PRAISE THE WEAR

Najlepszy obrońca sezonu PLK – Marcel Ponitka ze Stelmetu

Najlepszy obrońca sezonu PLK – Marcel Ponitka ze Stelmetu

Rewelacyjnie odnalazł się w koncepcji Żana Tabaka, zakładającej wysoką, agresywną presję w obronie. Marcel Ponitka ze Stelmetu Enei BC Zielona Góra był, naszym zdaniem, najlepszym obrońcą w przerwanym sezonie 2019/20. Na wyróżnienia zasłużyli także Martynas Paliukenas, Jimmie Taylor, Michał Sokołowski i Joe Thomasson.
Marcel Ponitka / fot. A. Romański, plk.pl

Nowa oferta powitalna PZBUK – darmowy zakład 50 zł.! >>

*Najlepszy obrońca to wyróżnienie, które ciężko określić liczbami. Defensywa to część gry, której tak do końca nie da się zmierzyć statystykami. Przy tworzeniu naszego rankingu kierowaliśmy się więc także „testem oka” – postawą zawodników na parkiecie, ich nieustępliwością i wszechstronnością. 

Marcel Ponitka (Stelmet Enea BC Zielona Góra)

Zadziorność i waleczność Marcela w defensywie imponowały przez cały sezon. Ponitka świetnie odnalazł się w Stelmecie Żana Tabaka. Teraz można nawet powiedzieć, że jest wręcz idealnym zawodnikiem do obrony na całym parkiecie połączonej z częstymi zmianami krycia. Atletyzm pozwalał mu na dobrą defensywę w każdej sytuacji – był w stanie naciskać na rozgrywających, ale także radził sobie znakomicie z liderami drużyn przeciwnych, nie przegrywał także walki o pozycję z wyższymi rywalami i pomagał podkoszowym na zbiórce. 

Ponitka w tym sezonie pokazał wszystkie te cechy i umiejętności defensora, który w poprzednich latach pozwalały wygrywać nagrodę dla najlepszego obrońcy Martynasowi Paliukenasowi. Tym razem nasze wyróżnienie wędruje do Polaka.

Inni kandydaci:

Martynas Paliukenas (Polpharma Starogard Gdański/Trefl Sopot)

Litwin już dwukrotnie w przeszłości wygrywał nagrodę dla najlepszego obrońcy w PLK. Jest niesamowicie sprawny, potrafi przewidywać co zrobi gracz z piłką (średnio 2,6 przechwytu), a do tego dzięki swojej fizyczności może bronić rywali z kilku pozycji. Paliukenas tym razem jednak (przynajmniej według nas) ustępuje z tronu – w Polpharmie siłą rzeczy miał większą rolę w ataku, co przełożyło się na intensywność gry w obronie, ale także miewał w kilku spotkaniach problemy z faulami.

Jimmie Taylor (Start Lublin)

Jego atletyzm i ogromny zasięg rąk w większości meczów sprawiał, że rywale nawet nie decydowali się na wejścia pod kosz, a jak już to robili, ich rzuty były efektownie blokowane. Taylor może najsprawniej na nogach się nie porusza, ale za to jest zawodnikiem, który może naprawiać błędy w obronie innych i chyba najlepiej w lidze bronił dostępu do kosza (średnio 1,1 bloku).

Michał Sokołowski (Anwil Włocławek)

„Sokół” to zawodnik, który w obronie może kryć tak naprawdę każdego z wyjątkiem środkowych i trener Igor Milicić chętnie z tego korzystał. Sokołowski naciskał na kozłujących, przebijał się po zasłonach za najlepszymi strzelcami rywali, ale także kiedy trzeba było, bronił wyższych od siebie graczy tyłem do kosza. Niewątpliwie centralna postać defensywy Anwilu Włocławek i jeden z najtrudniejszych do ogrania zawodników w sytuacji 1 na 1.

Joe Thomasson (Stelmet Enea BC Zielona Góra)

Podobno historia jak z Marcelem Ponitką – Amerykanin znakomicie zafunkcjonował w systemie obronnym zaproponowanym przez trenera Żana Tabaka. Thomasson dzięki swojej sprawności potrafił przyklejać się do rywali, nieustępliwie napierać na nich i wymuszać straty. Co ważne, Joe radził sobie także z rywalami na pozór silniejszymi, którzy dzięki jego sprytowi, nie byli w stanie go zdominować.

Grzegorz Szybieniecki

.

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

16 lat i… koniec. Tyle musieli czekać kibice z Bostonu na kolejne mistrzostwo swojej ukochanej drużyny. Dokładnie w tym dniu w 2008 roku Celtics zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo. Przyznać trzeba jednak, że tym razem zrobili to w wielkim stylu, ponosząc w tych Playoffs tylko trzy porażki. Finał z Dallas, który miał być bardzo zacięty, skończył się tak zwanym „gentleman sweep”, czyli 4:1.
18 / 06 / 2024 12:31
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami