Najlepsza w NBA obrona Bucks też ma luki

Share on facebook
Share on twitter

Milwaukee Bucks – w lidze, w której rzut za 3 jeszcze nigdy nie odgrywał tak ważnej roli – zbudowali najlepszą obronę w NBA, pozwalając rywalom na najmniej prób spod obręczy, a najwięcej za 3. I choć w sezonie regularnym przynosi to efekt, wciąż pojawia się ryzyko, że przeciwnikom uda się rozszyfrować ten schemat.

Giannis Antetokounmpo (fot. Wikimedia Commons)

LV Bet – obstawiaj koszykówkę i wygrywaj kasę! >>

– Trochę przekraczacie granicę w patrzeniu na liczbę rzutów za 3 jako głównego wyznacznika jakościowej defensywy – Zach Lowe, dziennikarz ESPN, cytował Stana Van Gundy’ego w swoim podcaście. – Spójrzcie na drużyny, które pozwalają na dużo trójek. Obręcz jest znacznie ważniejsza. Jeżeli stworzysz właściwie swoją obronę zmusisz rywala do dłuższych rzutów za 3, a przy tym będziesz je lepiej kontestował i przede wszystkim zamkniesz drogę do kosza. A to będzie lepsze rozwiązanie – Lowe kontynuował słowa byłego trenera Detroit Pistons.

Podobny kurs obrało Milwaukee.

Bucks w poprzednich czterech sezonach nie plasowali się wyżej w % prób rywali spod kosza wyżej niż na 27. pozycji. Z wyjątkiem poprzednich rozgrywek pozwalali także na zbyt dużą liczbę trójek, zajmując pod tym względem kolejno 25., 27., 24. i 9. miejsce.

Jason Kidd podczas swojego niemal czteroletniego pobytu w drużynie ze stanu Wisconsin stosował przestarzały schemat, w którym Kozły agresywnie doskakiwały do kozłującego, przesadnie przy tym pomagając. W ten sposób Kidd chciał wymuszać na rywalach szybkie straty, lecz nie patrząc przeciwko komu przyjdzie grać jego drużynie, notorycznie pozostawiał dogodne pozycje pod koszem i na dystansie, odpuszczając dodatkowo zbiórki.

Mike Budenholzer po przyjściu latem do Milwaukee zdecydował się na całkowitą zmianę, wybierając konserwatywną drogę. Zawodnik broniący gracza stawiającego zasłonę zostaje nisko pod koszem. Można zaobserwować to na poniższym przykładzie, gdzie Giannis Antetokounmpo odpuścił pilnowanego przez siebie Marcusa Morrisa i czekał przy obręczy na wjeżdżającego z piłką Kyriego Irvinga.

via Gfycat

Dzięki wprowadzonym manewrom Bucks pozwalają rywalom na najmniej rzutów wolnych i prób spod kosza, ogółem bronią na najlepszym % i z ostatniego miejsca w defensywnych zbiórkach wskoczyli na 2. pozycję. Milwaukee pozwala jednak przeciwnikom na % największą liczbę trójek w NBA. Ben Falk, prowadzący stronę „Cleaning The Glass”, w artykule „Bucking the Trend” wyjaśnił dlaczego drużyna, która w ataku żyje z trójek po drugiej stronie parkietu z powodzeniem decyduje się na ich odpuszczanie:

„Ogromny wzrost rzutów za 3 nie jest związany tylko i wyłącznie z dobrymi strzelcami rzucającymi więcej, ale ze strzelcami, którzy w przeszłości nie mieliby zielonego światła na oddawanie trójek. Oznacza to, że na dystansie pojawia się rozstrzał w umiejętnościach rzutowych jakiego wcześniej nie było, a ta różnorodność sprawia, że nigdy nie miało aż takiego znaczenia kto będzie oddawał trójkę”.

Innymi słowy, przez znaczną rozbieżność w umiejętnościach strzelców nie każdy rzut za 3 będzie dobrym rzutem dla ofensywy. Jako że działa to w dwie strony, nie każda trójka rywali będzie złym rzutem dla obrony.

W dalszej części artykułu autor podzielił strzelców na tych powyżej i poniżej średniej, patrząc na skuteczność z dystansu, która wynosi 35%. Bucks wprawdzie pozwalają na najwięcej trójek ze szczytu, ale już znajdują się w środku stawki przy trójkach strzelców „powyżej średniej”. Co więcej, żadna drużyna w NBA nie ma takiej różnicy w liczbie rzutów za 3 od strzelców powyżej i poniżej średniej.

Wydaje mi się, że jedna rzecz w tekście została przeoczona: Bucks dobrego i złego strzelca traktują w ten sam sposób. Więc niezależnie od tego, czy po zasłonie grę rozciągnie zamieniający na punkty co trzecią trójkę Maxi Kleber…

…czy na dystans wybiegnie trafiający 41% za 3 Myles Turner…

…to Milwaukee będzie z reguły bronić „popującego” strzelca tak samo – zostając nisko.

Tu tkwi potencjalny problem dla Bucks – co w przypadku, gdy w play-offach przyjdzie im się zmierzyć z drużyną, która będzie dysponowała piątką strzelców, w tym rzucającym centrem?

Bucks z różnym efektem pokazali niewielką elastyczność w swoim schemacie i z biegiem danego meczu zdarzało im się dostosowywać do rywala poprzez późną zmianę krycia lub podwojenie kozłującego. Al Horford na oba warianty potrafił znaleźć odpowiedzi – w pierwszym przypadku rzucił nad niższym Ericem Bledsoe, a w drugim nabrał na pompkę powracającego Brooka Lopeza.

Niekiedy Kozły doskakują wysoko do gracza z piłką, by uniemożliwić mu okazję do natychmiastowego rzutu za 3. W takich sytuacjach Bucks potrafią zbyt ochoczo pomagać ze skrzydła czy z rogów, zostawiając te pozycje niepilnowane. Z reguły wierzą – i dysponując bardzo dobrymi indywidualnymi obrońcami, mają ku temu pełne prawo – że dedykowany defensor będzie w stanie przebić się przez zasłonę i na czas wrócić do gracza z piłką. Tylko wkradnie się pojedynczy błąd i pojawia się szansa na otwarty rzut za 3.





Budenholzer by zapewnić drużynie większą elastyczność może zejść niżej i umieścić Giannisa na pozycji centra, choć wtedy istnieje ryzyko, że „Horfordy, Embiidy i Gasole” Konferencji Wschodniej będą go szukać na bloku, by wykorzystać przewagę siły. Gdyby Grek był w stanie ustać, Bucks staliby się nagle bardziej uniwersalni i lepiej mogliby funkcjonować w wariantach wymagających dłuższych wycieczek na dystans.

Niemniej żadne z tych rozwiązań nie sprawiło, że Milwaukee weszło na tak wysoki poziom w defensywie.

Przy coraz większym nastawieniu na jak najszersze ustawienie poszczególnych zawodników nie da się skutecznie bronić wszystkiego po trochu, bez pozostawienia czegoś w zamian. Warto w tym miejscu jeszcze na moment powrócić do Falka, który pokazał także, że w ostatnich latach zaczęła spadać skuteczność za 3, mimo wzrostu efektywności w ataku pozycyjnym:

„Zawodnicy, którzy wcześniej nie mieli licencji na rzuty za 3 teraz mogą je śmiało odpalać. Obrony obawiając się o tych strzelców, zostały znacznie rozciągnięte, otwierając w ten sposób przestrzeń pod koszem”.

Bucks w pewnym sensie zatoczyli koło – uznali, że nie będą wychodzić na dystans za przeciętnymi strzelcami, a zdecydują się na odcięcie pozycji pod koszem. To w ich przypadku największa różnica między tymi rozgrywkami, a poprzednimi sezonami – nie pozwalają już rywalom na wszystkie najlepsze analitycznie rzuty. Zabrali te najpewniejsze.

Kwestia tylko co w sytuacji, gdy w kilku meczowej serii – w której też dużo łatwiej o większą losowość – na linii za 3 znajdzie się już dobry lub bardzo dobry rzucający.

Czy wtedy Budeholzer zdecyduje się na zmianę schematu? Czy mimo wszystko będzie trzymał się metody, która przez cały sezon przynosiła skutek, niejako wymuszając na danych zawodnikach rzuty za 3? Na ile center rywala będzie w stanie regularnie zamieniać zostawiane trójki? Czy obronione rzuty pod koszem przyczynią się do zachowania większej liczby punktów niż te oddane z dystansu?

Te zagadnienia mogą w jakimś stopniu zadecydować o powodzeniu Bucks w play-offach. Wciąż mają 2. najlepszy atak w lidze, którym są w stanie przecież wygrywać mecze. Zasłużyli na kredyt zaufania, mają w swoim składzie prawdopodobnego MVP, wyglądają jak wyraźnie najlepsza drużyna na Wschodzie – statystycznie ogółem – i gdyby nie Golden State Warriors byliby faworytem do wygrania wszystkiego.

Jednak ich obrona pozostawia luki. Boston Celtics w pierwszym starciu byli w stanie trafić na nich rekordowe dla klubu 24 trójki. To budzi pewne wątpliwości, bo jeżeli nic się nie zmieni to podobne rzuty nadal będą otwarte w play-offach. Pytanie tylko, czy ktoś będzie w stanie to wykorzystać. Mając na uwadze jak dobra, dzięki naciskowi na obręcz, jest obrona Kozłów, odpowiedź może nieco wymieszać priorytety w NBA.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Podcast Autora znajdziesz TUTAJ >>

LV Bet – obstawiaj koszykówkę i wygrywaj kasę! >>