• Home
  • NBA
  • Kto następny po Cavs? Jeszcze 12 klubów bez tytułu

Kto następny po Cavs? Jeszcze 12 klubów bez tytułu

Share on facebook
Share on twitter

W czerwcu Cleveland Cavaliers w końcu zdobyli swój upragniony, pierwszy tytuł mistrzowski w historii klubu. W NBA wciąż jednak pozostaje aż dwanaście zespołów, które tego zaszczytu nie dostąpiły.

fot. wikimedia commons

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

Kiedy w 2003 roku Cavaliers wybierali LeBrona Jamesa z pierwszym numerem draftu, byli przekonani, że wywalczy on dla nich mistrzostwo NBA. Oczywiście jeszcze nie wiedzieli wtedy, że zanim to nastąpi, ich gwiazdor dwa pierwsze tytuły zdobędzie w barwach innego klubu, ale generalnie wszystko się zgadza – LBJ znów jest w Cleveland i złożył daną miastu obietnicę, w 2016 roku zdobywając dla niego najważniejsze koszykarskie trofeum na świecie.

Przed „Kawalerzystami” ostatnią drużyną, która zdołała wywalczyć swój dziewiczy tytuł, byli Mavericks. Niespodziewani mistrzowie z Dallas prowadzeni przez Dirka Nowitzkiego ograli w finałach w 2011 roku nowopowstałą Wielką Trójkę z Miami. Heat z kolei, jeszcze bez LeBrona i Chrisa Bosha, ale za to z Dwyanem Wadem oraz Shaqiem, swój historyczny triumf świętowali w 2006 roku. Jak więc łatwo zauważyć, ostatni trzej całkiem nowi mistrzowie wyłaniani byli regularnie co pięć lat.

Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad mamy jeszcze tytuł San Antonio Spurs z 1999 roku. W poprzednim dwudziestoleciu, czyli w latach 1976-97, mieliśmy 6 takich przypadków. Kolejne 20 lat wstecz – 4 nowych mistrzów. Natomiast pierwsze dziesięć sezonów w historii ligi, licząc od 1947 do 1956 roku (w latach 1947-49 jeszcze jako ABA), dało nam ich aż 5. Wychodzi na to, że od początku istnienia rozgrywek nowe organizacje swoje pierwsze mistrzowskie pierścienie zdobywały średnio co niecałe 4 lata (dokładnie 3,68 roku).

Kto jeszcze nie miał tej przyjemności? Otóż, bez tytułu pozostaje w tej chwili 12 drużyn:
Phoenix Suns,
New Orleans Pelicans,
Utah Jazz,
Charlotte Hornets,
Brooklyn Nets,
Orlando Magic,
Indiana Pacers,
Los Angeles Clippers,
Memphis Grizzlies,
Denver Nuggets,
Toronto Raptors
Minnesota Timberwolves.

Komu najbliżej do przełamania? Biorąc pod uwagę aktualną sytuację na papierze i ambicje poszczególnych klubów, największe szanse na to mają Los Angeles Clippers, którzy do swoich gwiazd dodali tego lata kolejnych, naprawdę solidnych zmienników. Dla nich może być to zresztą ostatni gwizdek, aby w tym składzie spróbować jeszcze coś wygrać. Aby tak się stało, muszą jednak przede wszystkim wytrwać w zdrowiu, a z tym w kluczowych momentach rozgrywek w ostatnich latach bywało bardzo kiepsko.

Zaraz za nimi w kolejce ustawiają się ekipy ze Wschodu – Toronto Raptors, Indiana Pacers i Charlotte Hornets (kolejność nieprzypadkowa). Oni jednak niezależnie od tego, jak bardzo by się starali, w końcu i tak będą musieli stanąć naprzeciw drużyny LeBrona Jamesa i Kyriego Irvinga. To oczywiście podobna sytuacja do tej, która ma miejsce w drugiej konferencji, gdzie nie do przejścia wydają się z kolei Warriors. Niemniej trudno oprzeć się wrażeniu, że w przeciwieństwie do rywali ze Wschodu, w przypadku Clippers wciąż nie widzieliśmy jeszcze maksimum ich możliwości.

A jeśli tym wyżej wymienionym się nie uda, to aby zmieścić się w średniej, młode ekipy pokroju Suns, Jazz czy Nuggets mają jakieś cztery lata, aby wysunąć w tej kwestii swoje kandydatury.

Mateusz Orlicki

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>