PRAISE THE WEAR

Na imię ma Konrad. Zagra w Radomiu!

Na imię ma Konrad. Zagra w Radomiu!

Utalentowany 21-latek w końcu dostanie szansę gry w pierwszej lidze. Konrad Szymański przenosi się ze Szczecina do Radomia.

Konrad Szymański fot. Kosma Zatorski

Konrad Szymański w ubiegły czwartek cieszył się z mistrzowskiego medalu wywalczonego razem z Kingiem Szczecin. Przeszedł do Kinga po debiutanckim sezonie w Enea BC Zastalu Zielona Góra.

King grał rewelacyjnie, więc dostał jeszcze mniej szans pokazania się na boisku niż w debiutanckim sezonie – umówmy się, w obu grał głównie ogony.

Dla 21-letniego zawodnika w typie “3&D” w końcu nadchodzi czas, aby zaprezentować się w większym wymiarze minut. Szymański zamienia ekstraklasę na pierwszą ligę – dołącza do drużyny HydroTrucka Radom, który będzie ponownie walczył o awans do ekstraklasy.

Na pierwszoligowych parkietach spotka się z innymi zielonogórzanami:

  • utalentowany Ilian Węgrowski dołączył do GKS-u Tychy
  • doświadczony Radosław Trubacz zamienił Tychy na Miasto Szkła Krosno
  • Tobiasz Dydak jest w orbicie zainteresowań kilku klubów z zachodniej części kraju
  • na pierwszoligowych parkietach zobaczymy także Kacpra Mąkowskiego (ostatnio GKS Tychy)
  • Marcin Wróbel i Mariusz Małachowski awansowali z Sokołem Międzychód do pierwszej ligi
  • Kacper Traczyk (Miasto Szkła Krosno) jeszcze nie podjął decyzji, gdzie zagra w przyszłym sezonie


Czy Szymański dostanie w Radomiu więcej minut? Zdecydowanie, bowiem jeszcze przez dwa sezony łapie się do przepisu o młodzieżowcu. Pomiędzy graczy U-23 będzie do rozdysponowania 40 minut w każdym spotkaniu.

Klub z Radomia transfer ogłosił w poniedziałek. Social media managerowi przydarzyła się niezła wtopa – na grafice i w treści Konrada ochrzczono Kacprem.

Nie będziemy jednakl lamentować nad tą literówką. Morał z niej jest taki, że Konrad Szymański musi ciężko pracować na swoje imię i nazwisko. Żeby nikt już nigdy nie nazwał go Kacprem. A ciężkiej pracy i pokory odmówić mu nie można.

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami