmy, to jej gigantyczna zasługa – opowiadał później Filip.

Gwiazda juniorskiego Dream Teamu

To musiał być 1997 lub 1998 rok, gdy autor tego tekstu spotkał Filipa Dylewicza po raz pierwszy. Turniej „na Polonii” w hali przy Konwiktorskiej, młodsza o rok ekipa MKS MOS Pruszków próbuje grać z Treflem Sopot. Juniorskim Dream Teamem, o którym „Dylu” po latach powie tak: – Tamta drużyna była tak mocna, że przeciwnicy brali od nas autografy – Przemek Frasunkiewicz, Tomek Rospara, Paweł Kowalczuk, Bartek Potulski, Paweł Machynia. Niesamowita ekipa.

Pełna zgoda. Z tego turniejowego meczu pamiętam, że Dylewicz zdobył ze 26 punktów, z czego na pewno co najmniej 20 wsadami. Był jakimś kosmitą.

Young Star w Old Spice

W lutym 2003 roku, w ostatnim dniu okna transferowego, Dylewicz sam zadzwonił do prezesa Prokomu Trefla z prośbą, by ten puścił go na wypożyczenie do Pruszkowa. Miał już 23 lata, a w związku z tym, że do Sopotu przyjeżdżały kolejne gwiazdy, nie mógł się przebić do rotacji – w sezonie 2002/03 rozegrał do tego momentu ledwie 93 minuty w ośmiu meczach.

Prokom się zgodził, kluby podzieliły się pensją koszykarza, a w Pruszkowie, w którym drużynę Old Spice prowadził wówczas Arkadiusz Koniecki, „Dylu” spotkał się m.in. z Sherellem Fordem, Andrzejem Adamkiem, Milosem Sporarem czy Łukaszem Sewerynem. W 16 meczach miał średnio 10,2 punktu oraz 7,1 zbiórki – udowodnił, że jak najbardziej zasługuje na minuty w ekstraklasie.

Lider reprezentacji

Rok 2004 nie był udanym dla reprezentacji, eliminacje do EuroBasketu 2005 przegraliśmy z kretesem notując bilans 1-5 w grupie z Czechami, Słowenią i Francją. Ale w drużynie, w której grali m.in. Andrzej Pluta, Michał Ignerski, Eric Elliott i Maciej Lampe, to właśnie Filip Dylewicz był najlepszym strzelcem ze średnią 11,5 punktu na mecz.

Ale w kadrze „Dylu” wielkiej kariery nie zrobił. Zagrał na tylko jednym EuroBaskecie, tym w 2007 roku, który zakończył się trzema porażkami (jego średnie: 7,7 punktu oraz 8,0 zbiórki). Z różnych względów Dylewiczowi nie było po drodze z trenerami, a on – z czasem gracz coraz bardziej ceniony i gwiazda ligi – chyba też niezbyt dobrze czuł się w reprezentacji jako gracz z końca ławki.

Debiut w Eurolidze

Nie taka straszna ta Euroliga… – powiedział we właściwy sobie sposób 24-letni „Dylu” po swoim pierwszym meczu elicie. Mecz wygranym 66:64 na wyjeździe z Partizanem Belgrad, meczu, w którym on zdobył 11 punktów, miał 3 zbiórki, 2 przechwyty i asystę.

Ciekawe, że tamten debiutancki sezon w Eurolidze był dla Dylewicza najlepszym – skrzydłowy Prokomu notował średnio po 7,8 punktu oraz 4,5 zbiórki, w kolejnych pięciu (także w Turowe), statystyki były słabsze. W sumie „Dylu” rozegrał w Eurolidze 79 spotkań, w których średnio rzucał po 5,2 punktu oraz miał po 3,8 zbiórki.

Ekstaza przed Olympiakosem

30 listopada, po wyjazdowym meczu w Pireusie (Prokom przegrał 65:70, Dylewicz zdobył 10 punktów), badanie antydopingowe wykazało w jego organizmie obecność środka z grupy stymulantów. „Dylu” przyznał się, że wziął tabletkę ekstazy i dostał najniższy wymiar kary – został zdyskwalifikowany przez FIBA na trzy miesiące. – To smutna historia, która przy moim nazwisku postawiła wielką kreskę – mówił koszykarz trzy lata później.

Z perspektywy czasu wiem, że dzięki temu nauczyłem się wielu rzeczy i wyciągnąłem pewne wnioski. Gdyby nie ta kontrola, pewnie wciąż tkwiłbym w złej sytuacji. Zdecydowanie za dużo imprezowałem w towarzystwie, które mogło sobie pozwolić na robienie rzeczy, których ja nie mogłem, a chciałem robić – tłumaczył.

Koszykówka to zawód

Teraz pewnie jest trochę inaczej, ale kilka lat temu życzliwie śmialiśmy się z Filipa Dylewicza, który otwarcie przyznawał, że nie interesuje się koszykówką. W 2008 roku robiłem z nim wywiad, który zacząłem od pytań podstawowych – kto jest mistrzem NBA i Euroligi, kto broni złota na igrzyskach, gdzie gra LeBron James. Wynik testu? 2,5 na 4, bo mówiąc „Cleveland Cavaliers” Dylewicz raczej sam pytał niż odpowiadał.

Nie jestem wielkim fanem oglądania tej dyscypliny i absolutnie nie czuję obowiązku, żeby się na tym znać. Najważniejsza jest dla mnie gra na wysokim poziomie, a nie to, żeby wiedzieć, czy Kobe Bryant zdobył 60 punktów w NBA. Nie podniecam się tym. Numerem jeden jest motoryzacja. Kocham też zwierzęta, mam psa. Oczywiście oprócz pracy zawodowej, czyli koszykówki, która zabiera mi ogromną część czasu – tłumaczył. Potem założył rodzinę, więc hierarchia wartości jest już na pewno inna.

MVP finału finałów

Pewnie mało kto pamięta, że w finałowym starciu Turowa z Prokomem z 2008 roku, które sopocianie wygrali po siedmiu wielkich meczach, to właśnie Dylewicz, a nie Milan Gurović, David Logan, Thomas Kelati czy Donatas Slanina, został MVP. A to był przecież finał finałów, na pewno najlepszy finisz walki o tytuł w XXI wieku.

W meczu nr 7, który Prokom wygrał na wyjeździe 76:70, Gurović był fantastyczny, zdobył 36 punktów i 10 zbiórek. Był naturalnym kandydatem do MVP, ale za bójkę i zawieszenie liga nie zdecydowała się go wyróżniać. Wyróżniono Dylewicza, który grał solidnie, ale nie rewelacyjnie (11,1 punktu oraz 6,1 zbiórki). Zaczął od ledwie 13 punktów w trzech meczach, ale potem rzucał 18, 26 i 14. W decydującym meczu „Dylu” zdobył tylko 7 „oczek”, ale trafiał w najważniejszych momentach – na przełomie trzeciej i czwartej kwarty, kiedy Turów przez chwilę prowadził (najwyżej 55:52 i 61:58).

Na saksach we Włoszech

W 2009 roku, w wieku 29 lat, Dylewicz wyjechał za granicę, do włoskiego Air Avelino. Jego nowy klub w poprzednim sezonie 2008/09 grał w Eurolidze, ale w LegaBasket zajął dopiero 11. miejsce i „Dylu” w pucharach nie zagrał.

Nie szukałem supersilnego klubu, tylko takiego, w którym dostanę dużo minut i będę mógł pokazać się za granicą – tłumaczył Dylewicz. W Avellino grał obok Szymona Szewczyka i zdobywał średnio 5,6 punktu oraz 3,9 zbiórki, grając po 20 minut w 28 meczach.

Życiowy mecz we Włocławku

W PLK, w której debiutował w sezonie 1997/98, rozegrał już 579 meczów (dane za Pulsem Basketu). Rzucił w nich 5391 punktów, co daje średnią 9,3 na mecz. Zanotował też 2971 zbiórek (średnio 5,1) oraz 868 asyst (1,5 na mecz).

Rekordowy mecz? 6 kwietnia 2011 roku we Włocławku, w czwartym meczu ćwierćfinału play-off, Dylewicz zdobył 30 punktów trafiając 10 z 17 rzutów z gry oraz 7 z 12 wolnych. Poprowadził Trefl do wygranej 99:89 po dogrywce i do awansu do półfinału. W tamtym sezonie był jedną z największych gwiazd ligi.

Zresztą nie tylko w tamtym.

Łukasz Cegliński

PLK, Euroliga, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >> 

POLECANE

tagi

NBA

Mnóstwo zmian, znani gracze i debiutanci, kluby ze zmienionym obliczem. Aktualizowane codziennie informacje o oficjalnych kontraktach w koszykarskiej ekstraklasie – niezbędnik kibica PLK w tym nietypowym sezonie ogórkowym.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Poprzedni sezon dla Energa Kotwicy Kołobrzeg nie był udany – „Czarodzieje z Wydm” zajęli ostatecznie 14., ostatnie miejsce w 1. lidze. W nadchodzących rozgrywkach zespół nie zamierza znów pałętać się na dole tabeli, a pomóc mają w tym solidne transfery.
8 / 07 / 2020 10:53
Trwa tworzeniu planu na stworzenie ligi 3×3 już w czerwcu – w porannym programie w Polsat Sport zdradził prezes PZKosz, Radosław Piesiewicz. Przy braku sportu na żywo taka inicjatywa wydaje się być racjonalna i może przynieść wiele korzyści.
1 / 05 / 2020 11:53
Coraz więcej sygnałów mówi o tym, że igrzyska olimpijskie Tokio 2020 zostaną przełożone w związku z panującą epidemią koronawirusa. Nie będzie więc raczej turnieju reprezentacji Polski 5×5 w Kownie oraz eliminacji zespołu 3×3. Realny staje się scenariusz, że najbliższe mecze koszykówki zobaczymy dopiero jesienią.
23 / 03 / 2020 12:34