Tu Kareem Maddox, zapraszam na skrót wiadomości!

Share on facebook
Share on twitter

Absolwent literatury na Princetown, dziennikarz radiowy i nieoczekiwane odkrycie Miasta Szkła Krosno. Niewiele mu zabrakło do wielkiej sensacji w March Madness.

(Fot. Bartosz Jezierski/Miasto Szkła Krosno)
(Fot. Bartosz Jezierski/Miasto Szkła Krosno)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Łukasz Cegliński: 17 marca 2011 roku, w Turnieju NCAA gracie z Kentucky. Princeton walczy, przegrywacie 57:59. Była szansa na sensację?

Kareem Maddox: Pewnie! Przecież tam był remis, a Brandon Knight zwycięskie punkty dla nich zdobył dopiero dwie sekundy przed końcem. Graliśmy dobrze, mieliśmy wrażenie, że ich pokonamy. Plan był dobry – oni grali szybkim tempem, więc mieliśmy spowalniać grę i wykorzystywać przewagę fizyczną.

Tamto Kentucky to był zespół młody, mieli sporo pierwszo- i drugoroczniaków, a u było nas odwrotnie. Oczywiście to oni byli faworytem, rozstawiono ich znacznie wyżej. Ale my byliśmy doświadczeni, nawet jeśli nigdy wcześniej nie graliśmy w March Madness. Mieliśmy szansę, ale w końcówce przeszkodziły nam własne błędy.

Kentucky doszło potem do Final Four, a ty, rzucając 12 punktów, zakończyłeś karierę w NCAA. Wiedziałeś wtedy, co będziesz robił dalej?

– W Princeton każdy przed ukończeniem studiów musi napisać pracę dyplomową, a termin oddania mojej upływał jakoś kilka dni po meczu z Kentucky. Nie myślałem więc o niczym innym, tylko o jej ukończeniu. Szykowałem się na tydzień bez snu i tak to wyglądało.

Ale wiedziałem też, że będę grał w kosza w Europie – nie wiedziałem gdzie, ale chciałem kontynuować karierę. Przynajmniej przez kilka lat.

No i przez dwa sezony grałeś w Holandii oraz w Anglii – słabych europejskich ligach. Nie było innych opcji?

– Akurat w 2011 roku, gdy skończyłem studia, w NBA rozpoczynał się lokaut. I generalne przekonanie było takie, że wielu jej graczy poleci do Europy i pozajmuje miejsca w najlepszych ligach. Oczywiście tak się nie stało, ale wśród mniej znanych graczy taka obawa była. Dlatego nie czekałem i podpisałem kontrakt dość wcześnie – właśnie w Holandii.

To był dziwny rok. Gdy teraz o tym myślę, gdy wspominam to, jak grałem w NCAA, to wydaje mi się, że powinienem poczekać kilka miesięcy na lepszą propozycję. Z drugiej strony teraz łatwo jest tak gdybać, a wtedy, będąc świeżym absolwentem bez żadnego doświadczenia, takie czekanie uznawałem za ryzyko.

Nie żałuję jednak tamtej decyzji. W Holandii poznałem wiele świetnych osób, do dziś mam tam przyjaciół, z którymi utrzymuję kontakt. Potem pojechałem do Anglii, gdzie też było ciekawie, bo mam tam rodzinę, której wcześniej, gdy mieszkałem w USA, nigdy nie poznałem.

A potem zrezygnowałeś z zawodowej gry w kosza. Dlaczego?

– Jak kończyłem studia, to wydawało mi się, że będę miał sporo możliwości podjęcia pracy, że rynek będzie dla mnie otwarty, tylko że ja wybiorę koszykówkę. Wiadomo – sama gra jest świetna, a na dodatek masz szansę zwiedzić trochę świata i jeszcze ci za to płacą. Nie każdy tego doświadcza.

Jednak grając w Europie przekonałem się, że poziom koszykówki jest tu naprawdę wysoki, Euroliga robiła wrażenie. Zdałem sobie sprawę, że mogę nie zrobić wielkiej kariery, zacząłem odczuwać presję – znajdź sobie normalną pracę, coś w tym stylu.

Jasne, koszykówka to też praca – trzeba harować, przykładać się, być gotowym na najróżniejsze wyzwania. Ale generalnie zacząłem się obawiać, że jak będę grał w kosza za długo, to nie znajdę żadnej innej– ze względu na brak doświadczenia i długi czas od zakończenia studiów.

kareem_maddox_rozmowaI co znalazłeś po powrocie do USA?

– Zacząłem pracować jako wolontariusz w radiu KCRW, w Kalifornii, skąd pochodzę. To takie społeczne radio, które bardzo poważnie podchodzi do dziennikarstwa informacyjnego. Zaczynałem jako producent audycji „To The Point”, w której zajmowano się polityką międzynarodową.

Jednym z pierwszych dużych tematów, przy których pracowałem, to kryzys krymski związany z konfliktem Ukrainy i Rosji. Robiliśmy o tym wiele audycji, a moja praca polegała na zbieraniu informacji, pomaganiu prowadzącym w jak najlepszym przygotowaniu się do programu.

Potem przeniosłem się do innego radia, do Kolorado, gdzie pracowałem jako producent godzinnego programu informacyjnego, a potem dostałem nową pracę – zostałem prowadzącym serwisów.

Czytałem wiadomości, tak normalnie, znacie to z radia: „Tu stacja KUNC, nazywam się Kareem Maddox, oto skrót najważniejszych informacji. Hilary Clinton odwiedziła dzisiaj takie i takie miasto, powiedziała to i to”. To była moja praca.

Jak wyglądał twój typowy dzień?

– Wstawałem rano, tak po szóstej. Wcześnie, bo nawet jak przestałem grać, to nie przestałem być sportowcem – szedłem poćwiczyć na siłownię, ale też pograć w kosza, rozgrzać się. W pracy byłem o dziewiątej – zaczynałem od przeglądania informacji, pogłębiania ich, szukania czegoś interesującego.

Bo po tym, jak pracowałem jako prowadzący serwisu, dostałem kolejną funkcję – byłem gospodarzem godzinnego programu „Colorado Matters”. Jak trzeba było, zbierałem informacje jak reporter. Dzwoniłem do burmistrza miasta, do rzecznika prasowego, lokalnych polityków. Normalna praca, do wieczora.

Na Princeton studiowałeś literaturę angielską – pomogło przy pracy w radiu?

– Tak myślę. W radiu, wbrew pozorom, naprawdę sporo się pisze – podczas przygotowań. Na dodatek trzeba być krytycznym – znajdujesz różne źródła, analizujesz je, konfrontujesz. Na studiach miałem z tym do czynienia – podczas omawiania, analizy książek czy wierszy. W radiu to bardzo ważne – z wielu dostępnych materiałów wybrać te najważniejsze i przedstawić je tak, by były jak najciekawsze dla słuchacza.

kareem_maddox_rozmowa2Princeton nie tyle kojarzy nam się z koszykówką, co z elitarną uczelnią i wysokim poziomem nauczania. To było twoje marzenie, cel?

– Princeton ma spore koszykarskie tradycje, choć racja – z największymi szkołami nie może się porównywać. Z drugiej strony – kilka razy te największe pokonał, jak np. UCLA w 1996 roku. Ze względu na specyficzny styl gry to zawsze niewygodny rywal.

Ale Ivy League, w której gra Princeton, to także świetny poziom nauczania, a dla moich rodziców zawsze ważne było wykształcenie. Gdy w liceum zacząłem być rekrutowany właśnie przez uczelnie z Ivy League – Princeton, Yale, Cornell, Penn State czy Yale, to zdecydowałem, że wybiorę którąś z nich bez względu na wszystko.

I zdecydowałem tak jeszcze przed swoim ostatnim rokiem w liceum w Oak Park, który pod względem koszykarskim był moim najlepszym. Wtedy zacząłem wzbudzać zainteresowanie tych lepszych szkół, jeśli chodzi o kosza, ale ja już postanowiłem – idę do Princeton, bo zależy mi na jak najlepszym wykształceniu.

Wróćmy do Kolorado, do Denver. Rafał Juć, skaut Nuggets i ekspert telewizyjny podczas meczów PLK, mówił w trakcie transmisji z Krosna, że graliście razem w kosza.

– Rafała poznałem przez Tommy’ego Balcetisa – Litwina, który w Nuggets jest dyrektorem działu analizy. To mój najlepszy znajomy w Denver. No i kiedyś spotkałem się z Tommym, żeby obejrzeć jeden z odcinków „Gry o Tron” i Rafał też tam był – tak się poznaliśmy.

A jak poznałeś Tommy’ego?

– Też ciekawie – generalnym menedżerem Denver Nuggets jest Tim Connelly, którego młodszy brat Dan był moim trenerem w Princeton. Kiedyś przyjechał do Denver, więc się zdzwoniliśmy i umówiliśmy na spotkanie, na którym był właśnie Tim, kilka innych osób z Nuggets, no i właśnie m.in. Tommy Balcetis.

Tommy też był wówczas w Denver nowy, wymieniliśmy się telefonami, skumplowaliśmy się. Jesteśmy w podobnym wieku, Tommy kończył Harvard, mieliśmy o czym gadać. Chodziłem na mecze Nuggets towarzysko, grywałem z nimi w tenisa, w kosza. Ale wcale nie myślałem, że wrócę do zawodowego grania.

To dlaczego wróciłeś?

– Bo z czasem, jak tak sobie grałem, zauważyłem, że wciąż sprawia mi to przyjemność i że jestem niezły. Przez kilka lat zmieniłem swój rzut, zacząłem trafiać. Nigdy nie byłem strzelcem z dystansu, ale to się zmieniło.

Wiesz, czasem jest tak, że siedzisz przy biurku przez 8-10 godzin dziennie i choć to normalne, nie ma w tym nic złego, to jednak czujesz, że możesz robić coś innego. I ja nagle poczułem, że mogę, że chcę być koszykarzem. Byłem pewny, że fizycznie i mentalnie jestem gotowy wrócić do formy i grać zawodowo. No i mam już te trzy lata doświadczenia w pracy innej niż koszykówka.

Sytuacja się odwróciła – najpierw, grając zawodowo w Europie, stresowałem się, że nie znajdę sobie nic poza koszykówką. Teraz, po tych trzech latach, zdałem sobie sprawę, że mogę wrócić do koszykówki. Bo mam już doświadczenie, którego potrzebowałem.

(Fot. Miasto Szkła Krosno/Piotr Bogucki)
(Fot. Miasto Szkła Krosno/Piotr Bogucki)

Zastanawiałeś się nad tym, gdzie mógłbyś być teraz w koszykarskiej karierze, gdybyś nie miał tej trzyletniej przerwy?

– Czasem przeleci mi to przez głowę, że mógłbym grać na dużo wyższym poziomie, że byłbym lepszym graczem, gdybym trenował codziennie. Ale ja nie lubię takiego gdybania – kto wie, może doznałbym jakiejś poważnej kontuzji i w ogóle nie mógłbym grać w kosza?

W tym momencie po prostu się cieszę z tego, co robię i gdzie jestem. Wyluzowałem, nie przejmuję się. Zależy mi tylko na koszykówce – treningach, graniu, rzucaniu, zbieraniu, wygrywaniu. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale daję sobie radę w trudniejszych chwilach, bo wiem, że mam szczęście, że znów mogę grać. Po prostu. A za biurkiem się pewnie jeszcze nasiedzę.

Trener Michał Baran wypatrzył cię na kampie w Las Vegas. Jak tam trafiłeś?

– To był mały kamp organizowany przez agencję menedżerską, z którą mam podpisaną umowę. Było tam ledwie kilkunastu graczy, ale wielu trenerów z Europy, a także z Japonii. Pojechałem na luzie, z podejściem na zasadzie: nie mam oczekiwań, więc się nie rozczaruję.

Podobno miałeś oferty także z Niemiec, Francji, Chorwacji. Dlaczego wybrałeś Polskę?

– Zaufałem agentowi i trenerowi. Słyszałem o innych ofertach, ale uznałem, że dla mnie, po trzyletniej przerwie, liga polska i jej nowy zespół będą dla mnie najbardziej odpowiednie. Dostanę minuty, będę mógł się pokazać. Zależało mi na tym, by znaleźć klub, który chce na mnie postawić. Trener Baran powiedział mi, że tak będzie. I tak jest.

Przyznam szczerze: nie wierzyłem w ciebie. Anonimowy gość po trzyletniej przerwie? Myśleliśmy, że w Krośnie popełniają błąd wynikający z braku doświadczenia.

– Nie ma sprawy, rozumiem to. Czytałem takie opinie, były dla mnie motywacją. Po podpisaniu kontraktu widziałem wpisy na Twitterze, że mój agent powinien dostać nagrodę menedżera roku, że kim jest ten ogórek itp. Z tego ogórka śmiałem się dlatego, że my tego wyrażenia nie używamy w takim kontekście.

Ale serio, rozumiałem to. Przecież nie grałem przez trzy lata, nic dziwnego, że ludzie myśleli, że Kareem Maddox to pomyłka. Ja wiedziałem, że tak nie jest, ale skąd wy mieliście to wiedzieć? Dziwiłbym się, gdyby ludzie od razu we mnie wierzyli.

Z meczu na mecz grasz lepiej, jesteś skuteczniejszy. Czego się po tobie spodziewać za dwa, trzy miesiące, jak będziesz w lepszej formie?

– Moim atutem zawsze było to, że byłem niewygodny do pilnowania. Nie jestem typową czwórką, nie gram tyłem do kosza, ale potrafię w takiej sytuacji bronić. Poprawiłem rzut, muszę go ustabilizować. Z każdym tygodniem powinienem być też szybszy, bardziej dynamiczny.

Najtrudniejsze było dla mnie na razie przypomnienie sobie, jak szybką grą jest koszykówka. W ostatnich spotkaniach już się do tego przyzwyczaiłem, gra dla mnie zwolniła, lepiej widzę boisko. Ale mamy na czwórce kilku dobrych graczy – Patryka Pełkę, Dariusza Wykę, Kubę. Ja staram się po prostu pomagać drużynie.

kareem_maddox_rozmowa4Paweł Buczak – pamiętasz go?

– Pewnie, był pierwszą osobą, do której napisałem SMS po podpisaniu kontraktu!

Graliście razem przez trzy lata w Princeton. Co ci powiedział o Polsce?

– Że to fajny, bezpieczny kraj, choć bez szerokich autostrad.

Szczególnie do Krosna – macie najgorszy dojazd w całej lidze.

– Dokładnie! Paweł mówił, że będzie to dla mnie coś zupełnie nowego, że niektóre rzeczy mogą mnie dziwić, ale ludzie są fajni i mnie polubią. Nie przekazał mi zbyt wiele o Krośnie, ale wspominał, że w południowo-wschodniej Polsce są inne interesujące miasta – np. Kraków czy Rzeszów.

Po podpisaniu kontraktu z Krosnem udzieliłeś kilku wywiadów, szczególnie stacjom, w których pracowałeś. Zapowiadałeś, że będziesz nagrywał podcasty z Polski. Udało się już coś wyprodukować?

– Właśnie skończyłem pierwsze nagranie, takie promocyjne, na próbę. Muszę je jeszcze zmontować, ale niebawem usłyszycie. Gdzie? A choćby na mojej stronie Piqued.us.

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

POLECANE

Kilka efektownych momentów nie powinno przysłonić faktu, że Kristaps Porzingis początki w Dallas Mavericks ma trudne. Otrzepanie rdzy po kontuzji i oswojenie się z nowym systemem wymaga czasu, ale nie wszystkie problemy da się sprowadzić właśnie do tych dwóch czynników.

tagi