NBA pogrzebała MVP żywcem

Share on facebook
Share on twitter

Po dominacji LeBrona Jamesa w play-off i Kevina Duranta w finale, wybór MVP sezonu zasadniczego nikogo już nie elektryzuje. Wyróżnienie dla kogoś z trójki Harden, Leonard, Westbrook będzie jak zeszłoroczny śnieg.

James Harden (Fot. Wikimedia Commons)

W takich butach błyszczy Kevin Durant – zobacz >>

Przez wiele lat MVP rundy zasadniczej ogłaszano na początku play-off – zdarzały się takie kwiatki, jak nagroda dla Dirka Nowitzkiego tuż po sensacyjnym odpadnięciu jego Dallas Mavericks z Golden State Warriors, ale generalnie: system dawał radę. Wciąż mieliśmy jeszcze w pamięci osiągnięcia najlepszych, w niektórych latach toczyły się ciekawe dyskusje, a rozstrzygnięcia bywały interesujące.

Od tego sezonu NBA zmieniła procedurę – wyniki zakończonego w połowie kwietnia głosowania ogłoszone zostaną dopiero na specjalnej gali, czymś w rodzaju koszykarskich Oskarów, która odbędzie się 26 czerwca. Na początku pomysł wydawał się fajny, teraz wygląda kiepsko.

Bo kogo tak naprawdę interesuje teraz, kto zostanie uznany MVP sezonu? Russell Westbrook i James Harden, co do których toczyła się największa dyskusja, przepadli w play-off z kretesem, przed finałem odpadł także Kawhi Leonard – a właśnie ta trójka znalazła się w finale, co zresztą liga ogłosiła w połowie maja.

Teraz jasne jest, że najwięcej dla swoich drużyn zrobili w tym sezonie Kevin Durant i LeBron James.

Tegoroczny sezon, ze świetną grą każdego z wyżej wymienionych koszykarzy, w kontekście wyboru MVP był wyjątkowy. Rok wcześniej Stephena Curry’ego po raz pierwszy w historii ligi wybrano jednogłośnie, teraz naprawdę o wybór nie było łatwo. W zależności od kryterium i preferencji – można było gorąco dyskutować.

Teraz temperatura opadła, a 26 czerwca wypada dwa tygodnie od rozstrzygnięcia mistrzostwa. NBA przekombinowała, wyróżnienie dla MVP sezonu będzie jak zeszłoroczny śnieg.

Szkoda.

W takich butach błyszczy Kevin Durant – zobacz >>

POLECANE