PRAISE THE WEAR

PGE Turów – najlepszy atak z dobrej obrony

PGE Turów – najlepszy atak z dobrej obrony

Zespół Mathiasa Fischera ma zdecydowanie najwyższą efektywność ataku w lidze – zdobywa średnio 123,7 punktu na 100 posiadań. Rzuca też najwyższe 92,3 punktu na mecz, choć wcale nie gra wyjątkowo szybko.

(Fot. ksturow.eu)
(Fot. ksturow.eu)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Po czterech kolejkach na czele tabeli są niepokonany Polski Cukier Toruń (4-0) oraz broniący tytułu Stelmet Zielona Góra (4-1), który też miałby pewnie perfekcyjny bilans, gdyby nie walkower w Kutnie. Ale spore wrażenie na starcie ligi robi także gra PGE Turowa Zgorzelec.

Drużyna Mathiasa Fischera przegrała tylko jeden mecz – 105:107 po dogrywce w Szczecinie, gdzie zagrała bez swojego najlepszego zawodnika Kirka Archibeque’a. W końcówce czwartej kwarty prowadziła 91:90, sekundę przed końcem do dogrywki doprowadził Taylor Brown po odgwizdanym lekkim faulu Bartosza Bochno.

Ale po pozostałych przeciwnikach Turów się przebiegł – i jeśli większego wrażenia nie robiły 87:51 w Tarnobrzegu oraz 83:57 z Polpharmą, to musiało je zrobić sobotnie 94:70 z silniejszą Dąbrową Górniczą.

Turów trafił w tym meczu aż 62,5 proc. rzutów z gry, prawie tyle, co z Siarką. W ataku grał swobodnie – pod kosz i na zewnątrz, z kontry i po ustawionych akcjach. Ale na początku sezonu Tury to po prostu ofensywne bestie.

Zespół Fischera ma zdecydowanie najwyższą efektywność ataku w lidze – zdobywa średnio 123,7 punktu na 100 posiadań. Rzuca też najwyższe 92,3 punktu na mecz, choć wcale nie gra wyjątkowo szybko – 86,8 posiadania na spotkanie to siódme tempo w lidze.

Uwielbiam drużyny, które potrafią grać szybko, których graczy wyprowadzają kontry – mówi Fischer. A na pytanie, czy Turów to zespół ataku czy może jednak obrony (95,5 punktu tracone na 100 posiadań, to trzeci najlepszy wynik w PLK), mówi: – Jak się dobrze broni, to generuje się dużo łatwych punktów.

Dobra obrona ułatwia szybką grę. Wtedy tempo meczu się rozkręca i jest więcej punktów. Ale są też takie fazy meczu, że gramy wolniej, rozgrywamy dłuższe akcje, co jednak nie znaczy, że piłka stoi w miejscu. Dobrze ją przenosimy w różne miejsca boiska, ona krąży szybko. Długa akcja też może skończyć się łatwymi punktami – tłumaczy Fischer.

W przypadku Turowa – rzeczywiście zdarzają się łatwe. Jeszcze jedna statystyka pokazująca, że ze zgorzelczanami trzeba się liczyć: 28,2 punktu różnicy między efektywnością ataku, a obrony – tak wysokiej nie ma nikt. Polski Cukier ma 20,3, a Stelmet – 18,8.

Fischer jest zadowolony z drużyny, w swoim zespole ma kilku graczy w dobrej formie – najwięcej punktów zdobywają Kirk Archibeque (17,0) oraz David Jackson (15,0), ale i wszechstronny Denis Ikovlev, i nieźli Michał Michalak, Tweety Carter czy Mateusz Kostrzewski też są sporym zagrożeniem dla rywali.

Solidną pracę wykonują też nie tak eksponowani Michael Gospodarek, Kacper Borowski, Bartosz Bochno i Denzell Erves. Jednak ten ostatni (6,8 punktu oraz 4,3 zbiórki w średnio 17 minut) to rozwiązanie tymczasowe, Amerykanin ma trzymiesięczny kontrakt. Turów rozgląda się za nowym środkowym.

Zaczęła się NBA, kluby obcięły w ostatnich tygodniach graczy po obozach przygotowawczych – oni przyjeżdżają do Europy, w klubach zaczyna się rotacja. My też może zareagujemy, na razie patrzymy, co się dzieje na rynku – mówi Fischer.

A Polska zaczyna patrzeć na Turów, który odrodzony, z dużym budżetem, wraca do gry o medale. No bo wraca, prawda? – Wielu ludzi mówi teraz, że mamy bardzo dobrą drużynę, że możemy być w finale. Ale spokojnie – czekają nas jeszcze mecze z bardzo dobrymi drużynami: Stelmetem, Polskim Cukrem, Rosą – przypomina Fischer.

A poza tym – pamiętajmy o ewentualnych kontuzjach. Sezon jest długi, każdemu może przytrafić się uraz i będzie trzeba sobie z tym radzić. Dlatego chcemy mieć w Zgorzelcu dużą rotację w składzie, zbudować drużynę. Jak to wszystko się uda, możemy mieć bardzo dobry sezon – mówi trener.

ŁC

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami