Naturalizacja – dlaczego musimy chwytać się brzytwy?

Share on facebook
Share on twitter

PZKosz rozdaje paszporty Amerykanom licząc, że cud w postaci sukcesu reprezentacji pozwoli koszykówce odbić się od dna, mimo braku osiągnięć na wszelkich innych polach. Czy nie lepiej po prostu powalczyć o kibiców?

A.J. Slaughter (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

Chciałbym być przy takiej rozmowie, gdy prezes Grzegorz Bachański poklepuje po ramieniu Kamila Łączyńskiego i Daniela Szymkiewicza, mówiąc: – Słuchajcie chłopcy, ten A.J. Slaughter to tak naprawdę dla waszego dobra…

Nie chodzi zupełnie o to, czy był jakiś kontrakt na bycie Polakiem, umowa na 3 lata czy na 5 lat. Bez znaczenia czy „reprezentant” to Slaughter, Logan czy inny Williams. I wszystko niezależnie od faktu, że nasz obecny Slaughter to sympatyczny chłopak i od strony sportowej daje radę, grając w kadrze po prostu dobrze.

Chodzi o bezsensowne myślenie, że mając w składzie jednego ciut lepszego gracza od naszych, staniemy się potęgą grającą o medale i dlatego warto robić takie rzeczy nawet wbrew kibicom.

I równie bezsensowna jest argumentacja „bo przecież wiele krajów tak robi”. I co z tego? Są takie, które tego nie robią, a i tak wygrywają medale. Dlaczego zawsze mamy równać do wzorów kiepskich, a nie możemy zacząć do dobrych?

PZKosz ma tragiczny wizerunek i takie debaty, jak w ostatnich dniach, tylko sytuację pogarszają. Jest tymczasem prosty sposób, aby fajnym gestem zdobyć dużą sympatię kibiców i mediów. Nawet więcej – zgarnąć owację na stojąco!

Wystarczy prosta deklaracja: „Nie chcemy już sztucznych naturalizacji i udawanych Polaków. Gramy tym, co mamy i bijemy się naszym faktycznym składem najlepiej jak potrafimy”. I kibice, i zawodnicy pójdą za takim hasłem jak w dym, zobaczycie.

Pamiętacie kadrę Andreja Urlepa, bardzo mocno rezerwową, która na Eurobaskecie 2007 przegrała wszystko, ale podbiła serca kibiców zaangażowaniem i walką? Nastroje były o niebo lepsze niż po porażkach w gwiazdorskim składzie i z naturalizowanymi Amerykanami.

Przykładów jest mnóstwo, weźmy choćby z ostatnich dni – Rosa Radom po odejściu trzech obcokrajowców. Nie dość, że wyniki się nie pogorszyły, to przede wszystkim polscy gracze wreszcie zaczęli grać znacznie lepiej, odzyskali formę widząc, że dostają zaufanie. Pozytywna atmosfera w drużynie i wokół niej, to czynnik znacznie ważniejszy niż jeden trochę lepszy gracz.

Upierając się przy naturalizowanych graczach i licząc na cud w postaci wielkiego sukcesu, PZKosz jest trochę jak nałogowy hazardzista, chodzący od lat do kasyna z nadzieją, że przecież kiedyś w końcu na ruletce musi wypaść „0”.

OK, być może kiedyś w końcu wypadnie, ale na co dzień to na takiej zabawie traci się jedynie reputację i pieniądze.

Tomasz Sobiech

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>