Nate Robinson – miał mieć pomnik, a nikt go nie chce

Nate Robinson – miał mieć pomnik, a nikt go nie chce

Share on facebook
Share on twitter

W wieku 32 lat Nate Robinson nie może znaleźć zatrudnienia w NBA i ma już za sobą epizod w lidze izraelskiej. Trochę szkoda, mając w pamięci to, co jeszcze trzy lata temu wyczyniał w play-off w barwach Chicago Bulls.

fot. wikimedia commons

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>
Było takie spotkanie trzy lata temu, po którym komentujący wówczas mecze dla stacji TNT Steve Kerr powiedział: Powinni Robinsonowi postawić pomnik za ten mecz, zaraz obok Jordana. Był 27 kwietnia 2013 roku, a Bulls grali w pierwszej rundzie play-off z Brooklyn Nets. Przewagę parkietu z racji wyższej pozycji po sezonie zasadniczym mieli rywale, ale po trzech starciach to „Byki” prowadziły 2:1 i czwarty pojedynek rozgrywały przed własną publicznością.

W pierwszej piątce po raz ostatni na parkiet wyszedł wtedy Kirk Hinrich, który potem już nie grał przez problem z łydką. Nie było też rzecz jasna kontuzjowanego Derricka Rose’a. Z urazem stopy zmagał się Joakim Noah, a w kolejnych meczach zabrakło również Luola Denga, który na skutek silnej grypy wylądował w szpitalu. To był ten rok, w którym przez szatnię Toma Thibodeau przeszła istna plaga różnego rodzaju kontuzji i choróbsk.

Robinson spędził tego wieczoru na parkiecie tylko 28,5 minuty, ale to on, ratując „Bykom” sezon i ścigając się z Joe Johnsonem, stworzył wtedy jedno z najbardziej elektryzujących widowisk tamtych Playoffs, a może i nawet w ogóle w historii koszykówki.

Na 4 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Nets prowadzili różnicą 14 „oczek” i wydawało się już, że w serii doprowadzą do wyrównania. Wtedy jednak uaktywnił się „KryptoNate”, który dokładnie w sto sekund zaaplikował im 12 punktów, niemal w pojedynkę doprowadzając do pierwszej z trzech dogrywek. W całym meczu zdobył 34 punkty, z czego 23 w samej czwartek kwarcie. Z nim na parkiecie „Byki” były 19 „oczek” na plusie. Mecz wygrały 142:134.

Mimo prowadzenia 3:1 nękana kolejnymi problemami zdrowotnymi ekipa z Chicago pozwoliła Nets na wyrównanie stanu rywalizacji. Ostatecznie jednak dzięki rewelacyjnemu występowi całej pierwszej piątki (czterech zmienników zdobyło łącznie 13 pkt.) Nate i spółka w siódmym, decydującym starciu przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść i awansowali do półfinału konferencji. W całej serii rozgrywający spędzał na parkiecie średnio 30 minut, notując 17 pkt. i 3,6 as.

A to wszystko mimo choroby, która dopadła również jego. Najbardziej dała się we znaki w trakcie szóstego starcia, kiedy w przerwach operatorzy telewizyjny wyłapywali na ławce ekipy z Chicago takie oto sceny:

Potem Bulls trafili na Miami Heat z LeBronem Jamesem, Dwyanem Wadem i Chrisem Boshem w składzie. I choć nikt nie dawał im żadnych szans, zdołali jeszcze zaskoczyć. Tylko raz, ale jednak. W pierwszym meczu, znów prowadzeni przez miniaturowego generała, który zanotował 27 punktów i 9 asyst, zwyciężyli w American Airlines Arena w Miami 93:86 i odebrali obrońcom tytułu przewagę parkietu. Ci jednak szybko ją odzyskali i wygrywając cztery kolejne spotkania, odesłali poturbowane „Byki” na wakacje. W tej serii Robinson mógł pochwalić się średnimi na poziomie 15,2 pkt., 4 zb., 5,6 as. i 1 przechwytów.

Po sezonie kierownictwo drużyny ze stanu Illinois doszło do wniosku, że wobec wracającego do gry Rose’a usługi Robinsona nie będą im już potrzebne. Po wolnego agenta zgłosili się więc Denver Nuggets, u których pograł rok, po czym został wytransferowany do Bostonu. Tam nie zdążył jednak rozegrać żadnego spotkania, bo został od razu zwolniony. Potem były dwa 10-dniowe kontrakty z Clippers i kontuzja, a na koniec dwa mecze i kolejne zwolnienie w Nowym Orleanie.

Z braku laku Robinson wyjechał do Europy i rozegrał 14 spotkań w barwach izraelskiego Hapoelu Tel Awiw, z którym dotarł do ćwierćfinału tamtejszych rozgrywek. Notował przy tym średnio 16,2 pkt., 2,9 as. i 18 prz., a w jednym z meczów fazy play-off zdobył aż 46 „oczek”.

Ma dopiero 32 lata i podobnych wyczynów jak te z 2013 roku nie ma co od niego oczekiwać, ale to dziwne, że w NBA wciąż nie znalazł się klub, który zaproponowałby mu chociaż udział w obozie przygotowawczym. Wszak pomijając epizod w Pelicans, Robinson do końca nie schodził poniżej średniej 13 pkt. i 5,7 as. w przeliczeniu na 36 minut gry. Posiadanie takiego asa w zapasie, nawet na końcu ławki rezerwowych, nigdy nie zaszkodzi, tym bardziej że teraz jego wynagrodzenie na pewno nie byłoby wygórowane.

Można się oczywiście domyślać, że winną w tej sprawie jest m.in. etykieta jeźdźca bez głowy, która do niego przylgnęła. Szkoda jednak, że po tych wszystkich latach wypruwania sobie flaków dla wszystkich drużyn, w których występował, nie znajdzie się chociaż jedna, która dałaby mu jeszcze pograć w NBA.

Mateusz Orlicki

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

POLECANE

Bezapelacyjnie hitem koszykarskie tygodnia będą mecze reprezentacji Polski w eliminacjach do Eurobasketu 2021. Nasza drużyna w czwartek zagra z Izraelem, a w niedzielę z Hiszpanią – oba spotkania transmitować będzie TVP Sport. W niedzielę wieczorem zobaczymy też wielki szlagier w NBA, mecz Boston Celtics vs. Los Angeles Lakers.

tagi

NBA

Reprezentant Polski w koszykówce 3×3 oraz legenda Polpharmy Starogard Gdański – gościem Kamila Chanasa jest „Money in the Bank” Michael Hicks! Mieszkający w naszym kraju Amerykanin opowiada o swojej karierze i planach na przyszłość. Świetne show!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Aż ciężko uwierzyć, że w Minnesocie do dziś nie uhonorowano Kevina Garnetta. Swojej koszulki pod dachem hali Orlando Magic wciąż nie może oglądać Shaquille O’Neal. Nikt też nie docenił w ten sposób kariery Gary’ego Paytona.
19 / 02 / 2020 10:27
Wolf Blitzer, jeden z najsłynniejszych amerykańskich dziennikarzy, przerwał swój program w stacji CNN, aby poinformować o końcu kariery Marcina Gortata. Autor – na co dzień kibic Washington Wizards – polskiemu zawodnikami za osiągnięcia na parkiecie oraz to, co robi poza boiskiem, m.in. dla polskiej społeczności.
18 / 02 / 2020 10:21
Wszyscy widzą, że Los Angeles Clippers traktują sezon regularny nieco po macoszemu. Od czasu do czasu zdarzają się im grubsze wpadki, a zwłaszcza obrona nie funkcjonuje aż tak dobrze, jak to się wydawało przed sezonem. Czy takie problemy mogą zaszkodzić drużynie z LA również w playoff?
17 / 02 / 2020 18:50
Reprezentant Polski w koszykówce 3×3 oraz legenda Polpharmy Starogard Gdański – gościem Kamila Chanasa jest „Money in the Bank” Michael Hicks! Mieszkający w naszym kraju Amerykanin opowiada o swojej karierze i planach na przyszłość. Świetne show!
17 / 02 / 2020 11:06